Robert Gajda z Błękitnych: Do Marka nikt nie miał pretensji

Lubinianie grali swój ligowy mecz w piątek, my w sobotę. Także pewnie nasza odnowa biologiczna różni się od tego, co mieli do dyspozycji piłkarze Zagłębia - mówi napastnik Błękitnych Stargard.
Błękitni we wtorek przegrali w 1/16 Pucharu Polski z Zagłębiem Lubin 2:4 i tym samym pożegnali się z rozgrywkami, w których w poprzedniej edycji dotarli do półfinału.

Jakub Lisowski: Przygotowanie fizycznie przesądziło o takim, a nie innym przebiegu spotkania i wyniku Błękitnych z Zagłębiem Lubin?

Robert Gajda: Raczej tak. Mimo wszystko mieliśmy jeden dzień mniej na przygotowanie się do tego spotkania. Lubinianie grali swój ligowy mecz w piątek, my w sobotę. Także pewnie nasza odnowa biologiczna różni się od tego, co mieli do dyspozycji piłkarze Zagłębia. To jednak ekstraklasa. Nie chcę tylko w tym szukać usprawiedliwienia i na brak sił zwalać porażkę, ale tak to właśnie wyglądało. W pierwszej połowie, dopóki były siły, to mieliśmy przewagę, realizowaliśmy założenia taktyczne, a w drugiej było coraz ciężej. Przy okazji poprzednich konfrontacji z zespołami ekstraklasy mieliśmy 4-5 dni odpoczynku po lidze, teraz w zasadzie dwa, bo przecież z dalekiego Brzeska wróciliśmy dopiero w niedzielę. Zagraliśmy tak, a nie inaczej i uważam, że nie mamy się czego wstydzić. Z drugiej strony wolałbym się wstydzić naszej gry, ale awansować.

Fajnie się to dla was układało - prowadzenie do przerwy, błyskawiczna odpowiedź na wyrównującego gola 1:1. Goście jednak nie mieli momentu zwątpienia.

- Nie może być tak, by zespół z ekstraklasy podłamywał się przebiegiem meczu z drugoligowcem. Nie wyobrażam sobie tego. Zagłębie to zespół w pełni zawodowy i wygrali zasłużenie. Dla nas nie ma znaczenia, że się skończyło 2:4, bo w samej końcówce nie mieliśmy już czego bronić, więc Tomek Pustelnik z obrony przesunął się do ataku i czwarty stracony gol był tego konsekwencją. To nie ma znaczenia. Przegraliśmy, byli lepsi. Nam pozostaje liga i na tym trzeba się skoncentrować.

Mieliście sporo pretensji do Marka Ufnala?

- Nie, absolutnie nie. Rozmawiałem z Markiem po meczu i przyznał, że trzeciego gola zawalił. Zresztą nie trzeba był piłkarskim filozofem, by dostrzec błąd w tej interwencji. Ale nikt pretensji nie ma, bo Marek już nam tyle spotkań wybronił, że nie ciężko byłoby go teraz krytykować. Wszyscy wygrywamy i wszyscy przegrywamy. Takie jest życie piłkarskie.

Wróży pan Zagłębiu sukcesy w tym sezonie Pucharu Polski?

- W następnej rundzie grają z Jagiellonią lub Pogonią Szczecin, a więc bardziej doświadczonymi zespołami z ekstraklasy. Faworytami nie będą, ale to tylko jeden mecz i różnie to może się dla nich ułożyć. Mogą brać z nas przykład - wiosną wygraliśmy z Cracovią. Obiektywnie, to na 10 spotkań z Cracovią może 1-2 spotkania byśmy wygrali, ale akurat wtedy miało to miejsce. Trzeba wierzyć, walczyć i często wychodzi. Ja nie przekreślam szans Zagłębia, z nami wygrali zasłużenie.

Przed wami liga. W poprzednim sezonie awansować się nie udało, bo byliście pochłonięci pucharową przygodą. Teraz nie będzie takiego usprawiedliwienia.

- To prawda, nie będziemy mieć alibi. Ja nie obiecam teraz, że walczymy o I ligę. My chcemy wychodzić na każdy mecz i chcemy wygrywać. Ta liga jest tak nieobliczalna, że różnie może być. Myślę, że spokojnie zapewnimy sobie utrzymanie, ale oczywiście nie o to gramy. I liga nas kusi.