Grzegorz Panfil za czwartym podejściem - wygrał

PEKAO SZCZECIN OPEN 2012. Drugi Polak w drugiej rundzie turnieju głównego szczecińskiego challengera.
Pojedynek z Peterem Torebko z Niemiec mógł być rekordowo krótki. Panfil wygrał pierwszego seta do 1. - Grałem praktycznie bezbłędnie. Kolega wyliczył mi dwa niewymuszone błędy - stwierdził tenisista z Bytomia. - Udało mi się agresywnie rozpocząć, dodałem dobry serwis.

I tak było do stanu 4:0 w drugim secie. Wtedy Niemiec wygrał gema, ale w kolejnym Panfil miał dwie szanse na zdobycie 5. punktu. - Nie wiem, dlaczego zacząłem spowalniać rękę przy forhandach. I zrobiła się nerwówka - przyznał.

Torebko - Ślązak - doprowadził do stanu 3:4, później wyrównał na 5:5. O secie musiał decydować tie-break.

- Dobrze, że udało mi się go dobrze rozpocząć, od przełamania przeciwnika. Ten pierwszy punkcik ustawił rywalizację. Byłem znów tym tenisistą z pierwszego seta. Grałem bez błędu i szybko wygrałem do 1 - mówił szczęśliwy polski tenisista.

Panfil w Pekao Szczecin Open grał już po raz czwarty. Wcześniej brakowało mu szczęścia, choć zawsze prezentował ciekawy, ofensywny styl. - W końcu. Dziękuję organizatorom za dziką kartę do tegorocznego turnieju. W końcu się odpłaciłem - stwierdził Panfil.

Jego recepta sukcesu? - Dojrzałem chyba do zwycięstw. Po rocznej przerwie wróciłem do swojego brata [Aleksandra] i trenuję z nim. Dobrze sobie to wszystko poukładałem, wiem, że tenis jest dla mnie całym życiem. Chcę wygrywać - podkreślał.

Panfil ma propozycję z Akademii Bollettieriego w USA i być może tej zimy poleci tam doskonalić umiejętności.

We wtorek w turnieju poznaliśmy kandydata do nagrody fair-play. To Thomas Schoorel. Holender przegrał w eliminacjach, ale miał szczęście, bo z turnieju wycofało się kilku zawodników. W pierwszej rundzie przegrał z Guido Andreozzim z Argentyny. W tie-breaku - przy piłce meczowej - przyznał się do nieprzepisowego zagrania i skorygował błąd arbitra.