Krzysztof Kapuściński: W Błękitnych nadal jest głód wygranych

Stargardzianie byli rewelacją zakończonego sezonu II ligi. Jako beniaminek zajęli 4. miejsce i będą grać w nowej, zreformowanej II klasie rozgrywkowej.
Jakub Lisowski: Usłyszał już pan pytanie od przełożonych: Krzysztofie, coś ty zrobił?

Krzysztof Kapuściński, trener Błękitnych Stargard: [śmiech] Przecież ja tylko zrealizowałem z zespołem przedsezonowy cel. Wszyscy tu liczyliśmy, że po awansie do rozgrywek centralnych uda nam się utrzymać na takim poziomie. Chcieliśmy pozostać w II lidze. Udało się, a proszę zwrócić uwagę, że mamy w Stargardzie pewien boom na piłkę nożną. Coraz większe jest zainteresowanie klubem, modernizują dla nas nasz stadion. Tylko się cieszyć.

Wie pan, że w kolejnym sezonie będzie jeszcze trudniej i nie tylko dlatego, że połowy rywali znać nie będziecie?

- Wchodząc do II ligi, znaliśmy tylko Bytovię i Gryfa Wejherowo, więc ta znajomość nie jest aż tak istotna. Szybko się jednak rozeznaliśmy, po paru pierwszych kolejkach, w których graliśmy ładnie, często efektownie, ale nie punktowaliśmy - wskoczyliśmy już na dobre tory. I dojechaliśmy do 4. pozycji na koniec sezonu.

A to wszystko dzięki...

- ...dobrej atmosferze w drużynie i temu, że trzon drużyny stanowią wychowankowie klubu lub piłkarze dłużej z nami związani. 80 procent składu to chłopcy ze Stargardu bądź okolic. To warto podkreślić, bo chłopcy mocno się poświęcali. Nawet jak były kryzysy, to szatnia trzymała się razem. Dodam, że trafiliśmy też z transferami. Ja indywidualnych ocen nie chcę wystawiać, ale generalnie na nikim się nie zawiodłem. Piłkarze różnie trafiali z formą - jeden miał wyższą dyspozycję na początku sezonu, a później dołek, inny odwrotnie. Ale jako zespół trzymaliśmy się dobrze. Naszą siłą byli też młodzieżowcy - np. Gutowski, Poczobut, Wojtasiak czy Fadecki. To nie były tylko uzupełnienia składu, ale oni nadawali ton naszej grze.

Nadal będzie pan twierdził, że za Błękitnymi nie stały duże pieniądze?

- Nasz budżet do najwyższych nie należał. Wystarczy powiedzieć, że klub z Polkowic, który miał podobny budżet, zimą wycofał się z rozgrywek, a my możemy się teraz cieszyć po udanej rywalizacji. Zawodnicy Błękitnych nie mieli wygórowanych kontraktów, ale wszystko mieli na czas, a przy okazji akceptowali dobrze ustalony system motywacyjny. Pieniądze były na boisku i piłkarze chętnie je podnosili.

Po takim sezonie mogą posypać się propozycje dla pana zawodników?

- Jako trener nie miałbym za złe, gdyby ktoś odszedł do wyższej ligi. Ale póki co wszyscy chcą zostać. Dobrze się tu czują, a głód wygranych nadal jest bardzo wysoki. Zmiany oczywiście będą, pożegna się z nami 3-4 piłkarzy, ale takich, co nie odgrywali znaczących ról.

A ściągnięcie kolejnych piłkarzy Pogoni?

- Zobaczymy. Współpraca z Pogonią układa się coraz lepiej, w środę graliśmy sparing z zespołem rezerw, by przetestować paru piłkarzy, a w lipcu zagramy z pierwszym zespołem. Zmiany w naszym składzie będą wymuszone też przepisem, by w nowej II lidze grali piłkarze z rocznika 1994. W klubie takich nie mamy, więc sprawdzimy chłopców z regionu, a może i z Pogoni.

Kiedy początek przygotowań?

- 30 czerwca. 5 lipca sparing z Flotą, 12 z Pogonią. I na razie tyle o okresie przygotowawczym. Czekamy na terminarz sezonu.

Rozmawiał Jakub Lisowski