Mariusz Wiktorowicz z Chemika: Jesteśmy dopiero na początku drogi

Wiedzieliśmy, że wobec nas są duże oczekiwania. Choć jesteśmy beniaminkiem - kibice i eksperci typują nas w gronie drużyn walczących o medale, a nawet o mistrzostwo. Na początku było widać pewną nerwowość, ale z każdą kolejną piłką ciśnienie z nas schodziło - mówił trener Chemika Police po zwycięstwie 3:0 z Atomem Trefl Sopot.
Policzanki nie mogły wymarzyć sobie lepszego startu sezonu. Powtórzyły wynik sprzed tygodnia z towarzyskiego turnieju w Szamotułach i znów pokonały aktualne mistrzynie Polski bez straty seta.

- Bardzo cieszymy się ze zwycięstwa na inaugurację w hali wypełnionej do ostatniego miejsca - komentował Wiktorowicz. - Sobotni mecz mógł się podobać. Zagraliśmy nieźle w bloku i systemie blok-obrona. Cieszymy się, ale od poniedziałku myślimy już o przygotowaniach na następny mecz z zespołem z Piły.

Szkoleniowiec rywalek porażkę usprawiedliwiał brakiem zgrania.

- W tym sezonie chcemy grać w nieco innym stylu, dużo mocniej. Potrzebujemy jeszcze czasu żeby wszystko dopracować - podkreślał Holender Teun Buijs. - Niektóre zawodniczki dołączyły do nas zaledwie 4-5 dni temu, więc to za mało czasu, by wypracować nasz styl. Potrafiliśmy grać dobrze na początku setów, a później Chemik grający mądrą siatkówkę, dochodził nas koło 15.-16. punktu. Musimy pracować, by nie zdarzało nam się to w następnych meczach.

Pełnego komfortu podczas przygotowań nie miał jednak również sztab szkoleniowy Chemika. Wystarczy powiedzieć, że reprezentantki Serbii - Maja Ognjenović i Ana Bjelica dotarły do Polic dopiero po mistrzostwach Europy, niespełna dwa tygodnie przed startem ligi.

- Jesteśmy w podobnej sytuacji jak Trefl - tłumaczył Wiktorowicz. - Też brakuje nam zgrania. Mamy za sobą niewiele sparingów, bo nie mieliśmy kompletnego składu. A siatkówka jest taką dyscypliną, gdzie potrzeba czasu na poukładanie wszystkich elementów. Mamy indywidualnie bardzo dobre zawodniczki, ale musimy stworzyć zespół. Jesteśmy dopiero na początku drogi. Teraz będzie ona trochę wyboista, z zakrętami, ale mamy jasno sprecyzowany przez zarząd cel. Stać nas na bardzo dobre granie.

Te 'dobre granie' policzanki pokazały zwłaszcza w drugim secie, gdy przegrywały już 1:8, by dojść sopocianki na 20:20 i z łatwością rozstrzygnąć partię na swoją korzyść. Także w trzeciej odsłonie - zakończonej walką na przewagi - siatkarki Chemika wytrzymały ciśnienie - prowadziły wysoko, dały się dojść, obroniły setbola i po chwili cieszyły się z efektownego zwycięstwa nad aktualnym mistrzem Polski.