Chemik Police: Za mocne na Polskę, za słabe na Europę

Dokąd powinien zmierzać Chemik Police? Odpowiedź jest prosta - musi gonić najlepsze europejskie zespoły. Klub właśnie rozpoczął przebudowę zespołu z myślą o takim zadaniu
Siatkarki Chemika Police tej wiosny zostały mistrzyniami Polski (po raz drugi z rzędu), były finalistkami krajowego pucharu oraz uczestniczkami Final Four Ligi Mistrzyń.

Wspomniane wyżej osiągnięcia mogłyby robić wrażenie, ale rzeczywistość jest nieco inna. Od klubu, który dzięki finansowemu wsparciu Grupy Azoty nie ma sobie równych w kraju, kibice mogą oczekiwać nieco więcej. Zwłaszcza że już w pierwszym roku występów policzanek w elicie sukcesów w Polsce było więcej. W 2014 roku zespół wygrywał mecz za meczem, w drodze po podwójną koronę nie przegrał ani jednego spotkania i rewelacyjnymi wynikami niewątpliwie rozbudził apetyty kibiców. I słusznie.

W kolejnym sezonie było już jednak trochę gorzej. W lidze zdarzały się wpadki, a w najważniejszym okresie zespół ewidentnie nie trafił z formą. Zaczęło się od przeciętnego występu w finale Pucharu Polski, później przyszło rozczarowanie w Lidze Mistrzyń. Duże, bo do turnieju Final Four w Szczecinie policzanki przystępowały jako jedne z faworytek. Wszystko za sprawą wyników grupowych, które - jak się okazało - nieco zniekształciły obraz i dały fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Podopieczne Giuseppe Cuccariniego pokonały w grupie Dynamo Kazań i Rabitę Baku (złotego oraz brązowego medalistę poprzedniej edycji LM) i same pomogły napompować wielki balon oczekiwań.

Mało kto myślał wtedy o tym, że tamte drużyny są wyraźnie pod kreską. Dynamo Kazań przegrało oba mecze w I rundzie play-off i szybko pożegnało się z rozgrywkami. Azerki nie wyszły nawet z grupy, bo wyprzedził je przeciętny Agel Prościejów z Czech. Wśród kibiców liczyło się jednak wyłącznie to, że Chemik pokonał najmocniejsze (przynajmniej na papierze) ekipy Europy. I właśnie to myślenie przeniosło się na turniej finałowy. Fani przyzwyczajeni do tego, że ich drużyna jest nie do zatrzymania (szczególnie na swoim parkiecie), oczekiwali kolejnego złota. Skończyło się klapą.

W meczach o medale zawiódł nie tylko zespół, ale i indywidualności. Maja Ognjenović rozgrywała zbyt wysoko i czytelnie, a to przełożyło się na to, że Małgorzata Glinka oraz Anna Werblińska nie kończyły ataków ze skrzydeł. Mariola Zenik na pozycji libero nie potrafiła dać tyle, co jej vis-a-vis z przeciwnych drużyn, a brak atakującej z prawdziwego zdarzenia był widoczny gołym okiem.

Zimny prysznic po Final Four podziałał właściwie. Drużyna z Pomorza Zachodniego zdołała (mimo pojedynczych wpadek) obronić tytuł mistrzowski i uratować sezon. Policzanki znów pokazały, że - nawet w nie najlepszej formie - są na tę ligę zbyt mocne.

W kolejnych rozgrywkach na krajowym podwórku będzie pewnie podobnie. Zagadkę stanowić będzie za to występ w LM. Chemik, który tym razem na pewno nie zorganizuje turnieju finałowego, do najlepszej czwórki będzie się musiał przebijać przez grupę oraz play-off.

Co powinno się zmienić w drużynie, aby cel został zrealizowany?

Rozegranie

Pierwsza zmiana w Chemiku została przeprowadzona właśnie na tej pozycji. I dobrze. Maja Ognjenović to solidna rozgrywająca, ale finał Ligi Mistrzyń pokazał, że Serbka nieco odstaje od najlepszych. Klub doszedł do podobnego wniosku i błyskawicznie ściągnął z Włoch Joannę Wołosz, srebrną medalistkę ze szczecińskiego turnieju, która ma wprowadzić drużynę na wyższy poziom. Kto zostanie drugą rozgrywającą policzanek? Wątpliwe, aby klub zdecydował się na kontynuację współpracy z Agnieszką Rabką, która nie dawała na tyle wartościowych zmian, aby warto ją było zatrzymywać. W mediach pojawiły się za to pogłoski o możliwym transferze Izabeli Bełcik, która w tym tygodniu postanowiła rozstać się z klubem z Sopotu. Doświadczona Polka (34 lata) byłaby bardzo ciekawą alternatywą dla 10 lat młodszej Wołosz, a ich rywalizacja o miejsce w wyjściowej szóstce dałaby trenerowi dodatkowe argumenty w walce o zwycięstwa.

Przyjęcie

Nawet, jeśli Małgorzata Glinka-Mogentale postanowi nie kończyć kariery, to Chemik będzie mógł liczyć w zasadzie tylko na jedną klasową przyjmującą - Annę Werblińską. W minionym sezonie niemal 37-letnia Glinka pokazała, że może wesprzeć zespół w trudnym momencie, ale na regularne granie na najwyższym poziomie nie ma już siły. W ataku doświadczona Polka nadal dobrze wykorzystuje swoje warunki fizyczne i wciąż raczej jest skuteczna (choć miała i bardzo słabe występy), ale przyjęcie oraz obrona pozostawiają wiele do życzenia. W rezerwie Chemika jest Aleksandra Jagieło, która potrafi dać niezłą zmianę i pomóc w defensywie, ale też nie jest zawodniczką na miarę pierwszej szóstki. Sanja Malagurski natomiast większą część sezonu spędziła w gabinetach lekarskich i w Policach raczej nikt nie będzie za nią tęsknił.

Na tej pozycji bezwzględnie potrzebne są transfery zawodniczek ze światowego (albo chociaż europejskiego) topu. Mówi się o przyjściu Heleny Havelkovej, Brankicy Mihajlović i Katarzyny Zaroślińskiej. Klasowy zespół powinien dysponować czterema bardzo solidnymi przyjmującymi i jeśli tego w Chemiku zabraknie, to o dobre wyniki będzie ciężko.

Środek siatki

Tu sytuacja policzanek wydaje się najbardziej komfortowa. Miniony sezon pokazał, że w klubowej hierarchii zdecydowanie przodują Agnieszka Bednarek-Kasza oraz Stefana Veljković, które dalej powinny stanowić podstawową parę środkowych. W odwodzie trener Cuccarini ma jeszcze doświadczone Katarzynę Mróz oraz Katarzynę Gajgał-Anioł. Jeśli obie w dalszym ciągu godzić się będą z rolą (niemal) wiecznych rezerwowych, można utrzymać status quo. Inną opcją jest zrezygnowanie z którejś z nich i zainwestowanie w środkową z wyższej półki, która na poważnie powalczy o miejsce w pierwszym składzie Chemika.

Atak

Pozycja, która w minionym sezonie była największą bolączką policzanek. Zarówno Ana Bjelica, jak i Izabela Kowalińska prezentowały się poniżej oczekiwań i nie poprowadziły zespołu do medalu Ligi Mistrzyń. Co powinien zrobić teraz Chemik? Pożegnać przeciętną Kowalińską i postarać się o atakującą z prawdziwego zdarzenia. Dlaczego właśnie Polkę, a nie Serbkę? Bo Bjelica jest siedem lat młodsza i dysponuje większym potencjałem. Na tę chwilę zawodniczka z Bałkanów idealnie pasowałaby do roli dublerki klasowej zawodniczki z pierwszej szóstki.

Libero

Na Pomorzu Zachodnim w dalszym ciągu jest pewnie wielu kibiców, którzy wciąż zadają sobie to samo pytanie - dlaczego klub pożegnał latem zeszłego roku Agatę Sawicką i zastąpił ją Mariolą Zenik? 32-letnia libero miała dać drużynie doświadczenie, niezbędne podczas walki w Lidze Mistrzyń. Jak wyszło? Zenik przeplatała dobre mecze słabymi, a w Final Four można było zobaczyć, że odstaje od konkurentek z tej pozycji. Jeśli Chemik naprawdę chce liczyć się w walce o europejskie trofea, to wzmocnienie na tej pozycji będzie koniecznością.

Trener

Giuseppe Cuccarini to szkoleniowiec dobry, ale czy bardzo dobry? Jego trenerskie CV zawiera wprawdzie pojedyncze mistrzostwa Włoch i Turcji oraz krajowe puchary, ale wynik ten (biorąc pod uwagę kilkanaście lat prowadzenia zespołów z topu) na kolana nie rzuca. W Policach Włoch został wsadzony za kierownicę pojazdu, który w zasadzie jeździ sam. Dysponując takim składem, Cuccarini nie miał prawa w Polsce przegrywać i generalnie nie przegrywał. Szkoleniowiec z Italii spełnił swoje zadania, zdominował grę na krajowym podwórku i poprowadził Chemika do dwóch kolejnych mistrzostw Polski.

Wszystko, co dla Cuccariniego najgorsze, miało miejsce podczas Final Four, czyli turnieju, którego Włoch od początku w Szczecinie nie chciał. Stało się inaczej, Chemik uniknął play-off i dostał się do finału, do którego sportowo nie był gotowy. Presja oraz oczekiwania okazały się zbyt duże i zakończyło się na wielkim fiasku. Zarówno w wykonaniu zawodniczek, jak i Cuccariniego.

Czy Włoch jest dostatecznie dobrym trenerem, aby nadal prowadzić giganta z Polic? Trudno o jednoznaczną ocenę. 57-latek spełnia cele na arenie krajowej, ale najważniejszy z dotychczasowych testów oblał. Powinien jednak dostać jeszcze jeden rok - nie mniej, nie więcej. Jeśli zespół zostanie wzmocniony, ale nie będzie czynił pod wodzą szkoleniowca postępów - będzie to wyraźny sygnał, że może nastąpić powtórka i Chemik dalej będzie dominował w Polsce, ale medalu w Europie nie wywalczy. A to będzie znak, że w Policach powinny rozpocząć się poszukiwania nowego szkoleniowca.