Z kobietami z przyszłością

Robert Nowakowski

Robert Nowakowski (Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta)

Robert Nowakowski jako zawodnik zdobył ponad 700 bramek w reprezentacji i trzykrotnie był mistrzem kraju. Jako trener ma już drobne sukcesy, ale największe wyzwanie właśnie przed nim - utrzymanie Pogoni Baltica Szczecin w ekstraklasie piłkarek ręcznych
Grając na lewym skrzydle, zapisał się złotymi zgłoskami w annałach polskiego szczypiorniaka. W kadrze rozegrał 168 spotkań, w których rzucił aż 708 bramek. W czołówce strzelców obok niego są takie nazwiska jak Jerzy Klempel, Bogdan Wenta czy Daniel Waszkiewicz. Wszyscy osiągali sukcesy jako trenerzy.

- Bardzo bym się cieszył, gdyby to było wykładnikiem udanej kariery trenerskiej - śmieje się 44-letni szkoleniowiec. - Powodzenie w tym zawodzie zależy od wielu czynników, jak chociażby organizacja klubu, w którym się pracuje, poziom sportowy podopiecznych i ich mentalność.

Nowakowski grał w kadrze przez kilkanaście lat, jednak nigdy nie wziął udziału w dużej imprezie.

- Trafiłem akurat na okres przestoju. Tak się złożyło, że sukcesy były kilka lat przede mną i zaraz po zakończeniu mojej kariery. Reprezentacja w której grałem, nie była słaba, jednak mieliśmy pecha w eliminacjach. Zawsze trafialiśmy na mocnego przeciwnika, który potem na dużej imprezie zachodził daleko - wyjaśnia.

O porównanie z samym Bogdanem Wentą otarł się niedawno, gdy na 10 sekund przed końcem meczu z AZS Wrocław - przy remisie po 25 - wziął czas. Jego zawodniczki wzorowo przeprowadziły akcję, ale piłkę wybiła bramkarka gości. Gdyby Pogoń wygrała, posypałyby się skojarzenia z Wentą, czyli sytuacją, gdy selekcjoner w technicznej przerwie na 15 sekund przed końcem meczu z Norwegią instruował swoich podopiecznych, że mają jeszcze dużo czasu, by zdobyć bramkę na wagę awansu do półfinału MŚ. I tak się stało.

Miasto gwiazd

Pochodzi z Puław, podobnie jak Konrad Czerniak, dwukrotny złoty medalista niedawnych ME w pływaniu w Szczecinie.

- Nie znam go osobiście, ale pod koniec mojego grania w Wiśle Puławy już wiele o nim słyszałem. Nie miał jeszcze 20 lat, a już uchodził za ogromny talent - twierdzi Nowakowski.

Obu łączy pierwszy kontakt z zawodowym sportem we wspomnianej Wiśle, z której sekcja szczypiorniaka w 2004 roku utworzyła samodzielny klub - Azoty. Wtedy jednak Nowakowski był już schyłku swojej kariery, którą rozpoczął stosunkowo późno.

- Od zawsze zajmował mnie sport - wspomina. - Uprawiałem wiele dyscyplin, ale w podstawówce najbardziej pociągała mnie koszykówka. W szkole średniej nie było takiej sekcji i musiałem poszukać innej gry zespołowej. Ogłoszono nabór do drużyny piłki ręcznej i się zgłosiłem. Nie był to zbyt duży przeskok, miałem niezłą koordynację ruchową.

Zawodnik trafił do trzecioligowej wówczas Wisły i szybko stał się wyróżniającą postacią. Otrzymywał powołania do juniorskich reprezentacji Polski i wpadł w oko działaczom Hutnika Kraków.

- Ciężko było mi się przebić, dużo siedziałem na ławce, a jeszcze więcej na trybunach. Trwało to blisko dwa lata i byłem już niemal gotów wrócić do Puław. Przytrafiła się jednak plaga kontuzji, trafiłem do pierwszego składu i już w debiucie zdobyłem 8 bramek - wspomina.

Strzelecki rekord

Od tej pory jego kariera potoczyła się już bardzo szybko. Regularnie grał w reprezentacji, był ważną postacią ekstraklasy. W 1995 roku trafił do Iskry (dziś Vive) Kielce.

- To był najlepszy okres w mojej karierze - przyznaje. - Przez trzy lata nie opuszczaliśmy podium, dwukrotnie byliśmy mistrzami.

W sezonie 1997/98 Nowakowski rzucił aż 416 bramek. W ostatnich 20 latach żaden inny zawodnik nie zbliżył się nawet do granicy 300 goli zdobytych w jednych rozgrywkach. Po kieleckim etapie puławianin wyjechał do Niemiec.

- Miałem 31 lat i to był właściwie ostatni gwizdek, żeby grać za granicą - podkreśla. - Byłem już niemal dogadany z jednym z duńskich klubów, gdy zgłosił się po mnie Bayer Dormagen, wówczas grający w 2. Bundeslidze. Zaważył aspekt finansowy, ale sportowo zaplecze Bundesligi też stało wyżej niż ekstraklasa w Danii. Awansowaliśmy do elity, ale dla klubu to był niesamowity przeskok. Piłka ręczna w Niemczech to zupełnie inny świat: pełne hale, największe gwiazdy, ale też inny styl grania. Minęło kilka meczów, zanim się przyzwyczaiłem. Obecnie w Polsce kilka klubów zbliża się już pod względem organizacyjnym do tego, co pamiętam z czasów swojej gry. W samym zespole panowała świetna atmosfera, byli w nim zawodnicy z różnych krajów europejskich i dzięki temu łatwiej było się nam dogadać.

Ekipa z Zagłębia Ruhry w pierwszym sezonie ledwo się utrzymała w Bundeslidze, w kolejnym spadła. 34-letni Nowakowski wrócił do kraju, do będącego wówczas w ligowej czołówce Śląska Wrocław.

Druga młodość

We Wrocławiu nękały go kontuzje, więc klub po roku nie przedłużył umowy. - Powoli godziłem się z faktem, że zakończę karierę. W czasie letniej przerwy otrzymałem telefon z Kielc. Okazało się, że podstawowy skrzydłowy doznał kontuzji i mogę się przydać - mówi.

Trzy lata drugiego pobytu Nowakowskiego w Vive Kielce dały mu kolejne medale MP, po jednym każdego koloru. Jego przyjście zbiegło się w czasie z przejęciem zasłużonego klubu przez holenderskiego biznesmena Bertusa Servaasa, którego pan Robert wspomina bardzo ciepło. W Kielcach pograł do 2005 roku, by na ostatnie trzy sezony wrócić do rodzinnego miasta.

- Brakowało mi pomysłu na to, co będę robił po zakończeniu kariery. Niespodziewanie pojawiła się propozycja poprowadzenia Powenu Zabrze. Ciągnęło mnie do trenerki i w pierwszym sezonie awansowaliśmy do ekstraklasy. Szkoda, że zespół nie został odpowiednio wzmocniony i gdy pojawiły się kontuzje, skończyły się wyniki, dobra atmosfera. Zostałem zwolniony jeszcze przed fazą play-off - opowiada Nowakowski.

Porządkowanie chaosu

Kilka miesięcy później został szkoleniowcem Piotrcovii Piotrków, czyli pierwszej w jego karierze żeńskiej drużyny. Zajął z nią 7. miejsce w ekstraklasie w sezonie 2010/11.

- Pozostał niedosyt, bo mogło być co najmniej czwarte - przyznaje. - W play-offach prowadziliśmy 1:0 z Lublinem...

W obecnych rozgrywkach miało być lepiej, jednak Nowakowskiemu podziękowano za pracę już w październiku. Niechętnie mówi o niedawnej sytuacji.

- W przerwie letniej nie wszystko poszło po mojej myśli i jesienią było widać tego efekty - twierdzi.

Zaraz po zakończeniu pracy w Piotrkowie dostał ofertę ze Szczecina. Pogoń Baltica fatalnie zaczęła swój pierwszy sezon w ekstraklasie, więc klub szukał następcy Ryszarda Czyża. Nowakowski otrzymał zadanie poprawienia gry zespołu i przede wszystkim utrzymanie w rozgrywkach.

- Nim przyjąłem propozycję, oglądałem mecz dziewczyn w Jelenie Górze. Wiedziałem wtedy, że czeka mnie dużo pracy - uważa. - Piłka ręczna w wydaniu żeńskim różni się przede wszystkim tym od męskiej, że dziewczyny mają inną mentalność, trzeba do nich podejść inaczej.

Zdobycie zaufanie podopiecznych to był najważniejszy cel pierwszych dni współpracy. Zabrał zespół na trzydniowe zgrupowanie nad morze, efektem czego był remis z AZS Wrocław. Niewiele wtedy zabrakło do drugiej wygranej w sezonie.

- Jesteśmy młode i ciągle się uczymy. Trener rozumie, że krzykiem niczego nie osiągnie, więc cierpliwie nam wszystko wyjaśnia - powtarzały zawodniczki.

- Minęło kilka tygodni, brak nam jeszcze zwycięstw, ale na pewno zauważalne są pozytywy. Przede wszystkim na boisku nie ma już chaosu - ocenia szkoleniowiec. - Przed nami jeszcze wiele ciężkiej pracy, ale o tym uprzedzałem już na pierwszym spotkaniu z zespołem. Wiele z moich podopiecznych ma spore możliwości, ale to jeszcze bardzo młode zawodniczki. Potrzebują 2-3 starszych koleżanek, by miały się od kogo uczyć.

Śladami ojca

Nowakowski mieszka w Szczecinie już od dwóch miesięcy, jednak nie zdecydował się sprowadzać tutaj rodziny.

- Syn zdaje w tym roku maturę i nie chcieliśmy zaburzać mu przygotowań. Poza tym gra w zespole juniorskim Wisły i całkiem nieźle sobie radzi. Występuje na tej samej pozycji co ja. Cała rodzina mieszka w Puławach i tam właśnie spędzałem święta. Zobaczymy jak się potoczą moje losy w Szczecinie. Jeśli zostanę dłużej, to może latem dołączy rodzina - mówi.

W 2012 roku trenera Nowakowskiego czeka decydująca faza walki o utrzymanie Pogoni w ekstraklasie. Zadanie naprawdę bardzo trudne. Do końca sezonu zasadniczego jeszcze 9 kolejek, a przed zespołem mecze z bezpośrednimi rywalami z dolnych rejonów tabeli. Czego więc życzyć na nowy rok?

- Braku kontuzji. I żebyśmy tak zwyczajnie byli szczęśliwi - podkreśla szkoleniowiec.

Skomentuj:
Z kobietami z przyszłością
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

LOTTO Ekstraklasa 2018/19

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Lechia Gdańsk 18 38 30-17 11 5 2
2 Legia Warszawa 18 33 29-18 9 6 3
3 Jagiellonia Białystok 18 32 33-24 9 5 4
4 Piast Gliwice 18 30 26-20 8 6 4
5 Korona Kielce 18 29 24-22 8 5 5
6 Pogoń Szczecin 18 28 25-21 8 4 6
7 Lech Poznań 18 27 25-23 8 3 7
8 Wisła Kraków 18 26 31-27 7 5 6
9 Arka Gdynia 17 23 26-21 6 5 6
10 Zagłębie Lubin 18 21 26-30 6 3 9
11 Wisła Płock 18 19 26-32 4 7 7
12 Miedź Legnica 18 19 21-35 5 4 9
13 Cracovia Kraków 17 18 13-19 4 6 7
14 Śląsk Wrocław 18 17 25-27 4 5 9
15 Górnik Zabrze 18 16 22-32 3 7 8
16 Zagłębie Sosnowiec 18 12 22-36 2 6 10

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa