Sport.pl

Prezes piłkarzy ręcznych Pogoni: Trudno zatrzymać zawodnika, który dostaje ofertę z TOP 16 Ligi Mistrzów

- Finanse nie były powodem odejścia Siergieja Szyłowicza. Mamy swoje problemy z płynnością finansową, ale to nie było podstawą rozwiązania kontraktu - mówi Paweł Biały z Gaz-Systemu Pogoni Szczecin.
Szczecinianie mają poważne kłopoty kadrowe. W meczu z Piotrkowianinem (zwycięstwo 32:31) kontuzje odnieśli Mateusz Zaremba (złamanie kości śródręcza) i Paweł Krupa (zwichnięty łokieć). W starciu z Vive Targi Kielce (porażka 31:41) urazu nabawił się Bartosz Konitz (pęknięta kość śródstopia). Za porozumieniem stron rozwiązano kontrakt z Siergiejem Szyłowiczem. W efekcie do dyspozycji trenera Rafała Białego w najbliższym meczu będą tylko dwaj rozgrywający. Jeszcze gorzej było w końcówce starcia z kielczanami, gdy w składzie Pogoni pozostał tylko jeden gracz występujący na co dzień w drugiej linii.

Rozmowa z grającym prezesem Gaz-Systemu Pogoni

Marcin Gigiel: Grał pan już kiedyś w meczu, w którym na parkiecie w jednej z drużyn został tylko jeden nominalny rozgrywający?

Paweł Biały: Oczywiście, że tak. Występowałem w Pogoni, gdy w końcówce lat 90. ten klub umierał. W zespole było wtedy może ze dwóch liderów. Przegrywaliśmy wysoko każdy mecz, ale gdzieś tam się pokazywaliśmy. Pamiętam doskonale te czasy, podobnie jak Kuba Blejsz czy Rafał Rojek. Mam nadzieję, że nigdy już tak w Szczecinie nie będzie i piłka ręczna cały czas będzie się u nas rozwijać.

Jest jakiś sposób, by rozwiązać problem z deficytem rozgrywających?

- Minął okres transferowy, więc nie mamy praktycznie żadnych możliwości. Ale są też dobre wiadomości. Jest duża szansa, że na fazę play-off zdąży wrócić Mateusz Zaremba. Szybciej, niż pierwotnie przewidywano, do pełnej sprawności powinien dojść Paweł Krupa.

W sztabie szkoleniowym Pogoni nie brakuje uznanych w przeszłości zawodników. Może trzeba namówić dyrektora sportowego Piotra Przybeckiego do powrotu na parkiet?

- Piotrek pod względem sportowym jak najbardziej nadaje się do gry, ale nie pozwalają mu na to problemy zdrowotne. W najbliższym czasie czeka go operacja. Zresztą nie wiem, czy po tylu latach występów w Bundeslidze byłoby mu to potrzebne. Widzę to na swoim przykładzie, gdy wychodzę na parkiet i pomagam chłopakom. Jeśli mecz mi wyjdzie, to parę osób powie, że fajnie grałem. Ale gdy coś się nie uda, to od razu pojawia się tylu "mądrych" ludzi, którzy wiedzą najlepiej, jak moja gra powinna wyglądać. Ja się z tym pogodziłem, ale ciężko występuje się pod taką presją. Nie chciałbym, żeby Piotrek też musiał czytać takie komentarze o sobie. Ja z premedytacją się na to zgodziłem, bo uważam, że mam dość twardą skórę. Nie rusza mnie to.

W kontekście ostatnich kontuzji dziwi rozwiązanie za porozumieniem stron kontraktu z Siergiejem Szyłowiczem.

- O rozwiązaniu umowy zdecydowaliśmy jeszcze przed pechowym meczem z Piotrkowianinem. To jednak niewiele by zmieniło. Siergiej tak naprawdę głową był już zupełnie gdzie indziej. U nas okrzepł, zobaczył, że fajnie gra i jest jednym z lepszych rozgrywających w polskiej lidze. Po udziale w mistrzostwach Europy dostał propozycję z zespołu z Ligi Mistrzów [Metalurga Skopje - red.]. Postanowił z niej skorzystać, a mieliśmy z nim wcześniej pewne ustalenia. Mam nadzieję, że w nowym klubie będzie sobie dobrze radził. My musimy skupić się na budowaniu drużyny i nie zastanawiać się, kto u nas w przeszłości grał. Być może przyjdzie jeszcze kiedyś ktoś lepszy od Siergieja. A może będziemy próbować innych rozwiązań taktycznych. Z Łukaszem Gierakiem, Wojciechem Jedziniakiem czy Pawłem Krupą na prawej połówce.

Możliwość rozwiązania umowy w przypadku otrzymania propozycji z lepszego klubu była zapisana w jego kontrakcie?

- Nie. To było na zasadzie dżentelmeńskiej umowy. Jeżeli zawodnik dostaje propozycję z klubu TOP 16 Ligi Mistrzów, to trudno go zatrzymać. Oczywiście możemy trzymać się zapisów w kontrakcie, próbować go zatrzymać na siłę, ale myślę, że nie o to chodzi. Wyznajemy podejście, że z niewolnika nie ma pracownika. Mając takie propozycje, Siergiej i tak by od nas odszedł w czerwcu.

To jedyny powód? Wiele osób doszukuje się w odejściu reprezentanta Białorusi przyczyn finansowych.

- Nie, finanse nie były powodem odejścia Siergieja. Mamy swoje problemy z płynnością finansową, ale to nie było podstawą rozwiązania kontraktu. Wiem, że ludzie w internecie bardzo dużo na ten temat piszą, ale nie mają żadnej wiedzy. Wydaje mi się, że wielu z nich bardzo lubi niszczyć, zamiast budować. Ja się do tego przyzwyczaiłem i nie czytam takich komentarzy. Znajomi donoszą mi jednak, co się wypisuje. Te pieniądze, które zaoszczędzimy na kontrakcie Siergieja, wykorzystamy w przyszłości na inne wzmocnienie. Cały czas rozglądamy się za nowymi zawodnikami. Np. musimy poszukać zastępcy Michała Bruny, który nie może grać całego meczu.

Mówi pan o problemach z płynnością. Czyli macie jakieś zaległości finansowe?

- Tak, delikatne są. Ale myślę, że oprócz Vive podobne problemy ma chyba każdy klub w Polsce. To są jednak wewnętrzne sprawy klubu i zawodników. Wytaczanie tego tematu na forum publicznym nie ma sensu.

Mimo ogromnych kłopotów kadrowych we wtorkowym meczu z Vive potrafiliście w wielu momentach podjąć walkę z najlepszą drużyną w Polsce.

- Cieszę się z tego przede wszystkim ze względu na kibiców. Mieliśmy transmisję telewizyjną, wypełnioną halę i nie chcieliśmy przegrać 30 bramkami. A przecież tak też mogło się zdarzyć. Przed meczem zastanawialiśmy się, co możemy zrobić, by napsuć rywalom krwi. Wiadomo, że Vive to zupełnie inny poziom. Bardzo fajnie, że wyszliśmy na parkiet i podjęliśmy z nim walkę. Wojtek Zydroń i Wojtek Jedziniak nie wystraszyli się rywali, gdy przyszło im grać na rozegraniu. Pokazaliśmy charakter. Było nam też trochę łatwiej, bo bardzo luźno podeszliśmy do meczu. Niczego nie musieliśmy. Oczywiście będziemy teraz dążyć do tego, żeby w następnych spotkaniach grać bardziej poukładaną piłkę.

Czyli mimo tych wszystkich przeciwności losu z optymizmem patrzy pan w przyszłość?

- Oczywiście. Mamy dobre trzecie miejsce, gramy fajną piłkę. Odbudowaliśmy szczypiorniak w Szczecinie, promujemy miasto i sponsorów. W ubiegłym roku były troszkę inne kłopoty niż teraz. Nie mieliśmy żadnych problemów finansowych, ale gorzej radziliśmy sobie na parkiecie. Powiem szczerze, że gdybym miał wybierać, zdecydowałbym się na obecną sytuację. Czyli delikatne problemy z płynnością, które w najbliższych tygodniach powinny się unormować. Mam nadzieję, że w następnym sezonie wszystkie aspekty funkcjonowania klubu będą już na najwyższym, profesjonalnym poziomie.

Więcej o:
Skomentuj:
Prezes piłkarzy ręcznych Pogoni: Trudno zatrzymać zawodnika, który dostaje ofertę z TOP 16 Ligi Mistrzów
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX