Cel zrealizowany - Pihan-Kulesza w finale

LONDYN 2012. Nasza gimnastyczka zapewniła sobie udział w czwartkowym finale wieloboju. W eliminacjach najlepiej spisała się podczas ćwiczeń wolnych i jest drugą rezerwową przed rozgrywką o medale w tej specjalności.
W sobotę reprezentantka Kusego Szczecin ściskała kciuki za swojego męża - Romana Kuleszę, który rywalizację w gimnastycznych kwalifikacjach zakończył awansem w wieloboju. Dzień później, po jego udanym występie, mogła cieszyć się z podobnego sukcesu. Zajęła 26. lokatę, co dało jej 22. miejsce w finale (przejść dalej mogły tylko dwie zawodniczki z jednego kraju).

Polka z bardzo dobrej strony pokazała się w skoku i ćwiczeniach na poręczach, ale na wyżyny umiejętności wzniosła się w swojej ulubionej specjalności - ćwiczeniach wolnych.

Bezbłędnie wykonany układ sprawił, że długo utrzymywała się na pozycji gwarantującej kwalifikację do finału na tym przyrządzie. Ostatecznie zajęła 11. lokatę, a do miejsca w najlepszej ósemce zabrakło jej zaledwie jednej dziesiątej punktu.

- Gdyby sędziujące panie były nieco przychylniejsze, pewnie tu też byłaby kwalifikacja - uważa pani Teresa Pihan, mama naszej zawodniczki.

Drogi do wielobojowego finału gimnastyczce nie zamknęły potknięcia na równoważni. Szczecinianka dwa razy wyraźnie się zachwiała, a po jednej z figur spadła z przyrządu.

- Bez problemu wykonała trudniejsze elementy, a błędy pojawiły się przy łatwiejszych ewolucjach - relacjonuje mama Marty.

- Na równoważni nawet najlepsze zawodniczki mają czasami kłopoty. Najdrobniejszy błąd może mieć tutaj poważne konsekwencje - komentuje Jarosław Duda, trener naszej olimpijki.

Dla Polki, która podczas igrzysk w Pekinie zajęła 46. miejsce, udział w decydującej rozgrywce o medale to duży sukces. W eliminacjach uzyskała notę 54,365. Zwyciężczyni, Rosjanka Teresa Komova, zdobyła 60,632 pkt.

- Zasadnicze cele zostały spełnione i bardzo cieszymy się z awansu w wieloboju. Chcieliśmy też powalczyć o finał na jednym z przyrządów i to też właściwie udało nam się zrealizować, bo Marta będzie drugą rezerwową w ćwiczeniach wolnych - ocenia szkoleniowiec szczecinianki.

Polka zostaje więc w Londynie do końca rywalizacji gimnastyczek.

- Często podczas wielkich imprez rezerwowe dostają swoje szansę. To będzie ostatnia konkurencja na igrzyskach, a wcześniej te same zawodniczki będą walczyć w rywalizacji drużynowej, wielobojowej i na niektórych przyrządach. Mogą pojawić się jakieś mikrourazy, czego oczywiście nikomu nie życzymy, lub zawodniczki po prostu zrezygnują z ostatniego startu. Wszystko się może wydarzyć - wyjaśnia Duda.

- Szkoda tylko, że publiczna telewizja nie transmitowała startu Marty. Gimnastyka sportowa to przecież bardzo efektowna dyscyplina i warto ją pokazywać - komentuje pani Teresa.

Finał wieloboju z udziałem Polki TVP powinna jednak już pokazać. Medale w tej konkurencji zostaną rozdane w czwartek 2 sierpnia. Początek zawodów o godz. 17.30. Dzień wcześniej z najlepszymi powalczy mąż Marty - Roman Kulesza.