Sport.pl

Oskar Fijałkowski z Błękitnych: Stracone bramki na początku gry nas prześladują

Jak to możliwe, że prowadzący do przerwy zespół ze Stargardu kończy mecz w Kołobrzegu z porażką?
- Nasza gra fajnie wyglądała, ale... mecz ma dwie połowy. W szatni ostrzegaliśmy się przed początkiem drugiej połowy, bo stracone gole na starcie nas ostatnio prześladują. I co... powtórzyło się. Ciężko to wytłumaczyć, naprawdę ciężko znaleźć sensowne wyjaśnienie - mówił pomocnik Błękitnych Stargard.

Zaraz po ostatnim gwizdu prawie cały zespół Błękitnych padł na ziemię. Piłkarze rozpaczali po przegranym, zdawałoby się wygranym, meczu.

- Na gorąco nie analizujemy tego, co się stało na boisku. Mogłyby paść niepotrzebne pretensje, wyciągnęlibyśmy złe wnioski. Potrzebujemy spokojnej analizy, rozmowy bez złości. Może faktycznie jednak za mocno w głowach uwierzyliśmy w przerwie, że już ten mecz wygraliśmy - uważa Fijałkowski.

Dla Błękitnych była to już trzecia porażka z rzędu. W poprzednim sezonie zespół też miał takie złe serie, ale wychodził z nich jeszcze mocniejszy.

- W piłkę potrafimy grać, ale z fatum nie dajemy sobie rady. Trzy porażki z rzędu, a w każdym meczu potrafiliśmy dominować na boisku i na pewno nie byliśmy tacy słabi. Nie wiem, w czym tkwi błąd. Musimy się nad tym zastanowić i wnioski wyciągnąć bardzo szybko - dodał Oskar Fijałkowski.