Monika Pyrek - o czwarty finał olimpijski

LEKKOATLETYKA. W historii skoku o tyczce pań w igrzyskach rozegrano do tej pory trzy finały. Szczecinianka Monika Pyrek jako jedyna uczestniczyła we wszystkich. W sobotę, podczas eliminacji, będzie rywalizować o czwarty awans.
Jak zapowiada nasza zawodniczka, to jej ostatni występ na IO. W swojej bogatej karierze zdobywała już medale wszystkich najważniejszych imprez, ale brakuje jej olimpijskiego krążka. Dwukrotnie zabrakło niewiele - w Pekinie było 5. miejsce, a w Atenach 4. W Londynie wydaje się to piekielnie trudnym zadaniem.

- Jadę do Londynu z przekonaniem, że zrobiłam wszystko co możliwe, by jak najlepiej przygotować się do tego startu. Chcę być szczęśliwą i spełnioną po swym ostatnim olimpijskim starcie. Trzymajcie kciuki - apeluje na swoim blogu zawodniczka OSoT Szczecin.

Najlepszy wynik Polki w tym sezonie to 4,50. Uzyskała go podczas mityngu w Nowym Jorku. W czasie zgrupowania przedolimpijskiego w Formii tyczkarka pokonywała poprzeczkę zawieszoną wyżej.

- Zobaczymy, jak będzie wyglądać w dniu startu - podkreśla Przemysław Czerwiński, tyczkarz, klubowy kolega Pyrek. - Przygotowania trzeba układać specjalnie pod najważniejszą imprezę. Nie można przez cały sezon skakać na poziomie życiówki, a na igrzyska przyjechać z "wyczerpanymi bateriami".

Podczas najważniejszej imprezy czterolecia niezwykle istotne będzie doświadczenie, a tego lekkoatletce ze Szczecina na pewno nie brakuje.

- Jej największym atutem jest jej osobowość, psychika i waleczność. Liczę, że zmobilizuje się i pokaże wszystko, co w niej drzemie. Choć trudno będzie jej się zbliżyć do swojego rekordu życiowego [4,82 - red.] - ocenia Edward Szymczak, jej pierwszy trener.

W sobotę o przepustkę do finału będzie rywalizować 39 lekkoatletek, podzielonych na dwie grupy. Awans uzyskają wszystkie zawodniczki, które zaliczą wysokość kwalifikacyjną - 4,60 lub 12 najlepszych. Konkursy eliminacyjne zwykle rządzą się swoimi prawami i nie brakuje podczas nich niespodzianek.

- To jest sport i wszystko jest możliwe. W przeciwieństwie do imprez komercyjnych zawody trwają tutaj dwa dni. Cztery lata temu w roli lidera światowych list na igrzyska przyjechał Amerykanin Brad Walker, ale po trzech nieudanych próbach mógł już się pakować - przypomina Czerwiński, olimpijczyk z Pekinu.

W tym sezonie poziom skoku o tyczce kobiet jest bardzo wysoki. Wystarczy wspomnieć, że już dziewięć zawodniczek skoczyło 4,70 lub wyżej. Na listach światowych prowadzi Amerykanka Jennifer Suhr, która pokonała poprzeczkę zawieszoną na wysokości 4,83. Niewiele ustępuje jej Niemka Silke Spiegelburg - 4,82. Na trzeci tytuł olimpijski chrapkę ma Jelena Isinbajewa, a my liczymy też na drugą z naszych reprezentantek - Annę Rogowską.

Początek kwalifikacji o godz. 11.20.