Sport.pl

Piłka nożna. Liga polska: Zawód - sędzia

Niedawno pseudokibice wkrętami przebili opony sędziom. Gdy wracali do domów, omal nie wpadli do rowu. Częstsze są groźby i rzucanie choćby butelką od piwa. Tak wygląda niebezpieczna strona pracy arbitrów.
Rocznie w Zachodniopomorskiem z pracy sędziego rezygnuje 20-30 osób. W większości to młodzi ludzie, którzy dopiero co skończyli kurs. - Nie wszyscy kopali lub kopią w piłkę, więc często nie mają pojęcia o warunkach pracy. Sama pasja i chęć to jedno, ale trzeba je skonfrontować z rzeczywistością - tłumaczy Julian Bumbul, członek Zarządu Kolegium Sędziów przy Zachodniopomorskim Związku Piłki Nożnej. - Kto rezygnuje? Najczęściej uczniowie i studenci, którym nauka zabiera sporo czasu. W naszym województwie zdarza się, że trzeba daleko pojechać - 120, 130 kilometrów. Całodzienna jazda zniechęca. Inni rozczarowani są gażą. Gdy przychodzą na kurs, mówią o jakichś niebotycznych sumach, a przecież w A klasie sędzia główny dostaje 70 zł, a liniowy 60. Odliczyć należy jeszcze podatek. Inni nie wytrzymują presji.

Róbcie dym!

Zostają ci, którzy nie narzekają na pieniądze, mają czas i są cierpliwi (na awans z ligi do ligi trzeba czekać nawet kilka lat).

Kamilowi Kędzierskiemu ze Stargardu wybiło 15 lat pracy. Jest uprawniony do prowadzenia meczów czwartoligowych. Największą satysfakcję odczuwa, gdy kibice po skończonym meczu biją mu brawo. Wie, że dobrze wykonał pracę. - Wychodzę wtedy z podniesioną głową - mówi.

Szymonowi Sikorze z Lubartowa (2 lata stażu) największą przyjemność sprawia sędziowanie trampkarzom: - Tam mają do ciebie najwięcej szacunku. Poza tym można ich nauczyć zachowania się na boisku. W wieku juniora często ten szacunek już zanika. Zaczynają się polowania na nogi i wyzwiska. Parę razy się zdziwiłem, gdy usłyszałem od 16-latka tak siarczyste przekleństwa.

Kędzierski i Sikora 27 sierpnia prowadzili mecz Orkanu Rów z Bryzą Reńsko w A klasie. Pierwszy jako sędzia główny w 82. min musiał zakończyć zawody. Nad głową młodszego kolegi-asystenta przeleciała butelka od piwa. Rzucił ją pseudokibic gości. Jeszcze wcześniej ktoś prawie trafił w niego butem. Prezes Orkanu Rów Bartłomiej Grzelewski po rzucie obuwiem dzwonił na policję, by ta zapanowała nad kibicami Bryzy. Nie przyjechała. Według naszych informacji funkcjonariusze nie mieli wolnego radiowozu.

Szymon Sikora: - Zaczęło się od drugiej żółtej kartki dla piłkarza gości, który kopnął piłkę po gwizdku. Gdy poleciał but, jeszcze się nie wystraszyłem. Miałem obok siebie dwóch doświadczonych sędziów. Dzięki nim nie straciłem głowy. Ale gdy zobaczyłem lecącą butelkę, wiedziałem, że nie warto narażać zdrowia i życia. Ci ludzie nie mają pojęcia o kibicowaniu.

Kamil Kędzierski prosił kapitanów obu drużyn o reakcję. - Ten z Bryzy odpowiedział: "Oni [kibice - red.] są tacy duzi, a ja taki mały, co mam zrobić?" - przytacza.

W meczowym protokole jest też opisane zachowanie innego zawodnika gości, który krzyczał do swoich fanów: "Róbcie dym, oni nie mają ochrony. Możecie robić, co chcecie!". Wydział Dyscypliny nałożył na niego karę dyskwalifikacji na pięć spotkań.



Ciebie też zabiję!

Burdy wszczynają najczęściej pseudokibice gości, gdy ich drużyna przegrywa. Mają nadzieję, że gospodarze ukarani zostaną walkowerem. W myśl przepisów to oni odpowiadają za bezpieczeństwo na stadionie. W tym przypadku - ku zadowoleniu arbitrów prowadzących zawody - Wydział Dyscypliny trzy punkty przyznał gospodarzom.

Działacze muszą mierzyć się z jeszcze innym problemem. - Ostatnio dochodzi nawet do sytuacji, że zamieszki wywołują także pseudokibice, których drużyna nie gra spotkania. Postępując w ten sposób chuligani sądzą, że uchronią swój klub przed konsekwencjami ich zachowań - mówi Julian Bumbul.

22-letni Jakub Strugielski prowadził niedawno w Dalewie mecz A klasy. Grał miejscowy Orkan z Radovią Radowo Małe. Burdy wszczęło 20 chuliganów... Orła Pęzino po tym jak, bramkarz Dalewa rzucił w twarz piłką napastnikowi Radovii, który przypadkowo się z nim zderzył. Sędzia pokazał czerwoną kartkę. Piłkarz schodząc do szatni krzyczał do sędziego asystenta: "Ciebie ch... też zabiję!". - Inni zawodnicy nie protestowali, ale kibice czuli, że robi się gorąco - opisuje Strugielski. - Doliczyłem 4 min i tuż przed końcem asystent machał flagą. Podbiegłem, powiedział mi, że został oblany piwem. Skończyłem zawody, bo było już zbyt niebezpiecznie.

Po meczu kibice wtargnęli na boisko i grozili arbitrom: "Zabiję cię k..., obedrę cię ze skóry, wyr.... twoją starą", "Jak ch... przyjedziesz do Pęzina, to cię zabiję".

Szatnie sędziowskie oblegało około 50 osób. - Nawet pani z urzędu gminy mówiła, że powie wszystkim, jak marnuje się publiczne pieniądze - opisuje Jakub Strugielski. Trójkę sędziowską wyprowadził kierownik drużyny z Dalewa. Wsiedli do dwóch samochodów. Strugielski na wylotówce ze Stargardu stracił panowanie nad kierownicą i prawie uderzył w drugi samochód. Pseudokibice wbili w opony wkręty. - Powietrze schodziło powoli. Dobrze, że kierujący innym samochodem odskoczył, bo miałbym wypadek.

Dwójka asystentów jadąca drugim autem - Mateusz Bęben i Piotr Skrzypiec - prawie wpadła do rowu. Też ich zniosło. Gdy rozmawiali z Jakubem, powiedzieli, że "szczęśliwie jechali tylko 60 km na godz.". Sprawą ma zająć się policja.

Najlepsi strzelcy Ekstrakalsy, cztyli kogo ściga Frankowski »




W Niemczech tylko buczą

To niejedyne przypadki. - Notujemy kilka w ciągu roku, w których zdarzenia wykraczają poza granicę zdrowego rozsądku - mówi szef biura ZZPN, sędzia z 16-letnim stażem, Dariusz Królikowski.

- Te sytuacje są niepokojące - dodaje Julian Bumbul, który jako członek Zarządu Kolegium Sędziów czyta wszystkie sędziowskie sprawozdania z zachodniopomorskich lig. - Takie incydenty nie zdarzały się 10 lat temu. Zamieszanie robili zawodnicy, ale nie kibice, którzy czują się bezkarnie. W każdej kolejce wydajemy 10-15 decyzji dyscyplinarnych. One oczywiście nie dotyczą tylko publiczności, ale też zawodników.

Sędziowie, którzy prowadzili feralne sierpniowe zawody, nie będą rezygnować z pracy. - Zawód arbitra to ciężkostrawny kawałek chleba, ale to moje hobby. Gdyby nie było pozytywów, nie robiłbym tego - mówi Kamil Kędzierski.

Nie wszyscy jednak wytrzymują presję. Wspomniane na początku statystyki mówią o co najmniej kilkunastu sędziach, którym praca nie przypada do gustu (także przez brak szacunku do arbitrów). Przypadek utalentowanego, który prowadził zawody już na trzecioligowych boiskach, wspomina Julian Bumbul: - W Trzebiatowie dostał w twarz od piłkarza, któremu pokazał czerwoną kartkę. Od razu zrezygnował. Powiedział, że on traktuję swoją pracę jak zabawę i jakiś chłopek nie będzie go bił po twarzy.

W środowisku sędziowskim krąży wiele historii o zachowaniu piłkarzy czy pseudokibiców. W Grzybnie chuligani w przerwie meczu rozstawili stół i zaczęli pić wódkę. Wiosną w Żabnie przecięto opony sędziom. Też wiosną - w Chociwlu - kibice wszczęli burdy na stadionie.

- W ramach wymiany związków jeździmy do Niemiec. Nigdy nie spotkałem się tam z naruszaniem nietykalności cielesnej, pogróżkami, wyzwiskami. Tam panuje cisza bez względu na to, jaką decyzję podejmie arbiter. No... chyba że mówimy o jakimś buczeniu, ale nigdy o takim zachowaniu - twierdzi Dariusz Królikowski. - Skąd ta różnica? Wydaje mi się, że to kwestia kultury i obyczaju społeczeństwa - tłumaczy dalej. - Inna rzecz, że arbiter w Niemczech prawnie traktowany jest jak urzędnik państwowy. Gdyby ktoś mu groził czy pobił, odpowiadałby prawie jak za naruszenie nietykalności cielesnej policjanta.

Pierwszy szlagier T-Mobile Ekstraklasy. Mistrz kontra lider »