Medalu brak, rozczarowań mnóstwo

Jesteś tak dobry, jak Twój ostatni mecz - to powiedzenie każdy sportowiec doskonale zna. Po igrzyskach część naszych musi mieć świadomość, że w Londynie zawiodła, pożegnała się z kibicami w kiepskim stylu - podsumowanie startów zachodniopomorskich sportowców w Igrzyskach Olimpijskich w Londynie
Nasza reprezentacja liczyła 17 sportowców. To o 2 więcej niż w Pekinie, ale ilość nie przeszła w jakość. O tym ostrzegaliśmy już przed rozpoczęciem olimpijskiej rywalizacji w Londynie. Przed IO 2008 nasza grupa mogła zdobyć 3 medale (tyle było realnych szans) - zdobyła 1, za to ten najważniejszy. Ze złotem z Chin wrócili wioślarze Marek Kolbowicz i Konrad Wasielewski z AZS Szczecin.

Przed Londynem pewniaków nie mieliśmy. Marzenia były, ale swoje typy opieraliśmy bardziej na wygórowanym optymizmie, na tym, że zawsze chcemy, by naszym szło. Ale prawda jest taka - nie było podstaw, by upatrywać w kimś medalisty. Nawet w mistrzach z Pekinu, gdyż od 2 lat odstawali od najlepszych. Owszem, każdy ze sportowców miał ambicję, chciał, więc często karmiliśmy się zapewnieniami, że oto forma życia eksploduje w igrzyskach. Niestety, przy okazji zapominaliśmy, że rywale mówią i robią to samo, też traktują igrzyska jako najważniejszą imprezę życia. Trwa wyścig zbrojeń, wszyscy próbują wykorzystać swoje szanse. Nie tylko Polacy! Często jednak mamy wrażenie, że wygrywając w Pucharze Świata, zdobywając medal ME czy osiągając inny sukces w międzynarodowych zawodach - naszych będzie stać również na medal w IO. Zapominamy jednak, że w takich przedolimpijskich zawodach często nie startują najlepsi, że igrzyska za miesiąc czy pół roku, a to ogromny okres. Przykłady ostatnich lat pokazywały, że właśnie te ostatnie miesiące są dla Polaków najtrudniejsze. Rywale wykonują jakby lepiej swoją robotę, są mocniejsi, niż się spodziewamy.

Optymizm nikomu nie zaszkodzi, ale późniejsze weryfikacje są bolesne. W polskim sporcie nie mamy zbyt wielu pewniaków, gwiazd, o których występ możemy być spokojni, a jedyną otwartą sprawą jest kolor medalu. To dlatego kolejne igrzyska mijają, a nasza reprezentacja ma problem ze zdobyciem choćby 10 krążków. Do tej puli w Londynie zachodniopomorscy sportowcy nie dołożyli nic. Nie było komu. Co gorsze - jeśli ktoś nazwie występ olimpijczyków z Pomorza Zach. beznadziejnym, to może i przesadzi, ale będzie bliższy prawdy od tego, który będzie chciał wmówić, że to był dobry występ. Dla mnie to były smutne igrzyska - sukcesów żadnych, plusów mało, dużo więcej minusów, pytań, przemyśleń.

Dorobek naszych

- Marek Kolbowicz i Konrad Wasielewski (wioślarze AZS Szczecin) - bronili złota, ale realnie mieli szansę na brąz. W finale zajęli ostatnie miejsce (6.). Byłoby pewnie lepiej, gdyby nie oszczędne pływanie w półfinale

- Marta Pihan-Kulesza (gimnastyczka sportowa Kusego Szczecin) - 19. w wieloboju. W porównaniu z Pekinem poprawiła się o prawie 30 lokat. Polki nie liczą się w gimnastyce, więc występ w finale należy ocenić na plus

- Agnieszka Skrzypulec i Konrad Ziemiński (żeglarze SEJK Pogoń Szczecin) - Agnieszka 12. w klasie 470, więc tu można mówić o "zaliczeniu", Konrad 17. w Laserze - sporo poniżej oczekiwań - jego i naszych

- Monika Pyrek (tyczkarka OSoT Szczecin) - kompletnie rozczarowała w eliminacjach i w późniejszych komentarzach ("chyba nikt ode mnie nie oczekiwał więcej?")

- Renata Pliś (biegaczka Maratonu Świnoujście) - wystąpiła, choć powinna być wycofana. Biegła z kontuzją i odpadła w eliminacjach

- Marcin Matkowski (tenisista Masters Szczecin) - dwa mecze i dwie porażki (w deblu i mikście). Nie lubi grać na trawie i to potwierdził. Tyle że w turniejach olimpijskich niewielu lubiło trawę, a radziło sobie lepiej, a kibice liczyli na jego doświadczenie po 12 latach występów na kortach

- Maciej Bielecki, Damian Zieliński, Kamil Kuczyński (kolarze torowi Piasta Szczecin) - zapowiadali rekord Polski w drużynie, a byli daleko od niego (10. - ostatnie miejsce w stawce). Rozczarowali też w występach indywidualnych (Zieliński 15. w sprincie i Kuczyński 13. w keirinie), odpadając w pierwszych rundach

- Małgorzata Wojtyra (kolarka torowa BoGo Szczecin) - przed rokiem 4. w MŚ, teraz 11. w igrzyskach

- Katarzyna Milczarek (specjalistka od ujeżdżenia z KJ Zagozd) -w jeździectwie jesteśmy w II lidze i igrzyska dobitnie to pokazały. Mimo wszystko Milczarek zapowiadała lepszą pozycję, a zajęła 38. (i 8. w drużynie)

- Paweł Spisak (jeździec w WKKW ze Skibna) - po raz drugi nie kończy igrzysk (wcześniej w Atenach), ale tym razem przez kontuzję konia

- Marek Jaskółka (triathlonista BP AS Szczecin) - prawie ostatni w stawce (47.)

- Mateusz Sawrymowicz (pływak MKP Szczecin) - 7. w igrzyskach na 1500 m. Lokata dobra, ale zawodnik nie zbliżył się do życiówki, choć przez ostatni rok trenował w warunkach, które sam sobie wymyślił

W kadrze był jeszcze Oskar Krupecki (pływak MKP), ale ostatecznie nie doczekał się olimpijskiego debiutu.

Zmiana pokoleń, zmiana kwalifikacji

Co musi się stać, by nasze gwiazdy jeszcze rozbłysły, by w Rio 2016 było po prostu lepiej? Dziś szans medalowych nie widać, ale przed nami 4 lata i możemy się ich doczekać! Nie wszystko jednak zależy od samych sportowców. Największa odpowiedzialność spoczywa na ich sportowych związkach, które wkrótce będą podsumowywać starty w Londynie, będą wybierać nowe władze, a te trenerów kadr. Dziś jest jasne, że potrzeba wielu zmian. W Londynie polscy (i ci z Pomorza) sportowcy generalnie nie zbliżali się do swoich życiówek, nie walczyli w bezpośrednich starciach z rywalami, nie podejmowali ryzyka, za to zbyt często myśleli o taktyce, strategii, oszczędzaniu sił, cwaniakowaniu.

Kończące się igrzyska pokazały też, że czas na zmianę pokoleniową. Najstarsi z Pomorza - wypadli blado, ale... na razie następców nie wychowali. Trudno wysyłać kogoś na emeryturę, bo po pierwsze to niegrzeczne, po drugie - sport zna przypadki, że ci "skreśleni" po 4 latach zostawali bohaterami. Tak było np. z Markiem Kolbowiczem - po Atenach sam przebąkiwał o rezygnacji, a w Pekinie płakał na podium. Mam jednak wrażenie, że z Kolbowicza, Zielińskiego, Pyrek, Jaskółki, nawet Sawrymowicza czy Pihan (są młodzi, ale w ich konkurencjach wchodzi kolejne młode pokolenie) - w kontekście igrzysk w Brazylii - nie wyciśniemy więcej.

Czas też na zmianę weryfikacji przy ustalaniu składu olimpijskiego. Możliwe, że trzeba wyostrzyć minima (więcej wymagać), a np. w przypadku lekkoatletów czy pływaków oczekiwać, by w okresie kwalifikacyjnym - nie tylko raz zaliczali minima, ale przynajmniej dwa razy. Wtedy będzie pewność, że uzyskane minimum nie jest wynikiem fuksu, ale wypracowanego poziomu, który sportowiec potrafi utrzymać przez dłuższy okres. PKOl mógłby też wymagać, by na rok czy pół roku przed igrzyskami sportowcy musieli pobić lub zbliżyć się do życiówek. Zwiększy to nadzieję, że w najważniejszym starcie nastąpi powtórka. A właśnie na brak bitych rekordów życiowych zwracaliśmy często uwagę w Londynie. Trudno wtedy liczyć na sukces, trudno zaliczyć występ olimpijczyka za udany.

Potencjał jest

Coś optymistycznego na koniec? Trudno po Londynie, ale przed nami Rio, czyli igrzyska radości i dobrej zabawy. Może być lepiej. Szansy upatruję w tym, że szczecinianie mają coraz lepsze warunki do uprawiania sportu, coraz więcej klubów funkcjonuje jak firmy, coraz więcej firm dostrzega pozytywy w sponsorowaniu olimpijczyków, a młodzi sportowcy mają świadomość, że świat chce poznać tylko zwycięzców. To już dużo. Potencjał też jest (nie twierdzę, że duży), a przy wsparciu miast (np. program stypendialny powinien wychowywać sportowca, a nie być okazją do ściągania olimpijczyków z kraju), mądrej polityce związków, konsekwencji Ministerstwa Sportu i PKOl - może być lepiej.