Giuseppe Cuccarini: Chemik może być jeszcze lepszy niż jest

Tylko mecze Ligi Mistrzyń pokazują, na jakim miejscu w Europie znajduje się obecnie Chemik Police - podkreśla włoski trener najlepszej drużyny Pomorza 2014 r.
Włoski szkoleniowiec do Polic przybył na początku stycznia roku 2014. Klub zwolnił Mariusza Wiktorowicza i pojawiało się wiele głosów mówiących, że zmiana jest pochopna, a sama osoba Cuccariniego nie daje gwarancji sukcesów. Po 12 miesiącach pracy 56-latka wiadomo, że działacze trafili w "dziesiątkę". Cuccarini nie tylko wygrał z drużyną wszystko, co tylko było do wygrania w Polsce (mistrzostwo, Puchar i Superpuchar Polski), ale też udanie wprowadził zespół w tegoroczne rozgrywki Ligi Mistrzyń.

Po trzech kolejkach w "grupie śmierci" policzanki zajmują pozycję lidera i są na dobrej drodze, by wywalczyć awans do fazy pucharowej tych prestiżowych rozgrywek. W kraju - Chemik "leje" wszystkich i powinien obronić trofea.

Rozmowa z trenerem Chemika

Maciej Żmudzki: Zaczarował pan ligowych przeciwników, że ci nie potrafią pokonać pańskiej drużyny...

Giuseppe Cuccarini: Mam głęboką nadzieję, że dalej będzie tak samo! Prawda jest jednak taka, że każdy kolejny mecz może naszą serię zakończyć, więc nie ma co o tym myśleć. Jesteśmy usatysfakcjonowani wynikiem, ale skupiamy się przede wszystkim na realizacji celów, które przed sobą postawiliśmy. Najważniejsze jest jednak to, że to nie Giuseppe Cuccarini jest niepokonany, a cały zespół - zawodniczki, klub i wszyscy, którzy nam pomagają na co dzień.

Po roku w Polsce ma się pan czym pochwalić.

- Podsumowując rok 2014, mogę użyć polskiego słowa "świetnie"! Wynik wziął się z warunków pracy, ponieważ czuję, że zawodniczki - zarówno obecne, jak i te, które były tu w poprzednim sezonie - za mną podążają. Słuchają mnie, wykorzystują moje wskazówki i są naprawdę zaangażowane. Gdy podpisywałem kontrakt, wiedziałem, że ta drużyna ma ogromny potencjał. Od tamtego czasu staram się go w pełni rozwinąć i dlatego stale pracujemy nad poprawą pewnych elementów. Jestem usatysfakcjonowany efektami, ale - podkreślam - zawsze można być lepszym, niż jest się obecnie.

Jak ocenia pan naszą ekstraklasę na tle innych lig, w których pracował?

- Liga włoska jest dużo bardziej wyrównana. Tam wszystkie drużyny grają na zbliżonym poziomie i każdy może wygrać z każdym. W Polsce ten podział jest dużo bardziej widoczny. Czołowe zespoły z Polski i Włoch reprezentują podobny poziom. Za to w Turcji czołówka jest mocniejsza od polskich ekip, ale pozostałe ekipy grają na niższym poziomie niż te z Orlen Ligi.

Proszę opisać pierwsze pana przemyślenia po losowaniu grup LM.

- Trafiliśmy do bardzo trudnej grupy, ale zwątpienia nie było. Liga Mistrzyń to naprawdę wyjątkowe rozgrywki, z najlepszymi drużynami. Awansować można z pierwszego, drugiego, a nawet trzeciego miejsca, więc mogę śmiało powiedzieć, że nie liczą się dla mnie jedynie osiągane wyniki. Równie ważne są też poszczególne występy moich zawodniczek. Siła rywali pozwala nam lepiej określić poziom, na jakim się obecnie znajdujemy w Europie. Na półmetku grupowych zmagań mogę powiedzieć, że wygląda to naprawdę nieźle. Przed nami druga połowa fazy grupowej, która wcale nie będzie łatwiejsza. Zawodniczki solidnie pracują, dają z siebie po 100 proc. na każdym treningu i dlatego mogę powiedzieć, że do rundy rewanżowej przystąpimy pewni własnych umiejętności.

Podstawowym celem w Europie jest dotarcie do Final Four?

- Tak, właśnie takie zadanie wyznaczyło kierownictwo klubu, a ja się go świadomie podjąłem. Moim trenerskim celem jest, by drużyna w każdym meczu grała najlepiej jak tylko potrafi.

Uważa pan, że jest obecnie lepszym trenerem niż rok temu?

- Oczywiście. W tym fachu rozwijamy się każdego dnia. Jeśli tego nie robisz - zostajesz w tyle. Ja mam ten przywilej, że pracuję z grupą naprawdę świetnych zawodniczek. Mam wrażenie, że nie tylko one uczą się czegoś ode mnie, ale także ja uczę się czegoś od nich.

Czego nauczyły pana siatkarki Chemika Police?

- Trudno wskazać konkretną rzecz, ponieważ to nie jest matematyka, gdzie za pomocą liczb i znaków można wszystko uszczegółowić. Chodzi raczej o sam fakt codziennego funkcjonowania i wspólne rozwijanie drużyny oraz klubu.

U której z zawodniczek widać największy postęp?

- Mówiąc szczerze, nie wiem. Widzę ogólną prawidłowość - dziewczyny zyskały odpowiednią pewność siebie. Nie tyczy się to wyłącznie ich samych, ale też siły drużyny, koleżanek z boiska. Ten aspekt się poprawił i widzę, że są pod tym względem mocniejsze niż były przed rokiem. To jednak coś absolutnie normalnego, ponieważ każda drużyna potrzebuje czasu na poznanie się i odkrycie własnego potencjału. Nie widzę jednej zawodniczki, która wysunęłaby się przed resztę i poprawiła swoją grę w największym stopniu. Widzę zespół.

Jakie jest pana trenerskie marzenie?

- Tak naprawdę ono się właśnie spełnia. Od dziecka marzyłem o pracy w takim charakterze, od wielu lat prowadzę zespoły, które prezentują bardzo wysoki poziom i to jest coś wspaniałego, rewelacyjnego. Mam jednak marzenie, a raczej życzenie, by dalej pracować właśnie w takich warunkach, gdzie wszyscy czują się komfortowo i mają do siebie zaufanie.

Myślałem, że w kontekście marzeń wspomni pan coś o ulubionej AS Romie. Niedawno odpadł z Ligi Mistrzów i zagra teraz w Lidze Europy.

- Jestem fanem zespołu, ale nie starcza mi czasu na śledzenie wszystkich wyników, więc i nie potrafię nawet powiedzieć, z kim przyjdzie im się zmierzyć w najbliższych meczach LE. Moja sympatia sprawia, że nie zachowuję obiektywności i twierdzę, że Roma wygra te rozgrywki.

Tegoroczny finał Ligi Europy odbędzie się w Warszawie.

- Nie wiedziałem! Jeśli tylko nie będzie to kolidowało z meczami Chemika, to pojadę tam na 100 procent.

27 maja...

- Jeśli tak, to przyjadę specjalnie z Włoch!

Jakimi zasadami kieruje się pan prywatnie?

- Najważniejszy jest szacunek, bo bez niego nie da się funkcjonować. Respektuję innych ludzi i tego samego zawsze wymagam od drugiej strony.

Co najbardziej podoba się panu w Polsce?

- Poznałem tu wielu wspaniałych ludzi i to właśnie ich chciałbym w tym miejscu wyróżnić. Łatwo nawiązuje się u was kontakty i jeśli mam być szczery, to nie znalazłem jeszcze w tym kraju niczego, co mogłoby mi przeszkadzać. Polska to dobre miejsce do życia.

Proszę wymienić ulubione miejsca w Szczecinie.

- Mój dom! Podoba mi się też kilka tutejszych restauracji oraz spacery po parkach. Nie potrafię wprawdzie wymienić ich nazw, ale gdy tylko mam wolny czas, to bardzo chętnie korzystam z uroków natury. Do tej listy należy dodać także Jezioro Głębokie oraz Arkonkę. Tam też można mnie często spotkać.

Polskie menu to...

- Pierogi. Kiedyś spróbowałem i muszę przyznać, że naprawdę mi podpasowały.

Przed panem pierwsze święta Bożego Narodzenia w Polsce.

- W Polsce i we Włoszech ten wyjątkowy czas świętowania jest ściśle powiązany z religią i przeżyciami duchowymi. Cieszę się, że będę mógł spędzić te święta w gronie najbliższych właśnie tu.

W Turcji czy Azerbejdżanie było trudniej o odpowiednią atmosferę świąt?

- Tam było zupełnie inaczej. Z powodu różnic religijnych w Turcji Boże Narodzenie po prostu nie jest obchodzone. Na szczęście w klubie nie robiono mi żadnych problemów i zawsze mogłem wrócić na święta do domu i spędzić je w gronie rodzinnym we Włoszech.

Jakie ma pan plany sylwestrowe?

- Spokojne. Zostaję w Szczecinie, ponieważ przed nami ligowe spotkania, a w Nowy Rok mamy zaplanowany trening. Nie możemy sobie pozwolić na zbyt długą przerwę w zajęciach.

Czego można panu życzyć na święta oraz na cały nowy rok?

- Chciałbym te życzenia skierować w stronę zawodniczek, sztabu oraz wszystkich zaangażowanych w życie klubu. Byłoby wspaniale, gdybyśmy mogli przeżyć wspólnie kolejny tak udany rok. Mam nadzieję, że będziemy dobrze grać, spełnimy oczekiwania wszystkich kibiców i wygramy wszystko, co tylko będzie do wygrania.

ROZMAWIAŁ MACIEJ ŻMUDZKI



GIUSEPPE CUCCARINI

Urodził się 29 marca 1958 r. w niewielkiej miejscowości Citta di Castello w środkowej części Włoch. W trakcie przygody szkoleniowej prowadził m.in. włoskie Giannino Pieralisi Volley, Vincenzę Volley i Volley Bergamo. Pracował też w Turcji (Eczacibasi Stambuł) i Azerbejdżanie (Lokomotiw Baku). Sukces: mistrzostwo i puchar Włoch, mistrzostwo i puchar Turcji, Final Four LM z Eczacibasi.

Przygodę w Polsce Cuccarini rozpoczął... za trzecim podejściem. W 2007 r. bezskutecznie walczył o funkcję selekcjonera żeńskiej kadry narodowej (przegrał z rodakiem Marco Bonittą), a w 2010 r. był przymierzany do stanowiska trenera Aluprofu Bielsko-Biała. Klub zdecydował się jednak kontynuować współpracę z Mariuszem Wiktorowiczem. Na początku stycznia 2014 r. szkoleniowiec objął funkcję trenera Chemika zastępując... Wiktorowicza.