Sport.pl

?Kibice byli mega". A Wilki? W końcu zapracowali na owację

EKSTRAKLASA KOSZYKARZY. Niespodzianki w Szczecinie nie było. Stelmet od drugiej akcji w meczu prowadził i wygrał. Ale Wilki Morskie w czwartej kwarcie zepsuły rywalom dobrą zabawę.
- Ciężko się gra spotkania w lidze, gdy tydzień wcześniej rozgrywasz pucharowy turniej. Straciliśmy dużo sił, a i koncentracja nie była na najwyższym poziomie - mówił Saso Filipovski, trener Stelmetu. Zielonogórzanie przed tygodniem wygrali trzy mecze w 4 dni i zdobyli Puchar Polski. Opromienieni sukcesem przyjechali do szczecińskiej Areny.

I bez najmniejszych problemów budowali wysoką przewagę. 17 "oczek" do przerwy - w zasadzie rozstrzygały sprawę.

- Graliśmy źle zarówno w obronie, jak i ataku - skwitował Mihailo Uvalin. Trener Wilków w trzy lata zbudował potęgę Stelmetu, ale ostatniego lata nie obronił tytułu mistrzowskiego i klub się z nim rozstał.

Gospodarze nie spasowali. Gdyby to zrobili - straciliby koszykarski honor. Przed tygodniem zaliczyli taki blamaż ze słabszą ekipą z Kutna - ze Stelmetem było jasne, że będą walczyć. I ciułali kolejne punkty, zmuszali rywali do błędów i rzutów z trudnych pozycji. W 4. minucie czwartej kwarty różnica stopniała do 4 punktów - ale za trzy trafił Quinton Hosley. Akurat na Amerykanina Wilki sposobu nie mieli. Walczyli jednak dalej. Jeszcze dwukrotnie dochodzili na 4 "oczka", nawet minutę przed końcem, ale nie potrafili wykorzystać okazji, by dopaść przeciwnika.

- Trochę w tym naszej winy, bo nie zagraliśmy najlepiej. Ale oddajmy szacunek Wilkom, bo grali agresywnie, ambitnie i musieliśmy się tu mocno napracować, by ten mecz wygrać - mówił rozgrywający gości Łukasz Koszarek.

- Było blisko. Dziękujemy kibicom za wsparcie w ostatniej kwarcie. Jeszcze przy takim dopingu, atmosferze nie graliśmy w tej hali. Kibice byli mega - komplementował fanów Paweł Kikowski, skrzydłowy WM. - W drugiej połowie byliśmy zespołem, sporo nam wychodziło i były okazje, by powalczyć ze Stelmetem. Mam nadzieję, że w kolejnych meczach będziemy się prezentować równie dobrze, jak w trzeciej i czwartej kwarcie.

To jeszcze tylko dodajmy, że zielonogórzanie uciekli na prawie 20 punktów, bo szczecinianie popełniali juniorskie błędy przy zawiązywaniu ataku pozycyjnego, a gdy już go ustawili, to nie mieli odwagi, by pograć jeden na jednego. Gdy w końcu zaczęli się z wiarą przebijać przez pierwszą linię defensywy - od razu mecz się wyrównał. W samej końcówce zabrakło jednak energii, by mocniej ugryźć wielkiego przeciwnika. Mimo chęci, mimo wsparcia trybun (fani podziękowali za walkę do końca owacją na stojąco). Udało się jedynie sprawić, że Filipovski - przez 30 minut kierujący zespołem tak spokojnie, jakby popijał kawkę, w ostatniej odsłonie złościł się na wszystkich, na kogo spojrzał.

King Wilki Morskie Szczecin - Stelmet Zielona Góra 70:76

Kwarty: 16:24, 16:25, 17:14, 21:13

WM: Kikowski 16, Kowalenko 12, Marinković 11, Nikolić 10, Green 9, Flieger 7, Wright 5, Bojko.



W Koszalinie bez emocji

Akademicy po raz drugi w sezonie rozbili Jezioro. W Tarnobrzegu już po pierwszej kwarcie mieli 20 punktów przewagi. W rewanżu przewagę wypracowali sobie w drugiej odsłonie i później jedynie ją powiększali.

Dzięki wygranej nadal są na 2. miejscu w tabeli.

AZS Koszalin - Jezioro Tarnobrzeg 102:75

Kwarty: 19:19, 33:20, 25:16, 25:20

AZS: Woods 23, Austin 18, Radenović 15, Swanson 13, Szubarga 10, Vrbanc 8, Mielczarek 7, Dąbrowski 4, Pacocha 4.