Sport.pl

Adrian Struzik, trener szczypiornistek Pogoni: Ten zespół cały czas się rozwija i pozytywnie zmienia

Szczecinianki w niedzielny wieczór zremisowały na swoim parkiecie z wicemistrzyniami Polski z Lubina. Mogły wygrać, bo rywalki nie były w najwyższej dyspozycji i szybko też straciły pierwszą rozgrywającą Karolinę Semeniuk-Olchawę. Mogły też jednak przegrać, bo zmarnowały mnóstwo dobrych okazji. Remis nikogo szczególnie nie ucieszył.
Jakub Lisowski: W trakcie spotkania raczej spokojnie reagował Pan na grę swojego zespołu?

Adrian Struzik: Wierzyłem w swój zespół. Wiem, co robimy na treningach, jakie są relacje między samymi zawodniczkami i wiem też, że jak trener zaczyna mocniej skakać, krzyczeć, tupać, to może narobić dużo więcej szkody niż pożytku. W końcówce trzeba było być jednak trochę bardziej krzyczącym, by utrzymać skupienie w zespole.

W końcówce Zagłębie zmieniło ustawienie obrony, ściśle kryjąc dwie nasze zawodniczki. Nie chciał pan na ostatnie minuty też zaproponować czegoś zaskakującego?

- Wyszliśmy z jedną zawodniczką wysuniętą do przodu, by ograniczyć pole gry Kai Załęcznej, bo ta zawodniczka w końcówce mocno nas karała. Uważam, że dzięki temu uratowaliśmy remis. Pozostałe zawodniczki nie sprawiały nam tylu problemów, więc nie było potrzeby krycia indywidualnego.

Dopadliście lubinianki na 20 sekund przed końcem...

- I jestem zadowolony z remisu, bo widać było determinację w moim zespole. Podnieśliśmy się w trudnym momencie, w samej końcówce, gdy rywalki prowadziły dwoma bramkami. Po tylu zmarnowanych sytuacjach stuprocentowych nadal wierzyliśmy, że możemy ten mecz wygrać. To było bardzo ważne.

Za dużo było tych pudeł w dobrych sytuacjach. Z czego to wynikało? Za mało treningów w Arenie, strach przed bramkarką Zagłębia?

- Trenujemy tyle, ile możemy. Chyba nie ma co na to zrzucać odpowiedzialności. Przyczyny szukam w głowach zawodniczek. Pojedynek sam na sam z bramkarzem, więc trzeba podjąć szybko decyzję - co robić. A dziewczyny jeszcze wiedziały, że w bramce Zagłębia nie broniła pierwsza lepsza bramkarka, tylko reprezentantka Polski, z ogromnym doświadczeniem ligowym i masą medali na koncie.

Gorące głowy?

- Nie nazwałbym tego tak. Kwestia podjętych decyzji, ale pracujemy nad tym, by ich efekty były jeszcze lepsze. Myślenie pozytywne, myślenie zwycięzcy - my wciąż przechodzimy przez tę naukę. To musi potrwać.

Kiedy więc doczekamy się zwycięstwa Pogoni nad zespołem z czołówki w meczu o ligowe punkty?

- Dziwne pytanie. Nie cieszy się Pan, że zespół zremisował z mocnym przeciwnikiem, jaką pokazał determinację? W pewnym momencie mogliśmy usiąść na parkiecie, załamać się po trzech przestrzelonych karnych i iluś tam sytuacjach sam na sam. Ale my nie chcieliśmy położyć się z hasłem "nie da się". Ja doceniam to, jak funkcjonował mój zespół, to, że był ząb w naszej grze. Liga składa się z dwuczęściowej rundy zasadniczej i fazy play-offów. Co z tego, że teraz wygramy, a w ważniejszych play-offach dostaniemy 'bęcki'? Moim zdaniem idziemy w dobrym kierunku, ten zespół cały czas się rozwija i pozytywnie zmienia. W pierwszej rundzie nie mieliśmy Kasi Duran, kontuzję leczyła Gosia Stasiak, Ola Zimny nie gra z powodu urazu.

Kogo lub czego więc brakuje, by zespół był jeszcze silniejszy?

- Jeszcze większej wiary w to, że już są bardzo dobre. One zatrzymały Zagłębie, bo rywalki w pewnych momentach nie wiedziały, co zrobić z piłką. Chodzi o to, by cały czas pamiętały o tym, że są dobre, a przede wszystkim wtedy, gdy oddają rzuty. Muszą na parkiecie uruchamiać tę mentalność zwycięzcy, mordercy i wykorzystywać okazje do rzucenia bramek. My je tworzymy, więc ta nauka nie będzie trwała wiecznie.

Boję się, że jak w rundzie zasadniczej drużyna nie pokona przeciwnika z topu ligi, to tej mentalności zabraknie na najważniejsze spotkania.

- Spokojnie, my nad tym pracujemy i wygramy. Jesteśmy już megamocnym zespołem, ale który musi się jeszcze do tego całkowicie przekonać. Z Zagłębiem to było widać. I tak będzie w najważniejszych spotkaniach. Ja szukam pozytywów, więc dla porównania przypomnę, że w Lubinie wysoko prowadziliśmy, a przegraliśmy. W niedzielę też mogliśmy przegrać, bo mogły się na nas zemścić niewykorzystane sytuacje. Ale walczyliśmy do końca i mamy remis. Uważam, że każdy punkt z mocnym rywalem nas buduje, a my dobijamy do tej czołówki.