Agnieszka Bednarek-Kasza: Na dobrą sprawę dopiero wchodzę do drużyny

Środkowa Chemika w sobotę udanie zadebiutowała przed publicznością w Policach. Po kilku miesiącach przerwy zdrowotnej na dobre wraca do gry. W weekend pomogła drużynie w odniesieniu drugiego tegorocznego zwycięstwa
Policzanki pokonały na własnym parkiecie Muszyniankę (3:1). Problemy miały tylko w premierowej odsłonie, którą przegrały 20:25. Kolejne trzy partie padły już jednak łupem gospodyń. Dzięki zwycięstwu umocniły się na pierwszym miejscu w tabeli ekstraklasy.

Rozmowa ze środkową Chemika Police

Maciej Żmudzki: Czym zaskoczyły was przeciwniczki w pierwszym secie?

Agnieszka Bednarek-Kasza: Ciężko to ocenić. Byłyśmy bardzo dobrze przygotowane do spotkania z Muszynianką, ale coś na początku nie zagrało. Nie mogłyśmy znaleźć swojego rytmu i chyba za późno zaczęłyśmy realizować przedmeczowe założenia. Na szczęście od drugiego seta wróciłyśmy już na właściwe tory i zaczęło to wyglądać dużo lepiej.

Co było w sobotę największym atutem Chemika?

- Wydaje mi się, że nie potrafiłabym wskazać jednego konkretnego elementu. Uważam, że zagrałyśmy dobrze jako drużyna i to właśnie zbiór tych wszystkich rzeczy zdecydował o tym, że ostatecznie zwyciężyłyśmy. Myślę, że - nie licząc pierwszego seta, który był w naszym wykonaniu zbyt nerwowy - byłyśmy drużyną znacznie lepszą i zasłużenie wygrałyśmy.

Nie sposób nie spytać o nowego trenera. Jak pani ocenia początki waszej współpracy?

- Wszystko jest w jak najlepszym porządku, a my nie mamy prawa na cokolwiek narzekać. Prawda jest jednak taka, że nie ma się w zasadzie nad czym zastanawiać, trzeba zaakceptować obecną sytuację. Jest nowy trener, a my musimy ciężko pracować na treningach, żeby ta nasza współpraca układała się jak najlepiej.

Podczas odpraw i przerw Cuccarini korzysta z pomocy tłumacza, czy używa dość uniwersalnego angielskiego?

- Wszystko odbywa się w języku angielskim.

Teraz wyjazd do Bydgoszczy i starcie z ostatnim w tabeli Pałacem. Trudniej skoncentrować się na mecz z potencjalnie słabszym rywalem?

- To prawda, w teorii to spotkanie powinno być nieco łatwiejsze, ale na pewno nie można patrzeć na to w ten sposób. Często się zdarza, że te słabsze zespoły, które mają w składzie wiele młodych zawodniczek, grają trochę "na wariata", co sprawia, że są nieobliczalne. Mimo wszystko mam nadzieję, że w meczu z Pałacem będziemy w pełni kontrolować sytuację.

Co przede wszystkim wymaga poprawy w waszej grze?

- Na razie z racji tego, że na dobrą sprawę dopiero wchodzę do drużyny, bardziej skupiam się jeszcze na sobie (śmiech). Od moich ostatnich meczów minęło parę miesięcy, więc w tej chwili muszę mocniej koncentrować się na tym, co robię. Jeśli zaś chodzi o drużynę, to uważam, że najważniejsza jest ciężka praca. Jeśli będziemy solidnie pracować na treningach i polepszać wszystkie elementy naszej gry, to wszystko powinno iść w dobrym kierunku.