Sport.pl

Tenis. Objawienie 17-latka. Będzie następcą Kubota?

Przegrany, ale świetny. Najmłodszy, ale już chwilami bardzo dojrzały. Szczecinianin Arkadiusz Kocyła objawieniem drugiego dnia szczecińskiego turnieju tenisowego Pekao Szczecin Open
Chciałbym zagrać z kimś rozstawionym, najlepiej z pierwszej setki rankingu ATP. To byłaby dobra dla mnie lekcja tenisa i szansa na niespodziankę - mówił Kocyła, gdy dowiedział się, że otrzymał od organizatorów turnieju tzw. dziką kartę. W pełni na nią zasłużył tegorocznymi wynikami - zarówno w hali, jak i na otwartych kortach potwierdzał, że jest najlepszym w kraju tenisistą. W dodatku ze szczecińskiego klubu, a organizatorzy co roku starają się promować utalentowanego młokosa z naszego miasta.

17-latek świetnie pokazał się publiczności, ale czy to zaprocentuje np. zbudowaniem wokół niego grupy sponsorów, która będzie opłacać mu wyjazdy na turnieje czy zgrupowania, rozbuduje sztab współpracowników - nie zależy już od niego, ale operatywności opiekunów. Wczoraj tenisista pokazał, że na taką szansę zasługuje.

Nie przestraszył się rozstawionego z "piątką" Joao Souzy z Brazylii (90. w ATP). Grał odważnie, mądrze i konsekwentnie. Latynos nie mógł odnaleźć się na placu gry i szybko znalazł się w opałach. Zdołał za pierwszym podejściem wybronić się przed stratą serwisu, ale przy drugiej próbie Kocyła już nie zmarnował szansy. Szczecinianin przewagę utrzymał przy swoim podaniu i zapachniało sensacją.

Pachniało zresztą bardzo długo w drugiej partii. Tenisiści grali punkt za punkt, zanosiło się na tie-break z wielkimi szansami dla Polaka, który łatwiej od Brazylijczyka wygrywał swoje serwisy. Niestety, może zabrakło kondycji, może dała znać o sobie młodość, ale w ostatnim gemie szczecinianin dał się przełamać i trzeba było rozegrać trzeci set. Publiczność czuła, że słabszy fizycznie Kocyła może nie wytrzymać. Walczył, ale tylko do szóstego gema. Przy stanie 2:3 miał 40:15 i przegrał. Zawodził serwis, brakowało odrobiny agresji (skrótów, ataków do siatki). Uszło gdzieś powietrze i decydująca odsłona szybko się skończyła (Souza wygrał 3:6, 7:5 i 6:3). W sumie tenisiści walczyli 2 godz. 36 min.

- Arkadiuszowi Kocyle za walkę i za wiele obiecujących akcji należą się ogromne brawa - podsumował turniejowy spiker Karol Stopa, świetny dziennikarz tenisowy.

Publiczności nie musiał namawiać do dopingu, bo Kocyła choć przegrał, zaprezentował się świetnie. Na pewno dużo lepiej niż kilkunastu innych polskich tenisistów, którzy dostawali w Szczecinie szansę na promocję, ale nie można o nich nic dobrego wspomnieć.

Wtorek miał być "polskim dniem" w turnieju. Aż pięć pojedynków z udziałem Polaków. Serię rozpoczął Piotr Gadomski. 20-latek z Warszawy grał z ponad dwumetrowym Holendrem Thomasem Schoorelem. To był pojedynek na serwisy. Obaj nie prześcigali się w asach, ale ich zagrania były na tyle silne, że ustawiali sobie wymiany. Trochę lepiej w takiej walce odnalazł się Holender, któremu wystarczyło po jednym przełamaniu w każdym z setów (6:3 i 6:4).

- Serwował świetnie. To leworęczny zawodnik, który potrafi silnie i kątowo zagrać. Nie byłem w stanie nic ciekawego zrobić z returnów. Jedyna szansa pojawiła się w zasadzie tylko w pierwszym gemie - przyznał zaraz po pojedynku Gadomski. - Umiejętności Schoorel miał dużo większe, regularność zagrań była naprawdę na wysokim poziomie. Troszkę żałuję, że nie odpowiedziałem mu tak dobrym serwisem. Wystarczyły dwie chwile słabości i przegrałem.

Jako trzeci na kort centralny wyszedł Marcin Gawron, który szczeciński turniej dobrze zna, bo w poprzednich latach nieźle się tu prezentował. W 2008 r. dotarł nawet do ćwierćfinału (przegrał go z Jerzym Janowiczem). Gawron trafił na Radu Albota z Mołdawii i wygrał po morderczym pojedynku w trzech setach: 5:7, 6:4 i 7:5. Rywalizacja trwała 3 godziny i 21 minut. Możliwe, że był to najdłuższy pojedynek tegorocznego turnieju (choć to była pierwsza runda) i w całej jego historii. Gawron przełamał jednak kiepski wtorek i został pierwszym Polakiem w drugiej rundzie. Nie powiodło się za to dwóm następnym Polakom, choć obaj stoczyli trzysetowe boje. Z bardzo dobrej strony pokazał się młody Andrej Kapaś, który musiał zagrać z jednym z faworytów turnieju Alberto Montanesem. Hiszpan jest na 42. miejscu w rankingu ATP, by wystąpić w Szczecinie musiał dostać "dziką kartę". Kapaś też, ale to cd. promocji polskiej utalentowanej tenisowo młodzieży. Pojedynek był zaskakujący, bo Montanes szybko objął prowadzenie 4:1, ale później męczył się z ambitnie grającym Kapasiem. Wygrało doświadczenie i lepsze przygotowanie fizyczne Hiszpana - 7:6 (7), 6:7 (10) i 6:3.

Michał Przysiężny z Axelem Michonem z Francji mecz rozpoczynali ok. 22 i skończyli trochę po północy. Niestety, fanów Przysiężnego spotkała przykra niespodzianka. Francuz wygrał 6:2, 1:6 i 7:5.

W drugiej rundzie zagrają:

Albert Montanes (Hiszpania) - Alexander Flock (Niemcy)

Axel Michon (Francja) - Joao Souza (Brazylia)

Rui Machado (Portugalia) - Gillermo Rufin (Francja)

Marcin Gawron - Horacio Zeballos (Argentyna)

Andrej Gułubiew (Kazachstan) - Federico Delbonis (Argentyna) - środa, kort centralny, ok. 15.30

Thomas Schoorel - Eric Prodon (Francja) - środa, kort centralny, godz. 19

Alessandro Giannessi (Włochy) - Jewgienij Donskoj (Rosja) - środa, kort centralny, 13.30

Daniel Munoz De La Nava (Hiszpania) - Tihomir Grozdanov (Bułgaria) - środa, kort nr 1, 13.30

Więcej informacji na www.pekaoszczecinopen.eu

Więcej o: