Sport.pl

Marek Żukowski, trener Wilków Morskich: Nas interesuje następny mecz, a nie seria

Drugoligowi koszykarze ze Szczecina nie sprawili niespodzianki i nie awansowali do turnieju finałowego o Puchar Polskiego Związku Koszykówki. Ale po meczu nie wyglądali na specjalnie przybitych.
Rozmowa z trenerem King Wilków Morskich Szczecin

Jakub Lisowski: Zespół chciał wygrać z pierwszoligowym SIDEnem Toruń, czy raczej grał bez ciśnienia?

Marek Żukowski: Powiem szczerze, że najbardziej chciałem dać pograć wszystkim zawodnikom. Dlatego też grali wszyscy zdrowi, których wpisałem do protokołu. Podobnie zachował się trener gości Eugeniusz Kijewski. Starałem się w trakcie spotkania tak rozłożyć czas na wszystkich zawodników, by każdy zagrał w miarę równo. A mimo to byliśmy blisko zwycięstwa, decydował jeden rzut. W końcówce zabrakło trochę szczęścia, nie zastawiliśmy jednego, dwóch rzutów i rywale mogli dobić spod kosza. Czym bliżej końca tym chęci na wygraną były większe. Fajnie byłoby pojechać na turniej finałowy, nawet do Krosna czy Wrocławia. Moglibyśmy tam sprawdzić się na tle innych lepszych ekip. To byłaby dobra szkoła dla większości moich chłopców. Taka okazja nam uciekła.

Gdyby tuż przed końcem zespół wykorzystał kontrę trzech na jednego...

- No tak. Marcin Stokłosa po prostu w ciemno zagrywał do rogu boiska, gdzie powinien stać Piotrek Pluta. Ćwiczymy takie rozwiązanie na treningach, dobrze nam to wychodzi, bo Piotr potrafi rzucić za 3. W meczu Piotr zbiegł do środka, a Marcin tego nie zauważył. Szkoda, mogliśmy pokusić się o wyrównanie. Ale ta sytuacja potwierdziła, że nie tylko młodzi się potrafią pogubić na boisku.

Mimo, że adrenalina u zawodników rosła, to nikt nie miał pretensji, raczej z uśmiechem mobilizowaliście się na kolejne akcje.

- Pewnie wynikało to z naszych przedmeczowych założeń. Bo w szatni ustaliliśmy, że walczymy o zwycięstwo, ale wynik jest sprawą drugorzędną, bo zagramy pełnym składem. Każdy mógł sprawdzić się na tle silnego przeciwnika. SIDEn zagrał u nas w najsilniejszym składzie, a mają bardzo dobrych koszykarzy. Obie ekipy do pewnego momentu traktowały ten mecz bardziej szkoleniowo, czy nawet sparingowo. Tragedii z porażki więc nie ma.

Czy ten sprawdzian z toruńskim zespołem dał panu jakieś argumenty, by jeszcze bardziej wzmocnić zespół?

- Dojście Piotra Pluty w zasadzie zamknęło nasz skład. Mieliśmy kłopoty z kontuzjowanym Konradem Koziorowiczem i punktowaniem z dystansu, stąd transfer Piotra. Ale Konrad już wrócił, ostatnio w Gdańsku rzucił 5 razy za 3. Dochodzi do siebie również Piotr Knowa, więc traktuję Plutę jako ostatnie wzmocnienie.

W II lidze macie już przewagę nad konkurencją, notujecie 7 zwycięstw z rzędu.

- Przed sezonem założyliśmy sobie, że nas interesuje tylko kolejny mecz, a nie tabela. Każdego przeciwnika traktujemy tak samo poważnie - rozpracowujemy, analizujemy, mobilizujemy się. W II lidze grają różne zespoły, jedne oparte na doświadczonych graczach, inne na młodzieży. I nawet ta młodzież potrafi zaskakiwać i my musimy być ostrożni. Nie ukrywamy naszych celów i rywale sprężają się na lidera. Póki co nie liczymy zwycięstw, bo i tak rozliczać nas będą za wynik końcowy. Ale... fajnie, że ta seria jest, bo to pokazuje dobry rozwój.

W sobotę mecz z GTK Gdynia (godz. 17, hala SP 35 przy ul. Świętoborzyców).

- Pierwszą rundę rozgrywek chcemy zakończyć zwycięstwem. Od 1. minuty będziemy grać tylko z takim celem. To mogę obiecać kibicom.

Not. lis