Arkadiusz Skrzypiński wygrywa, a przy okazji ustanawia rekord świata

- To zwycięstwo było mi potrzebne - podkreśla szczeciński specjalista od jazdy na tzw. rowerach ręcznych (handbike).
- Bardzo się cieszę, nic więcej nie mogę dodać - mówi Skrzypiński. Jeszcze rok przed paraolimpiadą w Londynie był maszynką do wygrywania wyścigów (zdobył mistrzostwo świata w Kanadzie). Ale w sezonie olimpijskim wyrósł mu świetny konkurent - Rafał Wilk, były żużlowiec z Rzeszowa, który związał się ze szczecińskim Startem.

Wilk podwójnie wygrał w Londynie, Skrzypiński był w jego cieniu. W co ważniejszych innych wyścigach też brakowało sukcesów, stąd taka radość po wygranej w Heidelberg Marathon.

- Powiedziałem, że był to najszybszy maraton roku, a przyjaciel Vico Merklein mnie poprawił - "to był najszybszy maraton w naszym życiu" - mówi Arkadiusz Skrzypiński.

Skąd ten sukces?

- Ciężka praca na treningach zaplanowana przez dr Jacka Świata z ORMAsport się opłaciła. Norweska wyprawa (Styrkeproven) jeszcze o sobie przypomina, zatem fizjoterapeutka Agnieszka Turoń użyła m.in. tape'ów, aby mnie poskładać w jeden kawałek - podkreśla szczecinianin.

Ponad 200 zawodników ścigało się w 30-stopniowym upale na szybkim asfalcie. Tempo od początku ponad 40 km/h. Wielka grupa cały czas pękała. Na półmetku pozostała pięcioosobowa czołówka, na finiszu czterech.

"Mety" były dwie. - Na 42,195 km chcieliśmy pobić rekord świata, chcieliśmy zejść poniżej godziny i zrobiliśmy to. Małe rozprowadzanie i na kresce najszybszy był Vico (00:58;55), ale na ten wynik zapracowało wielu zawodników. Na 44 km była "właściwa" meta, tłum kibiców nad rzeką. Finisz rozpoczyna Rafał, Vico wyciąga mnie do przodu i otwiera drogę do zwycięstwa. Wygrywam przed Vico, Rafałem i Davidem "dzień dobry" Franek z Francji.