Prezes wioślarzy: Mistrzowie na swoim miejscu

Doświadczona osada ?Dominatorów? (Adam Korol, Michał Jeliński, Marek Kolbowicz i Konrad Wasielewski) zajęła 6. miejsce w piątkowym wyścigu, chociaż po cichu liczono, że stanie na podium - podobnie jak 4 lata temu w Pekinie.
Rozmowa z prezesem Polskiego Związku Towarzystw Wioślarskich

Kryspin Kichler: Zawiedziony?

Ryszard Stadniuk: Nie. Dla mnie już sam start czwórki podwójnej w finale był wielkim sukcesem, gdyż konkurencja w tym roku była bardzo silna. Popłynęli na igrzyskach na swoim tegorocznym poziomie, a nawet go poprawili, zatem nie jestem rozczarowany. Może gdyby bardziej warunki pogodowe im sprzyjały, byłoby troszeczkę lepiej, gdyż dostali ostatni tor.

Zmiana torów zadecydowała?

- Dzisiaj rano zapadła decyzja o zamianie pozycji startowej i niestety na ich pozycji popłynęli najsilniejsi Niemcy. Ale jak pokazali płynący o bok nich Brytyjczycy, tory nie decydowały o lokatach, tylko aktualna dyspozycja. Po przedbiegach rodziła się pewna nadzieja medalowa, to później już rzeczywistość sama zweryfikowała obecną siłę czwórek.

Jaka będzie przyszłość polskich wioseł po erze czwórki podwójnej?

- Pozostaje nam pracować dalej, do kolejnych igrzysk. Zaplecze mamy, trzeba z niego zmontować kolejną wielką osadę. Mogę zapewnić, że po Londynie na pewno nie znikniemy z wioślarskiej mapy świata. W tych igrzyskach mieliśmy kilka nadziei medalowych, jednak klasę potwierdziła tylko polska dwójka kobiet, zdobywając brązowy medal. Apetyty były jednak większe. Liczyłem zwłaszcza na awans do finału polskiej ósemki. Niestety tutaj rywalizacja nie potoczyło się po naszej myśli, ale wypada nam się cieszyć z tego, co mamy. Z dokładną analizą igrzysk wolałbym poczekać do końca imprezy. Mamy przed sobą jeszcze kilka startów w innych dyscyplinach, które na pewno podreperują nasz dorobek medalowy.