Tomasz Bednarek wychodzi z cienia Matkowskiego

Dwaj przyjaciele z boiska... można by rzec o Tomaszu Bednarku i Marcinie Matkowskim. Obaj są wychowankami Szczecińskiego Klubu Tenisowego. Obaj rocznik 1981. Razem zdobyli ostatni drużynowy medal Mistrzostw Polski, ale w parze rozegrali zaledwie jeden turniej
- To byłaby piękna sprawa i spore wydarzenie, gdybyśmy zagrali razem w finale French Open - mówi Bednarek.

Na razie dwa polskie deble po raz pierwszy w historii mamy w ćwierćfinale turnieju wielkoszlemowego. Pierwsi w ćwiartce zameldowali się Marcin Matkowski z Mariuszem Fyrstenbergiem. W poniedziałek dołączyli do nich Tomasz Bednarek z Jerzym Janowiczem. Obie nasze pary rozstawione są w dwóch różnych połówkach drabinki turniejowej. Oznacza to, że jeśli mają trafić na siebie, to tylko w finale.

Pierwsi o półfinał grają Tomek z Jerzykiem, a wcale nie było pewne, że zagrają razem w Paryżu, choć tworzyli już deblową parę na Australian Open, a wcześniej, w październiku 2012 r., wspólnie wygrali challengera w Mons.

- Coraz lepiej się z Jerzykiem rozumiemy na korcie, ale nie umawialiśmy się, że Wielkie Szlemy gramy razem - mówi Bednarek. - W Paryżu też nie byłem pewien, z kim zagram, to Jerzy zadzwonił do mnie z propozycją. Na Wimbledonie będę grał z kimś innym, bo Jerzyk tam debla nie planuje w ogóle.

Jeden raz z Matką

Mimo iż od najmłodszych lat Bednarek i Matkowski grali w jednym klubie, to nie tworzyli pary deblowej. Nawet gdy w 2000 r. razem w SKT Szczecin zdobywali brązowy medal drużynowych Mistrzostw Polski [wówczas liga miała całkiem przyzwoity poziom sportowy, a kilka klubów wzmacniało składy zawodnikami zagranicznymi - red.], nie tworzyli pary deblowej - Matkowski grał w duecie ze Szwedem Robertem Linstedtem, który od pewnego czasu partneruje Danielowi Nestorowi.

- Tylko raz zagraliśmy razem. W naszym Szczecinie na turnieju Pekao Open w 2006 r. - wspomina Bednarek.

Marcin był już uznanym na świecie deblistą, notowanym w drugiej dziesiątce światowego rankingu. Tomek był... w trzeciej setce. Organizatorzy Pekao Open namówili "Matkę", by odstąpił od zasady "już nie gram w challengerach" i stworzył szczeciński debel z Bednarkiem.

Tomek z kolei właśnie wtedy rozpoczął marsz w górę światowego rankingu deblistów. - Wcześniej grałem tylko futuresy i stawiałem na singla. Debla też grywałem, bo wiadomo, że w futuresach za wszystko trzeba samemu płacić, więc każdy wygrany grosz miał znaczenie. O ile w singlu było tak sobie, to w deblu nawet dość często wygrywałem - wspomina Bednarek.

W Szczecinie Matkowski i Bednarek osiągnęli finał. Pokonali po drodze m.in. parę Nicolas Lapentti - Sergio Roitman, a w meczu o główną nagrodę ulegli zaprawionym w bojach deblowych Niemcom Tomasowi Behrendtowi i Christopherowi Kasowi po super tie-breaku.

Finał dużego challengera dał Bednarkowi awans do drugiej setki rankingu.

- Tomek ma spory potencjał deblowy, musi jednak znaleźć stałego partnera. Inaczej się nie da - radził wówczas Matkowski.

Bednarek za to obiecywał: - Stawiam poważniej na debla. Moim celem jest przynajmniej pierwsza setka ATP.

Rok 2006 skończył na 158. miejscu deblowej listy ATP. W kolejnym awanse w górę rankingu były trudniejsze. Nic dziwnego. Grał łącznie z kilkudziesięcioma partnerami i nie z każdym gra się układała. Największe triumfy notował z Przysiężnym i Chadajem, ale sporo punktów zimą zdobył w duecie z Frankiem Moserem (Niemcy).

Pod koniec 2007 roku Bednarek był już tylko o mały kroczek od pierwszej setki rankingu (101. miejsce - 8 października 2007). Celu jednak nie osiągnął.

- W grudniu dopadło mnie zapalenie wyrostka robaczkowego. Zabieg, a po nim niczego nie można robić. Nawet się nie można ruszać, by szwy nie puściły. To fatalna sytuacja dla tenisisty. Nawet jak się trafi uraz barku czy nadgarstka, to - owszem treningi z rakietą są niemożliwe - ale przy wyrostku nawet nie można utrzymywać ogólnej sprawności - wspomina Tomek.

Pierwszy sukces też w Szczecinie

W połowie 2008 r Bednarek spotkał się z Mateuszem Kowalczykiem.

- To rodzaj zawodnika, którego potrzebuję - przyznaje Tomek. - Ma dobry, silny i coraz bardziej regularny serwis. On serwuje, ja mogę kończyć na siatce.

Przed Pekao Szczecin Open 2009 Bednarek i Kowalczyk rozegrali cztery turnieje. Wygrali pięć meczów. W rodzinnym mieście Tomka nastąpiło to, co dało im prawdziwego kopa. Wygrali cały turniej, pokonując po drodze solidnych deblistów: Michaela Kohlmana z Florianem Mayerem, Lukasa Rosola z Jamesem Cerratanim czy Rogiera Wassena z Leosem Friedlem, a w finale Ukraińców Olexandra Dolgopolowa z Artemem Smirnowem. Polacy w całym turnieju nie oddali ani seta.

- Teraz celem naszym jest pierwsza setka. Chcemy być najlepszą polską parą - mówili rozentuzjazmowani po finale i szybko zabrali się do roboty.

Do końca 2009 roku wygrali jeszcze dwa challengery w Taragonie i Florianopolisie i pod koniec sezonu już obaj byli w okolicy 120. miejsca indywidualnej listy deblistów.

Najbardziej lubię grać z Polakami

Sukcesy w kolejnych turniejach sprawiły, że w 2010 r. Bednarek w parze z Kowalczykiem zadebiutował w turnieju wielkoszlemowym. Było to właśnie w Paryżu. Los dla debiutantów okazał się okrutny, bo w pierwszej rundzie dolosowani zostali do rozstawionych z ósemką Matkowskiego z Fyrstenbergiem. Pierwszy set był zacięty - zakończony wygranym tie-breakiem przez "Matkę" i "Frytkę", ale w drugim doświadczona para była już bezapelacyjnie lepsza, rozpoczynając w ten sposób marsz do ćwierćfinału.

Miesiąc później Bednarek z Kowalczykiem przegrali finał eliminacji Wimbledonu. I po tym turnieju Tomek znów zaczął zmieniać partnerów, dobre występy w challengerach mieszały się z całymi miesiącami bez zwycięstwa. W efekcie dało to balansowanie w drugiej setce deblowego rankingu ATP.

Powrót do pierwszej setki Bednarek zaliczył w ubiegłym roku, gdy grywał w turniejach głównie z Kowalczykiem lub Francuzem Olivierem Charrionem. W październiku po raz pierwszy po tej samej stronie siatki stanął wspólnie z Jerzym Janowiczem i od razu wygrali challengera w belgijskim Mons.

W Australii Tomek i Jerzyk przebrnęli tylko jedną rundę, a ostatni sukces przed dzisiejszym ćwierćfinałem French Open Bednarek zanotował, wygrywając challengera we Francji w kwietniu w parze ze Szwedem Andreasem Siljestomem.

- Te wszystkie dotychczasowe sukcesy mają się nijak do ćwierćfinału w Paryżu - mówi Tomasz. - Coraz przyjemniej się tu czuję. Gdy zaczynaliśmy turniej, było ciasno. Ocieraliśmy się o innych zawodników w korytarzach. Teraz jest ciszej, spokojniej. Robi się luźno. Na dodatek gra nam się bardzo dobrze. Na dzień dobry wygraliśmy z Bhupathim i Bopanną - rozstawionymi z czwórką, a jak się okazało, mocnymi głównie na papierze. Najtrudniej było przejść drugą rundę. A teraz jest już wszystko możliwe. Dla nas to jest przede wszystkim świetna przygoda. Gramy na luzie, cały czas uśmiechnięci na korcie. Może to jest sposób na zwycięstwa.