Torowcy wkurzeni na reprezentacyjne stroje

Polscy kolarze torowi wystartują w Londynie ze spuszczonymi gaciami - złościł się tuż przed startem Damian Zieliński, lider drużyny sprintu olimpijskiego szykującej się do czwartkowego startu na londyńskim welodromie.
Kadrowicze otrzymali stroje startowe tuż przed samymi igrzyskami i jak się okazało - wszystkie są za małe. Producent przesadził z rozmiarami, w efekcie czego stroje zaczęły pękać już podczas oficjalnych treningów przed zawodami.

- Te stroje to jakaś porażka. Na pewno nie pomogą. Grunt, żeby nie przeszkadzały - dodaje inny sprinter Kamil Kuczyński.

Stroje torowców nie są efektem współpracy PKOl. z firmą 4F, która jest oficjalnym dostarczycielem odzieży dla sportowców na igrzyska w Londynie. Stroje startowe kolarzom sponsoruje inna polska firma związana z Mają Włoszczowską, która wygrała przetarg w PZKol. Nie ma problemów z szyciem strojów dla szosowców i kolarzy górskich. Dyskryminuje jednak polskich torowców, gdyż zapomina o ich muskulaturze. W efekcie tego nasi sprinterzy w Londynie otrzymali koszulki i spodenki startowe w rozmiarach dziecięcych.

Sprinterzy nie mają możliwości poprawek czy zamiany na inne stroje. Małgorzata Wojtyra (wystartuje w omnium) ma lepiej, bo z nią firma konsultowała się wcześniej i można było nanieść stosowne poprawki.

- Wiemy, że to nie stroje jeżdżą, ale to jakaś kpina - dodaje Kuczyński.

Nie pierwszy raz polscy kolarze torowi narzekają na rozmiary strojów dostarczane przez producenta. Podczas startów na ME (zdobyli tam medal) i PŚ w Kolumbii musieli rozcinać rękawy.