Ostatnia szansa weterana Marka Jaskółki

LONDYN 2012. Pojechał na poprzednią olimpiadę, ale zawodów w Pekinie nie ukończył. Dziś liczy na udany start w Londynie, który może ukoronować jego karierę sportową.
Jaskółka największy sukces w karierze osiągnął dość dawno, bo w 2004 r., kiedy to zajął piąte miejsce na Mistrzostwach Europy w Walencji. Międzynarodowe normy na IO w Londynie spełnił jakiś czas temu, ale czekał jeszcze na nominację PKOl. Obecnie triathlonista trenuje w Niemczech, a 23 lipca przyjedzie na dwudniowe badania do Warszawy. Po ich zakończeniu czeka go olimpijskie ślubowanie i start w zawodach towarzyskich na dystansie sprinterskim w Bremie (31 lipca).

- Nie będzie tam większej konkurencji, ale właśnie w takich warunkach będę mógł się sprawdzić - przekonuje Jaskółka. - Chcę poćwiczyć zmiany i ewentualnie dopiąć ostatnie szczegóły.

Do Londynu poleci 2 sierpnia, ledwie na pięć dni przed najważniejszym w tym roku startem. Nie jest to nieprzemyślany ruch, lecz zaplanowana strategia działania.

- Warunki klimatyczne w Bremie i w Wielkiej Brytanii są podobne - ocenia triathlonista. - Niemcy są za to zdecydowanie lepszym miejscem do treningów.

Trener zawodnika, który reprezentuje BP AS Szczecin, przewiduje wynik swojego podopiecznego oscylujący wokół miejsca w trzeciej dziesiątce. - Chciałbym, żeby był w najlepszej "25" - mówi Andrzej Stec, będący również prezesem klubu. - Wiele zależy od dyspozycji dnia. Pływanie jest najsłabszą stroną Marka, ale w bieganiu to 15. człowiek na świecie.

W ostatnim czasie triathlonista skupił się przede wszystkim na regeneracji. - Ogólnie ładowaliśmy akumulatory, bo w górach nie robi się wielkiej pracy technicznej - zdradza trener Jaskółki.

Zdaniem szkoleniowca największymi faworytami do zwycięstwa w Londynie będą brytyjscy bracia Alistair i Jonathan Brownlee oraz Hiszpan Javier Gomez. - To główni kandydaci. Możliwe, że podczas rywalizacji o medale pierwsza z wody wyjdzie grupka prowadzona przez znakomitego pływaka, Słowaka Richarda Vargę, ale potem wszystko powinno rozegrać się w trakcie biegu.

Polak z niecierpliwością czeka na udział w swoich drugich igrzyskach. W Pekinie zawodnik nie ukończył wyścigu, a trzy dni potem lekarze zdiagnozowali u niego anemię. Po czterech latach tamto niepowodzenie nie spędza mu już dłużej snu z powiek.

- Próbuję już o tym nie myśleć - zapewnia Jaskółka. - Wyciągnąłem wnioski z Pekinu, a start w Londynie będzie pod każdym względem inny. W Anglii może być zimno i deszczowo. Dodatkowo trasa kolarska będzie płaska, co zdecydowanie bardziej mi odpowiada.

Szkoleniowiec Jaskółki nie ukrywa, że jego podopieczny znajduje się już u schyłku międzynarodowej kariery. - To raczej ostatnia olimpiada dla Marka - przewiduje trener 36-latka. - W Londynie będzie jednym z najstarszych w stawce, ale to nie jest wiek, który przekreślałby jego start. Jesteśmy nastawieni optymistycznie.