Nieudany wyjazd AZS Koszalin do Zielonej Góry

Akademicy przegrywają ze Stelmetem 0:2 w półfinale play-off ekstraklasy koszykarzy.
Rywalom brakuje jednego zwycięstwa, by zakończyć rywalizację, ale kolejne spotkanie (spotkania) będą rozegrane w Koszalinie. Celem AZS będzie więc powrócić do Zielonej Góry na jeszcze jeden występ.

Póki co akademicy nie mogą ugryźć Stelmetu.

Nie ma dwóch takich samych spotkań, ale zdarzają się bardzo podobne... W niedzielę zielonogórzanie wygrali 85:80, we wtorek 89:83. Rozstrzygające ciosy dwa razy zadawali w trzecich kwartach obu starć. A w czwartych znów dali sobie zabrać błogi spokój trochę za łatwo.

Na początku meczu numer dwa zielonogórski smok poruszał się po boisku w wersji uśpionej. W obronie brakowało drapieżności, w ataku - dobrej ręki.

Koszykarze AZS marzyli o takiej sytuacji. Korzystali. Prowadzili, ale bardzo skromnie, bo dobre akcje przeplatali ze stratami, których nie da się określić innymi słowami niż głupie i niepotrzebne.

Goście szybko za to zapłacili. Bo w drugiej kwarcie Stelmet wzmocnił obronę. Kolejne straty gości miały już zupełnie inny wymiar. Gospodarze wymuszali błędy nieomal hurtowo. Aktywniej starali się o ofensywne zbiórki. I to robiło różnicę. AZS zostawał z tyłu.

Sześć punktów różnicy po pierwszej połowie w żaden sposób nie rozstrzygało sprawy. Jednak uboższy kadrowo zespół z Koszalina został ustawiony w roli goniącego.

Wyszło jednak na to, że Stelmet lepiej uciekał, niż AZS gonił. Dejan Borovnjak dobrze radził sobie w obronie z Darrellem Harrisem. Gościom zawężały się opcje rozegrania ataku. W pierwszej połowie rzucali ze świetną skutecznością. W drugiej połowie wyglądało to gorzej. A gospodarze meczu, jakby dopiero się rozkręcali. Wyglądało, że z dużą swobodą wypracowali sobie 15 punktów przewagi.

AZS trudził się niemiłosiernie i bił głową w mur. Stelmet zdobywał punkty na wszystkie sposoby. I już na kilka minut przed końcem przedostatniej kwarty szukał okazji, by poczęstować widzów czymś ekstra. Quinton Hosley mógł skończyć kilka kontr kinowo. Trudno jednak rozstrzygnąć, czy we wtorkowym spotkaniu ciekawsze były jego obronne bloki i przechwyty, czy mocne trafienia. W każdym razie znów był MVP.

W ostatniej części meczu goście próbowali dokonać sztuki, której próbowali już w niedzielę. Wtedy nadrobili większość strat. Gdy schodzili z boiska, zdawało im się, że mogli dopaść Stelmet, gdyby gra potrwała minutę, dwie dłużej. We wtorek gospodarze rozegrali finisz uważniej. Niemniej na koniec z przewagi zostało w sumie niewiele punktów. Ale wystarczająco wiele, by wygrać.

Teraz rywalizacja przenosi się do hali AZS. Już w piątek trzecie spotkanie tej pary.

Stelmet Zielona Góra - AZS Koszalin 89:83

Kwarty: 20:21, 21:14, 23:13, 25:35

Stelmet: Borovnjak 20, Hosley 16 (1), Stević 11, Koszarek 11 (2), Chanas 9 (1) oraz Hodge 9, Cesnauskis 9 (2), Białek 3 (1), Seweryn 1, Sroka 0, Trubacz 0.

AZS: Wiśniewski 17 (3), Leończyk 16, Henry 16, Wołoszyn 14 (2), Harris 4 oraz Mielczarek 8 (2), Milicić 7 (1), Bigus 4, Jones 3.