Sport.pl

Monika Stachowska z Pogoni Baltica: Zabawa trwa dalej i nie ma co użalać się nad sobą

Szczecińskie piłkarki ręczne wróciły na ligowe parkiety po przerwie na mecze reprezentacji w mistrzostwach świata. W wygranym meczu z KPR Jelenia Góra (28:22) z dobrej strony pokazały się członkinie czwartej drużyny globu: obrotowa Monika Stachowska i rozgrywająca Małgorzata Stasiak.
Szczecińskie kadrowiczki dwa tygodnie temu zakończyły udział w MŚ, ale nadal prezentują reprezentacyjną formę. Stasiak rzuciła w sobotę siedem bramek, a Stachowska dołożyła cztery trafienia. Obie panie dobrze radziły sobie również w obronie. Pogoń dzięki zwycięstwu nad KPR awansowała na czwarte miejsce w tabeli ekstraklasy.

Rozmowa z obrotową Pogoni Baltica i reprezentacji Polski

Marcin Gigiel: Bardzo zmieniło się pani życie po MŚ? Częściej ludzie rozpoznają panią na ulicy i proszą o autografy?

Monika Stachowska: Nie, to nie o to w tym wszystkim chodzi. Moje życie zmieniło się o tyle, że spełniłam swoje fantastyczne sportowe marzenie. Teraz wróciłyśmy na ligowe parkiety i moim kolejnym marzeniem jest zdobycie medalu mistrzostw Polski. Wierzę, że jest szansa, by to również się spełniło.

Trudny był powrót do ligowej codzienności po meczach na najwyższym poziomie z najlepszymi drużynami świata?

- Wiadomo, że poziom międzynarodowy jest wyższy, ale mistrzostwa to już historia. Pozostały wspomnienia i fantastyczne przeżycia. Teraz trzeba skupić się na lidze. Mamy nowy rok i należy patrzeć w przyszłość.

Przed meczami z takimi drużynami jak KPR mobilizacja jest taka sama jak przed meczami z Francją czy Hiszpanią?

- Muszę sobie tak wszystko poukładać w głowie, żeby entuzjazm był ten sam. Inaczej być po prostu nie może.

Czasu, by złapać oddech po wyczerpującym turnieju, nie było chyba zbyt wiele?

- Miałyśmy wystarczający odpoczynek. Kilka dni w okresie świątecznym. Zabawa trwa dalej i nie ma co użalać się nad sobą. Każdy sportowiec przez cały czas musi ciężko pracować. Trzeba po prostu trenować i rozgrywać kolejne mecze.

W pierwszym tegorocznym spotkaniu wyraźnie pokonałyście KPR, ale momentami mecz toczony był w nieco świątecznym tempie.

- Wynik wskazuje naszą przewagę i to, że byłyśmy lepszym zespołem. Gramy nieco inaczej niż w poprzednich meczach, choć dla zwykłego kibica może nie być to widoczne. Miałyśmy trochę za dużo strat i przełożyło się to na wynik. Fajnie by było, gdybyśmy wygrały większą różnicą bramek, ale najważniejsze, że jest zwycięstwo. Mamy dwa punkty, zadanie zostało wykonane.