Sport.pl

Matkowski i Zimonjić z tytułem wielkoszlemowym? Nie jest to niemożliwe

TENIS. W czwartek rozpocznie się mocno obsadzony turniej Indian Wells, gdzie Marcin Matkowski zadebiutuje z nowym partnerem, byłym liderem rankingu i jednym z najlepszych deblistów na świecie.
Nenad Zimonjić to doświadczony Serb, który tenisową przygodę rozpoczął dopiero w wieku 9 lat. W singlu sukcesów nie miał (najwyżej w rankingu ATP był na 176. miejscu), więc przekwalifikował się na debla. Jak się okazało - była to doskonała decyzja.

53 wygrane turnieje

Pierwsze sukcesy Zimonjić zaczął odnosić na przełomie wieków, a kilka lat później (2004 r.) udało mu się wywalczyć premierowy triumf w imprezie rangi ATP MASTERS 1000 w Monte Carlo. Jego najlepszy sportowy okres przypadł jednak na lata 2008-2010, kiedy udało mu się wygrać aż trzy turnieje wielkoszlemowe (dwukrotnie Wimbledon oraz Roland Garros). Dobre wyniki osiągane na różnego rodzaju nawierzchniach sprawiły, że w 2008 roku 32-letni wówczas Serb znalazł się na samym szczycie światowego rankingu deblistów.

W karierze tenisista z Bałkanów wygrał łącznie aż 53 turnieje rangi ATP (w tym prestiżowe World Tour Finals, gdzie pod koniec roku rywalizuje osiem najlepszych par sezonu) i od wielu lat utrzymuje się w ścisłej czołówce męskiego zestawienia. Teraz przed Zimonjiciem nowy rozdział w karierze, czyli występy z Marcinem Matkowskim.

Serb za Szweda

Szczecinianin rozstał się przed tygodniem z Robertem Lindstedtem, ponieważ od początku sezonu para rozczarowywała i osiągała bardzo mizerne wyniki.

- Lepiej szybciej się rozdzielić i poszukać lepszych kombinacji niż tkwić w parze, która się nie za bardzo układa - napisał na swoim profilu facebookowym Matkowski.

Gwarancji, że współpraca z Zimonjiciem będzie się układała lepiej, oczywiście nie ma, ale Polak za Szweda wybrał jeszcze lepszego tenisistę.

- Nenad Zimonjić to były lider rankingu i jeden z najlepszych deblistów globu, więc wydaje mi się, że Marcin może z nim osiągnąć jeszcze więcej niż w swojej dotychczasowej bogatej karierze - mówi Andrzej Czyż z SKT Szczecin.

Pierwszy poważny test dla polsko-serbskiej pary to turniej w Indian Wells, zwany często nieoficjalną piątą lewą Wielkiego Szlema. Impreza w Stanach Zjednoczonych należy do tych najbardziej prestiżowych w całym cyklu, a do wygrania jest nie tylko po 1000 punktów rankingowych, ale też aż 295 000 dolarów (do podziału na parę). W zeszłym roku obu tenisistom poszło słabo (Matkowski odpadł w pierwszej rundzie, Zimonjić w drugiej), więc jest spora szansa na poprawienie dorobku punktowego i awans w rankingu.

Wyniki nie przyjdą od razu

Ten szczególnie przyda się szczecinianinowi, który znajduje się aktualnie na 27. lokacie, czyli o 23 pozycje niżej niż Serb. Dzięki wysokiemu miejscu 38-latka para może liczyć na wysokie rozstawienia w kolejnych turniejach, ale gdyby udało się też poprawić sytuację Matkowskiego, to 'nasza' dwójka w następnych imprezach momentalnie urastałaby do rangi faworytów i mogła liczyć na dużo łatwiejszą drabinkę.

- Aby duet deblowy zwyciężał, nie wystarczą same umiejętności tenisowe. Bardzo dużą rolę odgrywa także relacja między zawodnikami. Jeśli Marcin i Nenad będą nadawać na tych samych falach i tworzyć na korcie prawdziwy team, to jestem przekonany, że osiągną sukces. Może Matkowskiemu uda się nawet wygrać upragniony tytuł wielkoszlemowy? Jedno jest pewne - należy im dać trochę czasu, bo wyniki nie przyjdą od razu - dodaje Czyż.