Wilki Morskie zadebiutują w ekstraklasie. Problemów sporo, ale walczyć trzeba

Szczecin był poza elitą koszykarzy przez 13 lat. We wtorek wróci na salony - z nowym projektem, atmosferą, halą. Rozpocznie od dość sentymentalnego spotkania.
W latach 90. szczecińscy fani koszykówki emocjonowali się występami PKK w ekstraklasie. Sukcesów wielkich nie było - raczej obrona przed spadkiem. Ale bywały mecze, które obrosły legendą, które chętnie wspomina się do dziś. W Szczecinie grało wielu świetnych obcokrajowców, ale byli też polscy gracze, którzy później odgrywali ważną rolę na krajowej (a nawet międzynarodowej) arenie. Wspomnijmy o Szymonie Szewczyku czy Przemysławie Frasunkiewiczu.

Gdy od PKK odwrócili się "morscy" sponsorzy, a miasto nie było skore do finansowej pomocy (co dziś jest normą), klub wpadł w problemy. Spadł z ekstraklasy w 2001 r. Tamten sezon pamięta jeszcze Maciej Majcherek - wtedy wprowadzany do drużyny junior, a dziś kapitan Wilków. Do szczecińskiego zespołu mógł tego lata trafić Szewczyk, ale ostatecznie wylądował w AZS Koszalin i już w pierwszym występie zaliczył double-double (13 punktów, 11 zbiórek). Wspomnijmy też Marka Łukomskiego. Młody rozgrywający w jednym ze spotkań zaliczył triple-double (po minimum 10 punktów, zbiórek i asyst w meczu), co do dziś jest przypominane. Takie osiągnięcie to rzadkość w koszykarskich meczach.

Kim teraz zaimponują Wilki Morskie? Klub powstał na bazie rozpadającego się PKK (później nazywanego SKK, STK), a gdyby nie duża pomoc sponsora - pewnie nie wydostałby się z II ligi. Dziś jest w ekstraklasie. Obrał drogę na skróty, bo nie wywalczył awansu w sportowej walce, ale wykupił latem tzw. dziką kartę. Nie on jeden - liga w sumie uzupełniła swoje szeregi piątką debiutantów (Kutno wywalczyło awans z I ligi, Szczecin, Toruń, Dąbrowa Górnicza i Lublin wykupiły dzikie karty). Najważniejsze, że w tej elicie Wilki są. Przygotowania zespołu prowadzone były od dwóch miesięcy, sparingi wypadały nieźle, ale wielkim kłopotem były kontuzje zawodników. Trudno więc realnie ocenić formę i siłę drużyny. Na pewno nie pokaże to również wtorkowy mecz. Z ocenami trzeba będzie wstrzymać się do 7. kolejki.

Na pierwszy ogień - Śląsk Wrocław. Ekipa, która rządziła na polskiej scenie, gdy PKK dołowało. Złoty okres wrocławian też jednak dobiegł końca, a zespół w końcu wycofano z rozgrywek. Odradzał się w ostatnich latach, przed rokiem awansował do elity (pomagali w tym Marcin Flieger i Paweł Kikowski - obecnie związani z Wilkami), w ostatnim sezonie sięgnął nawet po Puchar Polski.

I to właśnie wrocławianie będą faworytami wtorkowego meczu. Ich przygotowania przebiegały spokojnie, drużyna dobrze zaprezentowała się w Superpucharze [70:85 w Zgorzelcu], a teraz czeka na zwycięski start. We Wrocławiu chcą wrócić na szczyt - potrzebują na to 2-3 sezonów. W Szczecinie ten debiutancki sezon ma być przetarciem, okrzepnięciem. Drużyna będzie walczyć o ósemkę (play-offy), ale taki sam cel mają wszystkie ekipy.

Dziś szczecińska drużyna przystąpi do meczu osłabiona. Kontuzję kolana leczy Zbigniew Białek (najlepszy gracz w I lidze), a treningi ledwo co wznowili Marcin Sroka i Witalij Kowalenko.

Mecz Śląsk - Wilki Morskie we wtorek o godz. 19.