Kamil Kuczyński: Oglądanie rywali - katorga

Kolarze torowi w sprincie drużynowym kompletnie zawiedli. Na medal nie liczyliśmy, ale przepustką do ósemki byłby nowy rekord Polski. I tego nie osiągnęli. - Załamałem się - mówi Kamil Kuczyński.
Rozmowa ze sprinterem Piasta Szczecin

Kryspin Kichler: Jesteście mocno zbici po wyniku drużyny? Miał być rekord Polski, a tymczasem znowu start bez rewelacji?

Kamil Kuczyński: Jeśli chodzi o samopoczucie fizyczne przed startem, to akurat przyszło w samą porę. Przed wyścigiem czułem się dobrze i byłem spokojny o swoją dyspozycję. Za to po występie... co tu dużo mówić - normalnie się załamałem.

Co zatem nie "zatrybiło"? Sezon zaczynaliście od wygranej z Wielką Brytanią i brązowego medalu ME. Teraz kończycie fatalnie, blisko 2 sekundy za innymi.

- Nie przegraliśmy o sekundę, ale ponad dwie i szczerze mówią właśnie takie porównanie najbardziej przybija. Czołówka jechała pięknie, jak w jakimś transie. Oglądanie jak jadą inni było prawdziwą katorgą. To był pokaz prawdziwego sprintu drużynowego. czarno na białym. Czasy rund najlepiej pokazały jak słabi byliśmy na tle tych najlepszych.

Widzisz jakiś pozytyw po pierwszym starcie?

- Moja runda 13.4 była jedynym jasnym punktem. Za to pozostałe, zarówno ta pierwsza Maćka nie była na poziomie światowym, za to Damian... zawiódł na całej linii. Nie wiem, czy kiedyś zdarzyło się, żeby zawodnik jadący na trzeciej rundzie musiał wstawać w korby na swojej zmianie, żeby się rozkręcić. A ja musiałem. Zresztą najprościej zobaczyć międzyczasy. Były fatalne.

Czyli swój występ uratowałeś?

- Mój kolega z Nowej Zelandii był pełen podziwu za to, co zrobiłem na trzeciej zmianie, że w ogóle podjąłem walkę i pojechałem tak szybko, po tym co mi Damian zostawił. To było jedyne pocieszenie, że ktoś kto się na tym zna, kogo szanuję, pogratulował mi występu. Bo jak sam powiedział coś takiego nie zdarza się często.

Pozostaje ci liczyć na poprawę dobrego wyniku z Pekinu w keirinie?

- W moim przypadku będzie to bardzo trudne. Widzę po chłopakach z innych krajów, że są świetnie przygotowani. A ja co najwyżej nieźle. Żeby przejść przez eliminacje nie mogę liczyć tylko na własne siły. Będę musiał wykorzystać kogoś i spróbować na ostatnią chwilę, gdzieś się wcisnąć. Czyli znowu będę ryzykował. Trzeba poczekać do 7 sierpnia, bo moja konkurencja startuje jako ostatnia.