Chemik stawia sobie ambitne cele. Inaczej nie może

Nie boimy się tak stawianych oczekiwał. Nie boimy się teraz mówić, że interesuje nas pierwsza czwórka i mocne zamieszanie w niej - mówi w rozmowie z portalem szczecin.sport.pl Mariusz Wiktorowicz, trener Chemika Police
Lubi pan presję?

Mariusz Wiktorowicz: Lubię. Śmiało mogę tak powiedzieć. W tym zawodzie nie da się jej uniknąć. Jest większa lub mniejsza, ale zawsze nam towarzyszy. Wiem to z 8 lat doświadczeń, a 4 jako pierwszy trener. Zawsze była i trzeba było sobie z nią poradzić. Domyślam się, że pyta pan o nowy sezon z Chemikiem... To kolejne wyzwanie trenerskie dla mnie, a ja lubię wyzwania. Nie boję się tego. Zawód jest moją pasją i chcę się kolejny raz sprawdzić. Proszę mi wierzyć, że nie ma nic lepszego niż praca, która sprawia dużo radości. Ja mam to szczęście. W zeszłym roku też graliśmy pod presją, ale na początku sezonu podkreślałem, że wiem, o co gramy, a jednocześnie ostrzegałem, że pierwsza runda będzie dla nas trudniejsza. Musieliśmy się poznać, poznać ligę. Okazało się, że jest wysoki poziom i nie będzie nam łatwo wywalczyć awansu. Pierwsza runda była więc etapem konsolidacji, a druga była już zdecydowanie po naszej myśli, podobnie play-off zakończony sukcesem. I ta presja cały czas przy nas była, ale ona też pomagała. Już nie tylko ktoś z zewnątrz drużyny wymagał od nas, ale i same zawodniczki wymagały od siebie. Później to się przekładało pozytywnie na grę, zachowanie grupy.

W I lidze wiedział pan, że celem jest natychmiastowy awans do ekstraklasy, teraz mówi się o strefie medalowej, ale przecież po cichu tym zadaniem będzie mistrzostwo.

- Nie boimy się tak stawianych oczekiwań. Nie boimy się teraz mówić, że interesuje nas pierwsza czwórka i mocne zamieszanie w niej. Ale nie tylko Chemik Police będzie zgłaszał wysokie aspiracje. Takowe stawiają przed sobą w Dąbrowie Górniczej, we Wrocławiu, na pewno nie odpuści mistrz z Sopotu. Nasz Chemik będzie miał mocną konkurencję. To może być taka pierwsza czwórka, ale nie jest powiedziane, że ktoś inny nie wystrzeli. Obserwujemy zmiany kadrowe w różnych klubach, trwa zbrojenie i dobrze wiemy, że aby zdobywać punkty, będziemy musieli się mocno napracować. Konsekwentnie chcemy zdobywać punkty, by systematycznie realizować nasz cel, ale i potwierdzać, że obecne transfery wypaliły, i te dziewczyny pomagają nam w zadaniach. Przyznaję, że dokonaliśmy solidnych wzmocnień, ale jednocześnie chciałbym podkreślić, że trzon drużyny został z poprzedniego sezonu. Budujemy Chemika od ponad roku. Przed poprzednim sezonem były dwie zawodniczki z wcześniejszych rozgrywek, teraz zostawiamy 6. Nowe reprezentują wysoki poziom sportowy, wzmocniliśmy każdą pozycję i nie mamy prawa narzekać. Jedyny minus to fakt, że dopiero 19 września będziemy w komplecie. Część naszych zawodniczek przebywa na zgrupowaniach swoich kadr narodowych i wrócą dopiero po ME. Będziemy w pełnym składzie na 3 tygodnie przed początkiem sezonu, który zaplanowano na 5 października. Zagramy 6-7 sparingów, i to nam musi wystarczyć. Mam nadzieję, że szybko ukształtuje się tzw. team spirit. Wiem, że dziewczynom też będzie na tym zależało. Z większością z nich wcześniej pracowałem w innych klubach i wiem, że dobrze rozumieją znaczenie chemii w zespole. Znam je od strony siatkarskiej, ale i mentalnej.

Nie miał pan ochoty namówić sterników klubu, by potraktowali ten pierwszy sezon w elicie jako takiego rozpoznawczego, by solidnie się wzmocnić i szczyty zaatakować za rok? Czy może jednak wiedział pan, że przy takim sponsorze nie uda się takiego pomysłu przeforsować?

- Nie było takich rozmów teraz. Przed rokiem - decydując się na współpracę - ustaliliśmy, że budujemy skład na awans, ale jednocześnie drużyna miała gwarantować grę o miejsca 5.-8. w ekstraklasie. I uważam, że w końcówce sezonu I ligi graliśmy bardzo dobrze i z taką dyspozycją bylibyśmy w środku tabeli ekstraklasy. Teraz sponsor dał znak, że zainwestuje w klub pieniądze, które zagwarantują transfery do Chemika. Ale warunek jest jeden - mamy grać o najwyższe cele. Szybko stworzyłem listę 20 zawodniczek, które chciałbym widzieć w swoim zespole. Cieszę się, że udało się nam zatrudnić siatkarki z czołówki tej listy. To dla mnie bardzo budujące, że wspólnie będziemy budować silny zespół.

Była zawodniczka, która od razu panu odmówiła, bo bała się podpisać kontrakt z beniaminkiem z Polic?

- Nie było takiej. Zaproponowaliśmy kontrakty zawodniczkom, które teraz się z nami związały. Raz były to szybkie rozmowy, raz dłuższe, ale najważniejszy jest finał, czyli nasz nowy skład. Oczywiście kadra jeszcze nie jest zamknięta. Nie jest tajemnicą, że staramy się namówić do gry Małgosię Glinkę. Wszyscy mamy nadzieję, że dojdziemy do porozumienia. Negocjujemy, namawiamy, a ja... chciałbym mieć skład zamknięty już 30 czerwca.

Jest pan pewny, że zespół będzie na tyle mocny charakterologicznie, że poradzi sobie w pierwszych kolejkach sezonu? Na zgranie nie będzie pan mógł liczyć, skoro w komplecie - z rozgrywającymi - będziecie ledwie 3 tygodnie przed ligą.

- Podobna sytuacja była w poprzednim sezonie. Podpisaliśmy umowę z Lucie Muhlsteinovą, ale ona była na zgrupowaniu reprezentacji Czech i późno do nas dołączyła. Mieliśmy podobne obawy. Sytuacja powraca i choć nie jest komfortowa, to Lucie połowę składu zna, a z drugą połową szybko się pozna. Zresztą są to na tyle już ukształtowane zawodniczki, że nie wpadniemy w wielkie problemy. Rozegramy kilka sparingów, które też nam pomogą. Ale charakter będzie się kształtował w meczach ligowych. Nie powinno być źle, jednak pół rundy to będzie etap rozpoznania sił naszych i przeciwniczek.

I to będzie też gorący czas na zbudowanie chemii w drużynie?

- Dokładnie. 29 lipca rozpocznę zajęcia z 8-9 dziewczynami, a od 19 września będę miał komplet. I cały czas ta grupa ma pracować nad dobrą atmosferą w zespole, w szatni i poza nią. Zależy mi na stworzeniu dobrego, rodzinnego klimatu, w którym każda zawodniczka będzie znała swój cel i będzie dążyła do jego realizacji. Przy tak doświadczonym zespole - powinniśmy sobie poradzić. Pracą, życzliwością i wzajemnym szacunkiem jesteśmy w stanie dużo zrobić.

Not. def