Sport.pl

Pogoń tęskni za prawdziwą wiosną [OPINIA]

Pogoń i Widzew zgromadziły tej wiosny tylko po punkcie. Ale łodzianie grali trzy razy na wyjeździe, a portowcy w niedzielę nie wykorzystali atutu własnego boiska.
Czemu Pogoń gra tak źle tej wiosny? O jednoznaczną odpowiedź trudno, a na pewno w znalezieniu przyczyn nie ułatwia zimowa aura. Owszem - śnieg to marne usprawiedliwienie, ale akurat w przypadku Pogoni kluczowe. W jej składzie najważniejsze role odgrywają Brazylijczyk Edi oraz Japończyk Akahoshi. Obaj muszą mieć swobodę operowania piłką po murawie, by pokazać coś dobrego. Na razie takich możliwości nie mieli w Lubinie i Szczecinie. Za to w Gdańsku Pogoń grała od 13. minuty w osłabieniu, z Edim na ławce (wszedł w drugiej połowie i uratował remis).

Trener Artur Skowronek pogodą tłumaczyć się nie chce, po każdej konferencji podkreśla, że dwa zespoły grają w tych samych warunkach, ale można odnieść wrażenie, że chciałby wytłumaczyć słabą postawę zespołu zalegającym na boisku śniegiem. Gdy Pogoń przed meczem z Piastem trenowała na głównej płycie - świeciło słońce, była piłkarska pogoda. W niedzielę - kompletnie inne warunki - ujemna temperatura, śnieg na murawie i sypiący z nieba. Pogoda na pewno nie była piłkarska. Goście, którzy przyjechali tu po punkt i szukanie zwycięstwa po kontratakach, lepiej się czuli na takim boisku, grali prostszymi środkami. Na ich tle gospodarze wyglądali, jakby zapomnieli, że nie trzeba wymienić 10-15 podań, że mogą wystarczyć 3-4.

Warto jednak pamiętać, że nikt w klubie nie będzie czekać na lepszą pogodę w spokoju. Na pewno cierpliwie nie czekają kibice. Co prawda drużyna wypracowała jesienią wielką przewagę nad strefą spadkową, a ta nie topnieje w błyskawicznym tempie. Jeśli jednak w dwóch kolejnych meczach portowcy nie pokażą lepszej gry - ze Skowronkiem może być kiepsko.

O ile po dwóch kolejkach wiosny kandydatem numer jeden do zwolnienia był Jan Urban z Legii, tak teraz najczęściej wskazuje się opiekuna Pogoni jako tego, który wiosną pierwszy straci posadę. A w Szczecinie działacze nie są jakoś nadzwyczajnie spokojni. Też analizują i też mają na głowie menedżerów, którzy proponują cudotwórców. W tej chwili zmiana trenera w Pogoni nie jest potrzebna, ale temat może wrócić za 2-3 spotkania. Jeśli zespół nie zrobi postępu w grze, nie zacznie stwarzać więcej bramkowych sytuacji, nie zacznie być aktywniejszy w grze do przodu, to zrobi się gorąco. Póki co nikt zadowolony być nie może i nie jest. W Lubinie zabrakło bramkowych okazji po kontrach czy ataku pozycyjnym, w Gdańsku Pogoń długo sprawiała wrażenie, że przyjmuje porażkę 0:1, z Piastem nie zagroziła realnie bramce gości. Dwa celne strzały, w dodatku w końcówce, fatalnie świadczą o pomysłowości drużyny. I chyba nikt nie przyjmuje tłumaczeń szkoleniowca, że na treningach bywa z tym lepiej. Trener Skowronek jesienią często potrafił przyznać, że w grze ofensywnej jego zespołu brakowało jakości. Zyskiwał tym sympatię, bo nie wpierał, że mecz był ciekawym widowiskiem, gdy kibice na nim ziewali. Teraz tę jakość musi znaleźć błyskawicznie.

Z nowymi nazwiskami w składzie?

Całkiem możliwe. Obrona popełnia zbyt dużo błędów i tu korekty są wskazane. Tyle że wyboru wielkiego nie ma. Hernani nie jest dużo lepszy od Nolla czy Dąbrowskiego, a czy młody Tadrowski udanie zastąpi Hrickę na prawej stronie... I jest jeszcze praktycznie bezkonkurencyjny po lewej stronie Pietruszka.

Duży ból głowy jest też z obsadą napastnika. Tomasz Chałas nie pokazał na razie nic, czym zapracowałby na pierwszy skład. Donald Djousse robi więcej wiatru, ale niewiele z tego wynika sensownego. Może nadszedł więc czas, by Skowronek zaryzykował i postawił na debiutanta Norberta Neumanna lub wrócił do uniwersalnego Adama Frączczaka? Jesienią Skowronek ryzyka nie podejmował, zimą też nie zdecydował się na odmłodzenie jedenastki, więc trudno wierzyć, by zrobił to wiosną. Pozostaje Frączczak... Póki co, w miarę spokojni możemy być tylko o pozycję bramkarza. To zdecydowanie za mało.

Przed Pogonią Wisła (w Krakowie). Rywal absolutnie w zasięgu i nie ma tu co wracać do jesiennego zwycięstwa. Nawet wiosna pokazuje, że krakowianie w walce o czołówkę się nie liczą. I choć zebrali ostatnio sporo pochwał za grę, to portowcy mogą się tam pokusić o co najmniej punkt po dobrej grze. Podkreślmy - dobrej grze.