Magdalena Śliwa: Indywidualności są zdecydowanie po stronie Chemika

Myślę, że policzanki nie będą miały problemu ze zwycięskim zakończeniem rywalizacji - mówi utytułowana rozgrywająca o finałowej walce z Impelem Wrocław.
Magdalena Śliwa jest obecnie siatkarką Budowlanych Łódź. W latach dziewięćdziesiątych była zawodniczką Chemika, który rządził wówczas na polskich parkietach. W jego barwach dwukrotnie cieszyła się z mistrzostwa i zdobyła trzy Puchary Polski. Teraz, podobnie jak w 1995 roku, policzanki znów mogą sięgnąć po dublet. W finale fazy play-off prowadzą z Impelem Wrocław 2:0, w rywalizacji do trzech zwycięstw. Następne spotkanie we Wrocławiu 24 kwietnia.

Rozmowa z byłą rozgrywającą Chemika Police

Marcin Gigiel: Komu kibicuje pani w rywalizacji o mistrzostwo Polski?

Magdalena Sliwa: Bliżej mi oczywiście do Polic, niż do Wrocławia, więc kibicuję Chemikowi. Ale niech wygra lepszy.

Uważa pani, że jest jeszcze coś w stanie przeszkodzić Chemikowi w sięgnięciu po 19 latach po kolejny złoty medal?

- Myślę, że policzanki nie będą miały problemu ze zwycięskim zakończeniem rywalizacji. Po dwóch wygranych przed własną publicznością są w bardzo dobrej sytuacji i staną teraz przed dużą szansą, by we Wrocławiu zapewnić sobie mistrzostwo. Choć oczywiście to jest sport i wszystko jest jeszcze możliwe.

10-dniowa przerwa między drugim a trzecim meczem może zmienić obraz tej rywalizacji?

- Przerwa pozwoli drużynie przegrywającej przeanalizować błędy i lepiej przygotować się do następnych spotkań. Prowadzący zespół może natomiast ulec zbytniemu uspokojeniu. W Chemiku są jednak zbyt doświadczone zawodniczki, które doskonale wiedzą, o co grają. Zresztą teraz przed nami przerwa świąteczna, więc siatkarki obu drużyn będą miały czas, by naładować akumulatory podczas spotkań z rodzinami. Pod względem psychologicznym bardzo im się to przyda przed dalszą rywalizacją.

Jest w ogóle jakiś element siatkarski, w którym Impel jest lepszy od Chemika?

- Indywidualności są zdecydowanie po stronie Chemika. Impel musi przeciwstawić im grę zespołową. Tylko dobra forma całej drużyny wrocławianek może pozwolić im nawiązać walkę z policzankami.

Jak jako rozgrywająca ocenie pani rywalizację dwóch doświadczonych specjalistek w tym fachu: Mai Ognjenović z Chemika i Frauke Dirickx z Impelu?

- Maja gra dużo ciekawszą siatkówkę od swojej przeciwniczki na tej pozycji. Atuty na rozegraniu są po stronie Chemika.

Podopieczne Giuseppe Cuccariniego w tym roku przegrały tylko dwa mecze. Czy to policzanki są tak dobre, czy ta liga tak słaba?

- Chemik ma naprawdę bardzo dobry skład i to dlatego ich przewaga jest tak duża. W innych drużynach nie ma tylu zawodniczek, które od lat grają w pierwszych składach swoich drużyn, walcząc o najwyższe cele. W Policach udało się zebrać takie siatkarki i to teraz procentuje.

Kiedy Chemik sięgał po złoto z panią w składzie, filozofia budowania drużyny była trochę inna. Nie była to wtedy drużyna doświadczonych, utytułowanych siatkarek.

- Kiedy przyszłam do drużyny, były tam już zawodniczki, które wywalczyły z Chemikiem awans do I ligi. To one stanowiły bazę zespołu, który sięgnął później po Puchar Polski i mistrzostwo. Nie było wtedy wielu transferów i skład nie zmieniał się tak szybko. Był bardziej "swój". Mieliśmy czas, żeby dobrze poznać się z kibicami i było naprawdę fajnie.

Z drużyny "złotek", z którą zdobyła pani dwa złote medale mistrzostw Europy, na ten sezon reprezentacyjny powołana została tylko Izabela Bełcik. Następczyń na razie nie widać. Idą gorsze czasy dla polskiej żeńskiej siatkówki?

-Te powołania świadczą przede wszystkim o tym, że trener myśli perspektywicznie i zdecydował się na odmłodzenie składu. Gdyby wybrał te zawodniczki, które w styczniu walczyły o awans na mistrzostwa świata, wtedy można byłoby spodziewać się, że już w najbliższych turniejach dziewczyny będą walczyć o najwyższe cele. W tym składzie na sukcesy możemy liczyć raczej w dalszej przyszłości.