Kolbowicz i Wasielewski bez medalu

Szóste miejsce w olimpijskim finale wielkiej polskiej czwórki podwójnej z Markiem Kolbowiczem i Konradem Wasielewskim (AZS Szczecin) w składzie. Mistrzowie z Pekinu nie podołali rywalizacji z młodszymi rywalami i muszą uznać nowy porządek światowej hierarchii wioślarskiej.
- Popłynęli na swoim tegorocznym poziomie, nawet trochę go poprawili, ale rywale po prostu byli silniejsi - podsumowuje Ryszard Stadniuk, prezes Polskiego Związku Towarzystw Wioślarskich i brązowy medalista igrzysk w Moskwie. - Po wcześniejszych startach rodziła się nadzieja na medal, ale rzeczywistość zweryfikowała te plany.

Rzeczywistość i trochę sędziowie zawodów. W Eton od rana wiał boczny wiatr. Zapadła więc decyzja o zmianie torów. Polacy mieli płynąć na 6. torze, a trafili na 1. Na szóstce popłynęli Niemcy i wygrali.

- Tory nie decydowały o lokatach. Brytyjczycy płynęli obok naszych i lepiej sobie poradzili - zaznacza Stadniuk.

Dotychczasowe słabe starty naszych olimpijczyków w Londynie sprawiły, że oczekiwania związane z piątkowymi startami naszych starych mistrzów z Pekinu (poza czwórką również Tomasza Majewskiego) były dużo większe niż przed igrzyskami. Dobry, trzeci czas eliminacji (osiągnięty na sporym luzie) oraz zapowiedzi zawodników i trenerów, iż forma jest zbliżona, a nawet lepsza od tej z poprzednich igrzysk, zapowiadały spore emocje.

Tych w walce o medale zabrakło. Niemcy od początku dystansu uciekli rywalom (próbowali z nimi walczyć jedynie Chorwaci), a Polacy okupowali ostatnią lokatę. W połowie dystansu tracili już 2 sekundy do najlepszych. Promyk nadziei pojawił się na 500 metrów od mety, kiedy to nasi zawodnicy zniwelowali stratę do miejsc 3.-5. do około sekundy. Jednak na więcej nie starczyło już sił i przywożąca medale z każdej ostatniej imprezy Australia spokojnie dowiozła brąz do mety. Tym samym o medale walczyły te same osady, co na ubiegłorocznych MŚ w Bled, zachowując obecne status quo wioślarskich czwórek na świecie.

Polscy mistrzowie, kompletnie zrezygnowani, przyjechali ponad 9 sekund za Niemcami. 6,5 sekundy za medalem brązowym.

Pożegnanie z igrzyskami w Londynie wypadło na smutno. Ale pamięć o ich sukcesach pozostanie jednak na długie lata, gdyż "Dominatorzy" zapisali się złotymi zgłoskami w historii polskiego sportu. Jako złoci medaliści wszystkich najważniejszych imprez w latach 2005-2009, z epilogiem na ME w 2010 roku.