Sport.pl

Wilki Morskie: po rewolucji miało być lepiej, a jest równie źle [KOMENTARZ]

Kto odpowiada za słabą postawę szczecińskiego zespołu w rozgrywkach ekstraklasy koszykarzy? Jak głębokie będą zmiany w letniej przerwie, bo to, że będą, jest nieuniknione.
W ostatni piątek koszykarze WM pozwolili wrzucić sobie 122 punkty, sami zdobyli 40 mniej. Dramat... Może występy w tym sezonie to jakaś kara za mało sportową postawę działaczy latem ubiegłego roku? Przypomnę, że Wilki w poprzednim sezonie walczyły w I lidze, a mimo dużego budżetu (w kuluarach mówiło się, że klub dysponuje największymi pieniędzmi na zapleczu ekstraklasy) wielu znanych nazwisk w składzie i na trenerskiej ławce - drużyna zawodziła na całej linii, z pewnymi kłopotami dostała się do play-offów, z których zresztą szybko, bez większego zaangażowania odpadła.

Na awans klub w aspekcie sportowym nie zasłużył, ale w koszykówce można się do elity dostać bez gry dzięki tzw. dzikim kartom. Związek próbuje dźwignąć prestiż dyscypliny - liga jest zawodowa i zamknięta (brak spadków). Latem zaprosił aż 5 klubów, by ekstraklasa liczyła 16 zespołów. Dziś można tę decyzję pochwalić - liga jest ciekawa, stawka wyrównana, ale Wilki od niej sportowo odstają. Spaść nie mogą, choć przy normalnych zasadach awansów i spadków - to drugie mocno by im groziło.

Celem zespołu była ambitna walka o pierwszą ósemkę. Innego założenia być nie mogło, bo przecież nie buduje się składu na 12. pozycję, a i sponsorom trzeba przedstawić ambitniejszy projekt. Wydawało się, że zbudowano solidny skład, choć od początku przygotowań do grania były problemy z kontuzjami, rozczarowania związane z formą obcokrajowców. W Szczecinie - jak wszędzie - liczono, że zespół pociągną Amerykanie, że Europejczycy będą solidnym wzmocnieniem, a polscy koszykarze będą stanowili ważne ogniwo. Niestety, nasz klub trafił tylko z jednym transferem - Trevor Releford szybko stał się gwiazdą ligi, ale równie szybko zaczął mieć kłopoty zdrowotne. Pozostali gracze na tak dobre opinie nie zasłużyli. Trener Krzysztof Koziorowicz pracował w pierwszej rundzie i zakończył ją z bilansem 4 zwycięstw i 11 porażek. Zrezygnował.

Dyrektor sportowy Rafał Rajewicz szybko znalazł nowego szkoleniowca. Wydawało się, że wybrał bardzo dobrze, bo przecież Mihailo Uvalin zbudował potęgę Stelmetu Zielona Góra. Uvalin rozpoczął pracę od podważenia pracy Koziorowicza (m.in. zwiększył obciążenia treningowe). Efekt miał być taki, że w pierwszych jego meczach Wilki miały po parkiecie człapać, ale później złapać taki rytm, że mieli być trudni do zatrzymania.

A jak jest? Bilans Uvalina nikogo nie przekonuje: 3 zwycięstwa, 8 porażek. Jeśli skończy lepiej od Koziorowicza, to tylko dlatego, że będzie miał więcej spotkań w Szczecinie od swojego poprzednika. Uvalin i Rajewicz nie mieli też nosa do transferów. Nie wiadomo, co robi w zespole obrońca Cashmere Wright, a Uros Nikolić czy Ivan Marinković nie okazali się podkoszowym postrachem dla przeciwników. Jeden Darrell Harris zaliczał więcej zbiórek niż Serbowie, ale Harrisa Uvalin w składzie nie chciał.

Co dalej? Krzysztof Król (szef klubu, główny sponsor) jest blisko zespołu, ale nie podejmuje nerwowych ruchów. Teraz nie są potrzebne, bo sezon trzeba dograć do końca. Ale czy latem Król zatrzyma Mihailo Uvalina? Trener może dostać ofertę na spokojne zbudowanie zespołu. Jeśli nie otrzyma lepszych propozycji z Europy (trudno na takie liczyć, po kiepskim sezonie) - pewnie podejmie się tego zadania. Czy z Rajewiczem? Dyrektor poradził sobie z wypromowaniem klubu w Szczecinie, ale już z transferami było dużo gorzej. Z zespołem pożegna się też większość zawodników. Uvalin wie, że z tej grupy nie wyciśnie więcej, więc jeśli zostanie, to tych zmian będzie jeszcze więcej. Paru zawodników mógłby ocalić jedynie nowy trener, ale... ostatnimi występami na taką szansę nie zasługują.