Kosmiczna przepaść sprinterów w kolarstwie torowym

Polska drużyna sprintu olimpijskiego w składzie Maciej Bielecki, Damian Zieliński, Kamil Kuczyński (wszyscy Piast Szczecin) zajęła ostatnie 10. miejsce w kwalifikacjach.
Polacy w stawce dziesięciu ekip legitymowali się najgorszym czasem. By myśleć o niespodziance musieli pobić rekord Polski (44,450), ale ta sztuka w Londynie im się nie powiodła. Forma, której poszukiwali jeszcze tydzień przed igrzyskami nie pojawiła się również na nich.

Do swojego startu podchodzili dwukrotnie. Za pierwszym podejściem - tuż po starcie, po pokonaniu pierwszych kilkunastu metrów - Bieleckiemu odpiął się lewy but. Gdy nasi nerwowo oczekiwali na powtórkę startu inne ekipy spokojnie biły rekord olimpijski. Gdy w końcu Polacy stanęli znów do rywalizacji z Wenezuelą, to pozytywnie błysnął Bielecki (wygrał rywalizację na pierwszej zmianie), ale Zieliński i Kuczyński nie potrafili tego prowadzenia utrzymać osiągając najgorszy czas eliminacji 44,712. Wenezuela była o 0,058 sekundy lepsza, jednak też odpadła. Ósma Japonia, która jako ostatnia przeszła do następnej rundy wykręciła czas 44,324. Straty Polaków do lepszych ekip były jeszcze lepsze.

Niespodzianką eliminacji było dopiero piąte miejsce Niemiec, którzy przegrali starcie z broniącą tytułu mistrzowskiego Wielką Brytanią.

Kolejną nadzieją naszych sprinterów na lepszy występ ma być weekendowy start indywidualny Zielińskiego w sprincie.