Sport.pl

Prezes Jarosław Mroczek: Protest jest przeciwko systemowi, a nie Pogoni

- Kibice są pod ścisłym, za daleko idącym i dokuczliwym nadzorem. Robiąc oprawę, wiedzą, że będą wyciągani z domów i tramwajów. Będę interweniował - mówi prezes Pogoni Jarosław Mroczek.
Podczas ostatniego meczu w Szczecinie zorganizowane grupy kibiców ("Młode Wilki", "Portowcy") protestowały m.in. przeciwko działaniom policji i obojętnemu traktowaniu przez Pogoń. Nie było dopingu i oprawy. Prezes Pogoni wrócił z urlopu i spotkał się z kibicami. W wywiadzie mówi także o dziennikarzach podstawiających nogę, kulturalnym dopingu na stadionie i wyniku ostatniego meczu Pucharu Polski.

Rozmowa z prezesem Pogoni

Łukasz Kasprzyk: Idzie pan na konflikt z kibicami, domagając się od nich kulturalnego dopingu. Jest pan zdesperowany?

Jarosław Mroczek: Umawialiśmy się na wywiad, pod warunkiem, że napisze pan wszystko. Już na początku rozmowy podkłada się pan, więc zacznę od rzeczy najistotniejszej. Niestety, często obserwuję ostatnio zakusy dziennikarzy - w tym pana - by szukać sensacji i negatywnych zjawisk, gdzie ich nie ma. Szukanie konfliktu z kibicami to odwrotność tego, co staramy się robić. My szukamy sposobu, by zjednać całe środowisko kibicowskie, do którego zaliczam także media lokalne. Zapraszam więc do współpracy.

Kiedy umawialiśmy się na wywiad, powiedział pan, że dziennikarze robią "obrzydliwe rzeczy". Konflikt to sprzeczność interesów, różnica. Pan chce, by kibice nie bluźnili, podczas gdy oni życzą sobie zbiorowo przeklinać. Konfliktu nie szukam, on zachodzi.

- "Obrzydliwe"? Zawsze staram się dosadnie zjawisko określać i dosyć często z tego powodu cierpię w życiu. Chodzi o to, że nie znajdowałem w mediach zbyt wielu głębokich analiz namawiających, by budować wokół Pogoni - nie chcę być mentorski - coś, co jednoczy mieszkańców miasta. Znajdowałem za to bardzo dużo medialnych doniesień, gdy tylko się potknęliśmy. Nikt nie zapytał, dlaczego tak się stało.

Ma pan na myśli oceny po ostatniej organizacji meczu? Zapowiadał pan, że kibice, przychodząc na Wartę Poznań, zobaczą coś, czego jeszcze nie wiedzieli, a zobaczyli... to, co zwykle.

- Chcieliśmy ozdobić kolorowym materiałem płoty na koronie stadionu, tam też postawić 70-80 potężnych flag z herbem Pogoni. Myśleliśmy też o ceratowych rzeczach na brudne siedziska, ale nasz kapitalizm jest mało sprawny i wyprodukowanie tego zajęłoby zbyt dużo czasu. Namawiam też szefa "Fortu" [firma ochroniarska obsługująca spotkania Pogoni - red.], by ubrał ochroniarzy tak, żeby nie prowokowali agresywnych zachowań. Osoba odpowiedzialna za obiecaną oprawę nie poinformowała kierownictwa klubu o przełożeniu jej ze względu na protest kibiców. Nie chce się usprawiedliwiać, dlatego przepraszam kibiców. Spiker powinien przeprosić i poinformować o przesunięciu oprawy. Najistotniejsza jest tu jednak reakcja mediów "jedziemy po prezesie". Przeżyję, ale dziwi mnie, że nikt do mnie nie zadzwonił i nie zapytał o powody. Okazuje się, że w podstawianiu nogi jesteśmy mistrzami świata, a podawanie ręki nie bardzo nam wychodzi. Szalenie ważna jest wspólnota interesu i zasypywanie dziur, a nie szukanie pęknięć. Co innego, gdybyśmy w Pogoni przewalali pieniądze pod stołem (czego oczywiście nie robimy). Wtedy proszę bardzo, niech media wyciągną każdą nieprawidłowość.

Miał pan spotkanie z kibicami, którzy protestowali podczas ostatniego meczu. Z czym się nie zgadzają?

- Z systemem, który obowiązuje w ekstraklasie i I lidze. Boją się, że system identyfikacji daje nowe narzędzia policji do większej inwigilacji. Są pod ścisłym, za daleko idącym i dokuczliwym nadzorem. Nie są aniołkami, ale też nikt nie jest przestępcą przez to, że wrzaśnie brzydkie słowo. Podobnie jak osoba, która popchnie "głupka", który będzie chciał rzucić racą. To są kibice Pogoni i będę ich rzecznikiem wobec policji w takich sytuacjach, jeśli nie dopuścili się czynów niezgodnych z prawem. Mam doświadczenia z dalekiej przeszłości i nie podoba mi się dosyć wysoki stopień inwigilacji.

Jakiej inwigilacji?

- Grupa kibiców, o której mówimy, przygotowuje oprawy i wie, że będzie wyciągana z domów, tramwajów i odpytywana.

Jak pan będzie interweniował? Napisze pan do MSWiA, by policja nie nękała kibiców?

- Zadzwonię do komendanta i zapytam, na jakiej podstawie prawnej przeprowadza takie działania. Będę oczekiwał bezwzględnie zmiany podejścia.

Będzie pan dzwonił jako kto?

- Prezes klubu, po prostu człowiek, ale i organizator imprezy masowej, która miała miejsce, bo nie rozumiem zachowań policji. Jeżeli moje odczucie sprawiedliwości powie mi, że kibice nic złego nie zrobili, będę stawał w ich obronie.

Wie pan, że może się przejechać na swoim "poczuciu sprawiedliwości"?

- Wiem, ale najgorsze to zamknąć się w domu, siedzieć bezczynnie, twierdząc, że świat zewnętrzny nic mnie nie obchodzi.

Kibice informowali na forum, że protestują też, bo nie osiągnęli porozumienia z klubem. Dogadaliście się?

- Wszystko sobie wyjaśniliśmy. Jeżeli poczuli się dotknięci, że ktoś mocno, agresywnie się do nich odniósł, to w imieniu wszystkich osób szczerze przepraszam. Sprawa jest mikro w porównaniu z celem, który mamy - stworzyć fajne widowisko. Oni tego nie kwestionują.

Na następnym spotkaniu będzie doping?

- Protest nie jest przeciwko piłkarzom, trenerom, klubowi i całej Pogoni, tylko przeciwko systemowi. Nie chcą brać udziału w systemie, w którym nie czują się dobrze.

Poruszył pan temat kultury żywego słowa podczas meczów?

- Tak. Powiedziałem, że z mojej strony nigdy nie będzie akceptacji dla wulgarnego wyrażania się publicznie. Tak zostałem wychowany i myślę, że jest bardzo duża grupa wśród kibiców, którzy w życiu zachowują się podobnie jak ja.

Podczas meczu pan nie przeklina?

- Jestem dziwnym kibicem, bo podskakuję tylko przy strzeleniu bramki. Inne emocje trzymam w sobie. Oczywiście nie jestem święty. Jak jestem tylko z facetami na męskiej wyprawie, pewnie czasami pozwalam sobie na luźne słownictwo. Natomiast publicznie staram się go nie używać. Kibice argumentują, że wulgaryzmy zaczynają się często nie w ich sektorze, ale pod dachem czy nawet w sektorze rodzinnym. I mają rację. Będę apelował, by fani tego nie robili. Być może kiedyś doczekamy się zaskoczenia ludzi, jak ktoś publicznie na stadionie użyje przekleństwa.

Prosił pan, by MOSRiR wreszcie ściął wielki płot oddzielający kibiców od murawy?

- Na razie tylko sektor rodzinny jest bez wysokiego płotu. Próbujemy ścinać dalsze, ale takie działanie podlega bardzo groźnemu spojrzeniu panów z Małopolskiej [znajduje się tam komenda policji - red.]. Na każde oczko w siatce krzywią się i uważają, że dojdzie przy okazji do czterech zabójstw. Jesteśmy zdeterminowani powoli ścinać płoty. I zetniemy je w końcu.

Wczoraj Pogoń rozegrała pierwszy i ostatni mecz Pucharu Polski. Jest pan zaniepokojony?

- Nie. Jestem zadowolony, bo teraz trener i piłkarze będą mogli skoncentrować się tylko na lidze. Oczywiście wynik jest fatalny i nie powinien się zdarzyć, ale spotkania pucharowe rządzą się swoimi prawami. Zespoły z niższych lig bardzo mocno angażują się w to, żeby pokonać teoretycznie silniejszego przeciwnika. Mają podwójną motywację.

Wydaje się, że rezerwowi zawodnicy Pogoni też powinni mieć podwójną motywację - mogli się pokazać trenerowi.

- Też tak myślałem, ale nie chcę wypowiadać się o tym spotkaniu, dopóki nie porozmawiam z trenerem i nie usłyszę powodów porażki.

Bez adminów. Najmocniejsze poglądy na Facebook.com/Sportpl »


Więcej o: