Sport.pl

Mike Rosario nie trenuje, więc Wilki Morskie go "zawiesiły"

Kończy się przygoda Amerykanina (z portorykańskim paszportem) ze szczecińskim klubem. Szanse, że wróci do zespołu, są zerowe.
Rosario dołączył do Wilków Morskich na początku listopada. Miał wzmocnić zespół, który nie radził sobie w rozgrywkach ligowych. Nie okazał się jednak liderem zespołu - grał zbyt egoistycznie, w dodatku miewał wahania formy strzeleckiej. Gdy piłka mu 'siedziała' - Rosario był skuteczny, a Wilki np. wygrały w Toruniu. Ale to były przebłyski, brakowało stabilizacji.

Już dwa tygodnie temu klub zastanawiał się, czy przedłużać umowę z Rosario. Ale kontuzję odniósł Maciej Majcherek, uraz dłużej leczy Hubert Mazur, więc kontrakt przedłużono o miesiąc. Trener Krzysztof Koziorowicz coraz częściej wpuszczał go do gdy z ławki rezerwowych, a gdy Koziorowicza zastąpił Mihailo Uvalin (przed tygodniem), sytuacja się nie zmieniła. Ze Śląskiem Rosario grał jako zmiennik, ze skutecznością 0/8.

- Nie możemy wygrywać, gdy jeden z potencjalnych liderów zespołu rzuca ze skutecznością 0/8 - złościł się serbski szkoleniowiec.

A że Uvalin wprowadził natychmiast większe obciążenia treningowe, a Rosario tytanem pracy nie jest - to i błyskawicznie pojawił się problem. Koszykarz przestał przychodzić na treningi, nie przedstawił żadnego usprawiedliwienia. W czwartek klub poinformował o zawieszeniu w prawach zawodnika, a wszystko wskazuje na to, że za kilka dni Rosario definitywnie opuści Wilki Morskie.