Sport.pl

To nie był dzień Wilków Morskich. Niestety, kolejny raz w tym sezonie

EKSTRAKLASA KOSZYKARZY. Wydawałoby się, że rywal do ogrania, a dyspozycja szczecinian coraz lepsza. Boiskowe wydarzenia szybko weryfikują przedmeczowy optymizm.
- Wygramy. Jestem pewien, że wygramy - mówił Krzysztof Król dwa dni przed meczem.

- Oby, ale będzie ciężko - odparłem.

- Coś czuję i widzę też na treningach, że to będzie mecz pod naszą kontrolą - stwierdził szef szczecińskiego klubu. Po chwili wsparł się dyrektorem Rafałem Rajewiczem. - Nie będzie to łatwe spotkanie, ale wygramy je - mówił dyrektor.

Sobotniego spotkania obawiałem z jednego względu - Wojciech Wieczorek i jego Dąbrowa ma jakiś niesamowity patent na sukcesy na Pomorzu Zachodnim. Wygrywali w Stargardzie ze Spójnią, wygrywali z AZS Radeksem Szczecin, mieli sposób na Wilki w I lidze.

- Zobaczy pan, że Uros Nikolić [zatrudniony w tygodniu serbski środkowy] zrobi różnicę pod deskami, a swoje w ataku zrobimy - przekonywał Król.

Ten mecz miał być nie tylko drugim zwycięstwem z rzędu w ekstraklasie, długo wyczekiwanym sukcesem w Szczecinie (wcześniej udało się tylko raz wygrać w Arenie), ale miał również otworzyć drogę do play-offów. O ambitnych celach w klubie nikt nie zapomniał mimo kiepskiej postawy w I rundzie. Ale Dąbrowa miała identyczne zapatrywania i miała też trochę więcej determinacji.

Do przerwy na remis - częściej prowadzili goście, ale Wilki nie pozwalały na zbyt wiele. Tyle że swojego dnia nie miał Trevor Releford, który nie radził sobie z szybkim Kenem Brownem. Także niezły w sumie Nikolić (15 punktów i 8 zbiórek) nie zdominował stref podkoszowych. Wystarczy powiedzieć, że trzykrotnie był zablokowany, a to dużo. Goście w sumie 9 razy zablokowali rzuty szczecinian, co także świadczy o ich lepszej defensywie.

Pewnie wygraliby z większym luzem, gdyby nie Releford i jego popis w trzeciej kwarcie. W szatni musiał dostać nakaz, by rzucał i nie bał się przeciwników. Posłuchał, trafił 5 trójek, ale nawet to nie pozwoliło szczecinianom uciec na większą przewagę. Goście grali zbyt dobrze, choć ich środkowi niczym groźnym nie dysponowali, a w drużynie nie mieli wybitnego strzelca. To jednak Brown i Myles McKay rozstrzygnęli spotkanie w ostatnich minutach meczu. Obaj zachowali najwięcej energii i spokoju na końcówkę, wybronili trzy-cztery kluczowe akcje gospodarzy (wciąż nacechowane chaotycznością), a w ataku byli nie do zatrzymania. A gdy czuli, że nie trafią - podawali do Daltona Peppera, który też zdobywał ważne punkty.

I rundę Wilki zakończyły z bilansem 4 zwycięstw i 11 porażek. Bilans słaby, dający miejsce w ogonie tabeli. Spadek szczecinianom nie grozi, bo elita jest kontraktowa, ale play-offy raczej też już nie. W II rundzie może być lepiej, bo większość spotkań szczecinianie zagrają u siebie, ale podejmą m.in. całą czołówkę. Bez lepiej ułożonej gry w ataku pozycyjnym poprawy nie będzie.

King Wilki Morskie Szczecin - MKS Dąbrowa Górnicza 80:86

Kwarty: 19:20, 20:21, 22:21, 19:24

WM: Releford 20, Nikolić 15, Kikowski 14, Flieger 12, Rosario 10, Kowalenko 9, Bojko 0, Larson 0.