Kacper Ziemiński: Z natury jestem indywidualistą

Wiem czego można spodziewać się podczas igrzysk i jak radzić sobie ze stresem - deklaruje żeglarz SEJK Pogoni Szczecin przed występem w Londynie.
Marcin Gigiel: Podczas igrzysk w Pekinie debiutował Pan w igrzyskach. To było spore przeżycie dla niespełna 18-letniego żeglarza?

Kacper Ziemiński: Cztery lata temu nasza kwalifikacja to była duża niespodzianka, a dla mnie spory szok. Teraz jestem już bardziej doświadczony. Wiem czego można spodziewać się podczas igrzysk i jak radzić sobie ze stresem

Dlaczego zmienił Pan łódkę?

- W Pekinie startowałem w klasie 470 wspólnie z Patrykiem Piaseckim, ale po igrzyskach, zdecydowałem się na zmianę. Z natury jestem indywidualistą, a w dodatku miałem problemy z utrzymaniem odpowiedniej wagi. W klasie 470 ważne jest żeby zawodnicy byli jak najlżejsi, a ja mam 180 cm wzrostu. Dużo czasu poświęcałem na zbijanie kilogramów i kosztowało mnie to sporo wyrzeczeń. Nie chciałem się więcej męczyć.

Zgodzi się Pan z opinią, że igrzyska to jedyne zawody dla żeglarzy, gdy mogą pokazać się szerszej publiczności?

- To prawda. W Londynie będziemy mieli już kamery na łódkach, z których obraz będzie wykorzystywany do bezpośredniej transmisji telewizyjnej. Tego wcześniej nie było. Na pewno to jakiś dodatkowy stres, ale potrafię sobie z nim radzić.

O nominację olimpijską walczył był z klubowym kolegą - Karolem Porożyński, który wywalczył miejsce w olimpijskich regatach dla Polski.

- Znamy się od wielu lat. Pływałem z nim w klasie kadet na początku mojej przygody z żeglarstwem, więc to rzeczywiście był bratobójczy pojedynek. Warto podkreślić wysoki poziom eliminacji krajowych, do których przystąpiło wielu utytułowanych zawodników. Wystarczy wymienić olimpijczyka Macieja Grabowskiego, wicemistrza Europy Jonasza Stelmaszyka i Piaseckiego, który po Pekinie również przeszedł do klasy Laser.

Kto w Londynie powalczy o medale?

- Głównym faworytem jest Australijczyk Tom Slingsby, pięciokrotny mistrz świata. Liczyć powinni się też złoty medalista z Pekinu Brytyjczyk Paul Goodison i aktualny wicemistrz globu - Chorwat Tonci Stipanović, z którym mam okazję trenować. Razem sparujemy i wspólnie przygotowywaliśmy się do igrzysk.

Na przedolimpijskich zawodach w Weymouth zajął pan 17. miejsce. Dobrze poznał już pan akwen, na którym odbędzie się najważniejsza impreza czterolecia?

- To 17. miejsce było o tyle dobrą lokatą, że przez złą organizację regat dwa razy zdarzyło mi się pomylić boje, w kierunku których miałem płynąć. Traciłem przez to wysokie pozycje. Gdyby nie to, spokojnie byłbym w "dziesiątce". Na olimpijskim akwenie zwykle mocno wieje i można osiągać duże prędkości, a ja lubię takie warunki.

W Pekinie reprezentował pan ChKŻ Chojnice. Jak to się stało, że później trafił pan do Szczecina?

- Podczas jednego ze zgrupowań zauważył mnie trener Robert Siluk - jeden z najlepszych specjalistów od klasy Laser w Polsce. Uznał, że warto we mnie zainwestować i dostałem propozycję. Przedstawiano mi warunki, z których jestem bardzo zadowolony. Niczego mi w Szczecinie nie brakuje, zarówno pod względem sprzętu, jak i wyjazdów na obozy.