Po starcie kolarskich sprinterów. Nie spodziewałem się rewelacji

10., ostatnie miejsce zajęli Maciej Bielecki, Damian Zieliński i Kamil Kuczyński w pierwszej męskiej konkurencji kolarstwa torowego.
Polacy dostosowali się poziomem do reszty polskiej ekipy startującej na igrzyskach, o które bardzo ciężko walczyli przez blisko dwa lata. Niestety, na samej imprezie nie starczyło już sił, by dorównać nie konkurencji, która odjechała dawno, ale własnym umiejętnościom i pojechali jeden z najgorszych w ostatnich latach czasów. Ten (44,7) był o 0,3 sekundy gorszy od rekordu Polski.

- Nie ma co się denerwować, bo jak dobrze wiemy chłopaki, by dostać się na igrzyska i tak przeszli przez mocne "sito" - komentuje trener klubowy szczecińskich torowców Zygfryd Jarema z Piasta Szczecin. - Nasze tzw. superprzygotowania odbiegają znacznie od czołówki, i nie są nawet współmierne finansowo do najlepszych na świecie. Nikt rewelacji w postaci nawet 6. miejsca się nie spodziewał. Po cichu liczyłem na 7.-8. miejsce. Dałby to na pewno czas w okolicach poniżej 44,4 sekundy.

Przed wyjazdem do Londynu i już po pierwszych treningach torowcy podkreślali, że nie wiedzą w jakiej są dyspozycji, myślą jednak optymistycznie i powalczą o nowy rekord kraju. Ten zapewniłby im miejsce w ósemce.

- Rekord jest w zasięgu naszych zawodników. Myślałem, że go ustanowią, bo podczas przygotowań w klubie wszystko szło w dobrym kierunku. Nie mam pojęcia, jak wyglądała ich praca w ostatnim czasie, ale wygląda na to, że niezbyt dobrze. Maciej na pierwszej zmianie pojechał swoje. Reszta chłopaków nie wykorzystała przewagi, którą im zostawił - podkreśla Jarema.

Przed Zielińskim występ w sprincie indywidualnym, a Kuczyński pokaże się w keirinie.

- Niczego dobrego nie jestem w stanie wywróżyć. To jest loteria, w której my rzadko wygrywamy. Damiana uratuje tylko dobry czas w eliminacjach. Im będzie wyżej - tym na słabszych zawodników może trafić. Kamil w keirinie jest tak nieobliczalny, że może zrobić wszystko - dodał trener zawodników.