Krzysztof Kapuściński, trener Błękitnych: Do Turcji nie pojedziemy, ale o ósemkę powalczymy

II LIGA PIŁKARSKA. Owszem, przydałyby się wzmocnienia, ale wiem, że nas po prostu nie stać na 'nazwiska' z wyższych lig. Nawet na to nie liczę. Będziemy się posiłkować swoimi piłkarzami bądź młodymi z okolic - mówi szkoleniowiec stargardzkiego drugoligowca.
Wiosną Błękitni wywalczyli awans do II ligi. Do rozgrywek centralnych wrócili po dziesięcioletniej przerwie. Młody zespół dobrze sobie poradził. Po 18 kolejkach zajmuje 10. pozycję. Jak na beniaminka to dobry wynik, ale trzeba też na to patrzeć przez pryzmat reformy rozgrywek II ligi, która nastąpi po tym sezonie.

W 18 meczach stargardzianie zdobyli 23 punkty. Wygrali 7 spotkań, 2 zremisowali i 9 przegrali. Nie zanotowali żadnej klęski. Najlepszym strzelcem zespołu jest Michał Magnuski, który zdobył 10 bramek.

Rozmowa z trenerem Błękitnych

Jakub Lisowski: Jak pan oceni jesienny dorobek swojego zespołu?

Krzysztof Kapuściński: Wiadomo, że zawsze apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale przed rozpoczęciem sezonu niewiele osób dawało nam szansę na zdobycie 23 punktów. Mamy młodą drużynę, w której gra jedynie kilku doświadczonych zawodników. Postawiliśmy jednak na własnych wychowanków klubu, od najmłodszych lat u nas się wychowujących. Są też młodzi piłkarze z okolic Stargardu. W ten sposób udało nam się stworzyć zespół perspektywiczny, z chęciami do walki i gry. Nie ustrzegliśmy się błędów, ale tę jesień muszę uznać na plus.

Mimo tego, że jesteście w grupie spadkowej, choć tu trzeba przypomnieć, że II liga będzie zmodyfikowana i z dwóch grup ma powstać jedna, do której załapie się po osiem drużyn.

- Gdy wywalczyliśmy awans do II ligi to pojawiały się pomysły na reorganizację, ale nie było to nic pewnego. Dopiero na dziesięć dni przed startem sezonu zmiany przegłosowano. Nie wiem, czy to najlepszy pomysł. Rozmawiam z trenerami II ligi, dyskutujemy o zmianach i raczej nie ma zwolenników tych zmian. Dla nas reforma była zaskoczeniem, ale teraz mamy jeden punkt straty do Ostrovii, która zajmuje ostatnie bezpieczne miejsce. Teraz - bogatsi w zebrane doświadczenia ligowe, zaznajomieni z warunkami i przeciwnikami wiemy, że możemy wskoczyć do tej ósemki. Będziemy o to walczyć, bo nasz klub i Stargard zasługują na II ligę.

Aby ta walka zakończyła się wiosną sukcesem, powinien mieć pan szerszy skład?

- Właśnie... Jako trener chciałbym mieć w drużynie więcej doświadczonych piłkarzy, a teraz mam tak, że na tym poziomie rozgrywek grał wcześniej napastnik Robert Gajda i drugi trener Jarosław Piskorz [obaj grali 10 lat temu z Błękitnymi na zapleczu ekstraklasy, ale wtedy klub wycofał się z rozgrywek po rundzie jesiennej na skutek problemów finansowych - red.]. Pozostali debiutowali na tym poziomie - większość grała w III lub IV ligach, a są i tacy, którzy mieli doświadczenie jedynie z rozgrywek młodzieżowych. Tym bardziej nasze wyniki i pozycję uważam za sukces. Potrafiliśmy się odnaleźć na tym poziomie, wstydu nie przynosiliśmy, a nawet jak przegrywaliśmy to tylko jedną bramką. Jedynie w dwóch meczach przegraliśmy 1:3 i 0:2. To pokazuje, że w każdym spotkaniu przegranym byliśmy blisko. Wpadki były - do dziś nie mogę odżałować porażki u siebie z Jarotą Jarocin, boli porażka z Gryfem Wejherowo po wygranej z liderem w Poznaniu. Błędy były, ale to tylko pokazuje, że jeszcze musimy się uczyć regularności. Po tym pierwszym okresie rozpoznawczym - możemy walczyć jak równy z równym. Owszem, przydałyby się wzmocnienia, ale wiem, że nas po prostu nie stać na 'nazwiska' z wyższych lig. Nawet na to nie liczę. Będziemy się posiłkować swoimi piłkarzami bądź młodymi z okolic.

Jakby pan wytłumaczył fakt, że drużyna grała bez tremy, o czym świadczą chociażby te minimalne porażki - 1:2 czy 0:1?

- Udało się stworzyć fajną grupę ludzi, drużynę bez gwiazd, ale z zawodnikami, którzy walczą jeden za jednego. W Błękitnych nie ma wielkich pieniędzy, które mogłoby mobilizować do takiej postawy, ale są stworzone rzetelne podstawy. Klub jest wypłacalny, stabilny, ustalone pieniądze są na czas. W naszej szatni nie było pozasportowych problemów, a skupialiśmy się na grze. Chcieliśmy szybko się uczyć, chcieliśmy, by nasze występy sprawiały nam dużo radości, przynosiły punkty. U nas piłkarze - szczególnie ci 20- czy 21-letni - chcą się promować. Graliśmy takie mecze, że w składzie miałem 5-6 dwudziestolatków, czy dwóch piłkarzy rok starszych. Dużo dają drużynie starsi - Marek Ufnal, Gajda, Tomasz Pustelnik czy Maciej Więcek są po trzydziestce i dużo wnoszą do gry, jest też jeszcze 26-letni Michał Magnuski. Ale pozostali to młodzież bez kompleksów - z szacunkiem do przeciwnika, ale bez strachu. To owocuje, a po przepracowaniu zimy Stargard może być dumny z Błękitnych na wiosnę.

Z wpadek wymienił pan mecze z Jarotą i Gryfem w Stargardzie. A czy było spotkanie, którego szczególnie pan żałuje?

- Z Jarotą prowadziliśmy, graliśmy w przewadze i pozwoliliśmy rywalom wygrać. Z Gryfem graliśmy zaraz po zwycięstwie w Poznaniu z liderującą Wartą, więc urosły nasze oczekiwania i mocno spadliśmy na ziemię. Ale cały czas nie mogę odżałować też porażki w Sosnowcu. Zagraliśmy tam naprawdę bardzo dobre spotkanie. Byliśmy po wygranej inauguracji z Górnikiem Wałbrzych, ale jadąc do Sosnowca na mecz przy światłach, chcieliśmy sprawdzić się na wyjeździe z mocnym przeciwnikiem. Przegraliśmy 0:1, bramkę straciliśmy w 80. minucie po strzale życia z rzutu wolnego. Szkoda, ale nawet tamta porażka dużo nam pokazała - walką i zaangażowaniem, ale i pomysłem mogliśmy skutecznie walczyć w lidze.

Dobre wspomnienia?

- Na pewno mecz w Poznaniu. Nie przestraszyliśmy się Warty, lidera, który u siebie wszystko wygrywał. Zagraliśmy bardzo dobrze i mogło być nawet wyżej niż 2:0. Dla chłopców to też był znak, że nie ma w lidze zespołów dla nas za silnych.

Nie obawia się pan, że zimą straci kilku zdolnych młodzieżowców?

- Każdy trener chciałby dysponować jak najlepszymi piłkarzami, ale każdy chciałby też wypromować swojego piłkarza do ekstraklasy. Pracujemy w II czy III ligach także pod tym kątem. Czy stracę? Zobaczymy. Rozmawialiśmy, wszyscy zadeklarowali chęć pozostania i walki o tę II ligę dla Błękitnych.

Zimą zacieśnicie współpracę z Pogonią Szczecin?

- Z Pogonią dobrze nam się współpracuje. Przed tym sezonem wypożyczyliśmy Rafała Gutowskiego i Grzegorza Otockiego, a w trakcie sezonu doszedł jeszcze Norbert Neumann. Gutowski strzelił pierwszą bramkę w sezonie, prezentował się bardzo dobrze na lewej stronie i wielka szkoda, że już w 3. kolejce odniósł kontuzję, która wyłączyła go z gry do końca jesieni. Czy będą kolejne takie transfery - tego nie wykluczam, bo jestem w stałym kontakcie z trenerem rezerw Pogoni.

W nagrodę za niezłe wyniki jesienią pojedziecie w zimie na obóz do Turcji bądź na Cypr?

- (śmiech) Tak, tak jak co roku pojedziemy do Bornego Sulinowa. Turcja to chyba jednak za wcześnie, bo to ponad możliwości naszego budżetu. Do Bornego jeździmy zimą od 4 lat. Tam wypracowaliśmy awans do II ligi, tam też chcemy - z pomocą Pana Boga i szczęścia - złapać taką formę, by wywalczyć miejsce w ósemce na koniec sezonu.