Sport.pl

Karol Stopa: Nie każdemu wolno tyle, ile Tomaszewskiemu

Bohdan Tomaszewski to dla mnie przede wszystkim doskonały sprawozdawca radiowy, który potrafi malować takie obrazy, jakich nikt inny nie przedstawił - mówi Karol Stopa, sprawozdawca tenisowy w Eurosporcie
Stopa od lat jest głosem Pekao Szczecin Open. Także w tym roku przyjechał do nas już w poniedziałek, mimo że w nocy z poniedziałku na wtorek był rozgrywany finał US Open. - Zawsze marzyłem o tym, by komentować finał turnieju wielkoszlemowego, w którym grać będą tenisiści spoza wielkiej czwórki [Novak Djoković, Rafael Nadal, Roger Federer i Andy Murray], ale obiecałem organizatorom być tutaj, i jestem - wyjaśnił. - Witold Domański był nawet zaskoczony, że nie zostaję na finale.

Potem się okazało, że poziom meczu finałowego nie powalił na kolana, więc Stopie pewnie mniej żal było, że go opuścił.

W piątek kortowi centralnemu na challengerze Pekao Szczecin Open nadano imię Bohdana Tomaszewskiego. Ze Stopą rozmawiamy o tym znakomitym sprawozdawcy sportowym.

Mówi Karol Stopa

Mariusz Rabenda: Bohdana Tomaszewskiego pewnie zna pan od wielu lat. Jakie było pierwsze wrażenie?

Karol Stopa (sprawozdawca Eurosportu): Przede wszystkim Bohdan Tomaszewski kojarzy mi się z relacjami radiowym, kiedy telewizja była jeszcze w powijakach. Opowiadał barwnie, pięknym językiem, uruchamiał wyobraźnię słuchacza. Kiedyś w radiowej Trójce był taki program o dziennikarstwie sportowym. Uczestniczył w nim Tomaszewski i był też Jacek Wszoła. I tenże Wszoła mówił: "Jak pan Bohdan komentował rzut oszczepem, to potrafił to zrobić w ten sposób, że ten oszczep leciał i leciał, i leciał - jakby nigdy nie spadł".

Kiedyś można było zrobić coś takiego, że oglądało się telewizję, a słuchało relacji z tego samego meczu w radiu...

-...i wychodziło, że co innego widać, a co innego słychać. Prawda?

Czy chce pan przez to powiedzieć, że dziennikarze radiowi kłamią?

- Ubarwiają relację. Opowiadają ją w taki sposób, jak oni to widzą i odczuwają. Dlatego nie wszyscy sprawozdawcy radiowi nadają się do telewizji.

A Tomaszewski?

- Też znacznie lepiej wypadał w radiu. W telewizji nie trzeba opowiadać tego, co widz ma na obrazie. Jednak przez lata pracy z mikrofonem radiowym wyniósł sprawozdawstwo sportowe na taki poziom, do którego potem trudno było innym dorównać. Opowiadał barwnie, stosował mnóstwo przymiotników, odnosił się swoją wiedzą do historii, a językiem do tradycji słowa. Potem pojawiła się cała rzesza komentatorów, którzy chcieli być tomaszewskopodobni. Skończyło się tym, że wykoślawiali to, z czym tak doskonale radził sobie Tomaszewski.

Prof. Jerzy Bralczyk przypomina, że kilkanaście lat temu Bohdan Tomaszewski otrzymał tytuł Mistrza Mowy Polskiej.

- I słusznie, bo to wyróżnienie mu się należy. Dobrze się go słucha, nawet mimo tego, że jak mało kto Tomaszewski ma wiele wtrąceń, kiedy w czasie relacji mówi o sobie, o swoich przeżyciach, doświadczeniach, kontaktach ze sportowcami. Właściwie nie praktykuje się czegoś takiego w sprawozdaniach sportowych, ale Tomaszewskiemu wolno mówić takie rzeczy.