Kotwica poszła za ciosem. Wygrała też w Limanowej

II LIGA PIŁKARSKA. Najbardziej szczęśliwy był trener Wiesław Bańkosz, który przed laty prowadził Limanovię i przypomniał się tamtejszym kibicom.
Kołobrzeżanie w środę wygrali w dramatycznych okolicznościach z Błękitnymi Stargard (wygrali 4:3, choć do przerwy przegrywali aż 0:3) i obiecywali, że dobrą formę potwierdzą w kolejnych meczach. W niedzielę grali w Limanowej, gdzie występuje kilku znanych piłkarzy z przeszłością nawet ekstraklasową. Kotwica miała więc pewne problemy np. z Marcinem Chmiestem (niegdyś np. Legia, Arka), Maciejem Mysiakiem (jeszcze wiosną Flota, a wcześniej Pogoń) czy Dariuszem Zawadzkim (Pogoń). A początek gospodarze mieli wymarzony, bo już w 3. minucie objęli prowadzenie (Mysiak po dobitce). Ale po 30 minutach Kotwica złapała swój rytm.

Między 36. a 38. minutą zdobyła dwie bramki i z prowadzeniem schodziła do szatni. Nie popełniła błędu Błękitnych, tylko w pełni skoncentrowana wyszła na drugą połowę. Już w pierwszej kontrze goście wywalczyli rzut karny, który Jakub Poznański skutecznie zamienił na bramkę. Po 4 minutach mecz był rozstrzygnięty, gdy Bartosz Soczyński trafił głową po rzucie wolnym. Ale jeszcze przed końcem goście zdobyli kolejne dwie bramki

Limanovia Limanowa - Kotwica Kołobrzeg 1:5 (1:2)

Bramki. Limanovia: Mysiak (3.). Kotwica: Rydzak (36.), Mularczyk (38.), Poznański (52. - karny), Soczyński (57.), Skórecki (77.),

Kotwica: Mika - Pikuła (88. Rak), Poznański, Kokosiński, Soczyński, Rydzak, Pietras, Skórecki (84. Bułka), Mularczyk, Ropiejko (84. Biegański), Bejuk (84. Świechowski).