Maja Ognjenović z Chemika: Dziesięć dni to stanowczo za dużo. Wolałabym zagrać nawet pojutrze

Wrocławianki wyczyniały prawdziwe cuda w obronie. Czasami wyjmowały piłki, które wydawały się wręcz niemożliwe do podbicia - chwaliła rywalki po dwóch finałowych meczach Maja Ognjenović, była zawodniczka Impelu, a obecnie rozgrywająca Chemika Police.
Mimo dobrej gry w obronie Impel dwukrotnie przegrał w Policach. Chemikowi do mistrzowskiego tytułu brakuje już tylko jednego zwycięstwa. Poszuka go na parkiecie we Wrocławiu, gdzie 24 kwietnia zaplanowano kolejne finałowe spotkanie.

Rozmowa z rozgrywającą Chemika Police

Maciej Żmudzki: W niedzielę wygrałyście 3:0, ale sety były bardzo zacięte. W poniedziałek większe różnice punktowe, ale za to jedna partia stracona. Które spotkanie było dla was trudniejsze?

Maja Ognjenović: Wydaje mi się, że nieco ciężej było w meczu numer dwa. Wiedziałyśmy, że po pierwszej przegranej przeciwniczki się nie poddadzą i spróbują nas przycisnąć. Na szczęście udało nam się rozegrać dwa naprawdę dobre sety i choć czasami musiałyśmy gonić wynik, to ostatecznie jednak zeszłyśmy na przerwę z wynikiem 2:0.

10-minutowa przerwa po raz kolejny wybiła was z rytmu. Dlaczego?

- Może wróciłyśmy na parkiet nieco zbyt zrelaksowane? Nie wiem, dlaczego tak się dzieje. W nasze szeregi wkrada się chyba jakieś rozluźnienie i to przeszkadza nam w grze. Najważniejsze jednak, że w czwartym secie znów grałyśmy swoją siatkówkę i pokazałyśmy prawdziwą siłę Chemika Police. Podsumowując, jesteśmy bardzo szczęśliwe, że udało się nam zapisać na koncie drugie zwycięstwo.

Który element zaimponował pani najbardziej w ekipie przeciwniczek?

- Zdecydowanie ich gra obronna. W obu meczach wyjmowały piłki, które wydawały się momentami wręcz niemożliwe do podbicia. W zeszłym sezonie grałam we Wrocławiu, więc dobrze znam tę drużynę. Ich trener kładzie wielki nacisk na grę w defensywie i w dwóch pierwszych spotkaniach finałowych można było zauważyć, że ten zespół poczynił kolosalne postępy.

Co powiedział wam trener Cuccarini po pierwszym spotkaniu? Był całkowicie zadowolony z występu, czy miał jakieś konkretne uwagi?

- Był zadowolony, ponieważ udało nam się wygrać w stosunku 3:0. Sety były bardzo zacięte, a w trzeciej partii zostałyśmy zmuszone do odrabiania 6-punktowej straty. Ta sztuka nam się udała, więc trener był usatysfakcjonowany. Nie znaczy to jednak, że nie miał żadnych uwag co do naszej gry. Przed drugim pojedynkiem dużo mówił o zagrywce, ponieważ ten element nie funkcjonował najlepiej. W pierwszym spotkaniu Impel bardzo dobrze przyjmował i dlatego szkoleniowcowi tak zależało na tym, żebyśmy nieco utrudniły im sprawę serwisem. W mojej opinii wywiązałyśmy się z tego całkiem nieźle i nasza zagrywka funkcjonowała lepiej niż w niedzielę.

Czy uważa pani, że obecny skład Chemika miałby szansę w rozgrywkach Ligi Mistrzyń, czy niezbędne będzie sprowadzenie do drużyny kilku nowych twarzy?

- Wydaje mi się, że jest jeszcze nieco za wcześnie na takie rozważania. Na razie skupiamy się na finałowej rywalizacji z Impelem i nie myślimy jeszcze o Lidze Mistrzyń. Patrząc jednak na to, jakie drużyny grają obecnie w pucharach, uważam, że w tym składzie mogłybyśmy się pokusić o zwycięstwo z niektórymi z nich. Przez cały sezon prezentowałyśmy się naprawdę dobrze i choć do perfekcji jeszcze kawałek, to należy pamiętać, że dotąd przegrałyśmy w sezonie zaledwie dwa mecze, a to o czymś świadczy. Wracając do pytania o nowe twarze w zespole - kompletnie się tym nie zajmujemy. Te rzeczy pozostają w gestii zarządu i to konkretni ludzie będą decydowali o tym, co wydarzy się w przyszłym sezonie.

Chemik jest w gazie, Chemik wygrywa i Chemik musi czekać aż 10 dni na kolejny mecz. Uważa pani, ze to za długo i wolałybyście zagrać np. pojutrze?

- Zdecydowanie tak! 10 dni pauzy to stanowczo za dużo. Oczywiście, przyda się jakaś regeneracja i odpoczynek przed wyjazdem do Wrocławia, ale dlaczego aż tak długi? Prowadzimy 2:0, jesteśmy blisko celu i nie mam wątpliwości, że ten czas oczekiwania na kolejne starcie będzie się teraz bardzo dłużył. Dostaniemy krótkie wolne z okazji świąt, a później już tylko treningi, treningi i jeszcze raz treningi. Nic na to jednak nie poradzimy, więc musimy uzbroić się w cierpliwość i czekać. Ważne, abyśmy wykorzystali tę przerwę właściwie, odpowiednio się przygotowali i wywalczyli trzecie zwycięstwo.