Sport.pl

Szczypiorniści Pogoni przegrali czwarty mecz z rzędu. Końca kryzysu nie widać

Ostatni domowy mecz piłkarzy ręcznych Pogoni Szczecin nie okazał się przełomowym. Podopieczni Rafała Białego przegrali z Górnikiem Zabrze.
Spotkanie zostało rozegrane w starej i kameralnej hali przy ulicy Twardowskiego. Niesie to ze sobą pewne ograniczenia, chociażby fakt, że mecz obejrzeć znacznie mniejsza liczba kibiców. W środę przyczyniło się także do opóźnienia rozpoczęcia spotkania o 10 minut. Na czas nie dojechali bowiem ratownicy medyczni. W pierwszych akcjach wydawało się, że dodatkowy czas na rozgrzewkę efektywniej wykorzystali goście z Zabrza, którzy lepiej prezentowali się na parkiecie. Pogoń potrzebowała natomiast trochę czasu, aby na dobre wejść w mecz. Siły szybko się jednak wyrównały i po 10 minutach był remis 4:4, a chwilę później szczecinianie po raz pierwszy wyszli na prowadzenie.

Zespół Rafała Białego złapał nieco wiatru w żagle, ale nie potrafił zwiększyć dystansu nad rywalem. Znowu odezwały się stare grzechy w postaci chociażby zmarnowanych rzutów karnych. Stykowy wynik powodował, że iskrzyło zarówno na parkiecie, jak i trybunach. Często musiała interweniować spóźniona opieka medyczna, a kibice niezbyt ciepło przywitali byłą gwiazdę reprezentacji narodowej - Mariusza Jurasika. Weteran często ścierał się z zawodnikami Pogoni i nadzwyczaj aktywnie dyrygował swoim zespołem (jest grającym trenerem). Po dwudziestu minutach goście prowadzili jedną bramką.

Ostatnie dziesięć minut pierwszej połowy to fatalna gra Pogoni. Górnik szybko rzucił trzy bramki z rzędu, czym zupełnie wybił gospodarzy z rytmu. Szczecinianie zdobyli w tym fragmencie spotkania zaledwie jednego gola i to z wymęczonego rzutu karnego. Poza tym razili nieskutecznością. Kibiców zirytował przede wszystkim nieudany kontratak po akcji rywali z wycofanym bramkarzem. Na przerwę schodzili przegrywając 11:14.

Na początku drugiej odsłony Pogoń rzuciła dwa gole, w bramce zaczarował Adam Morawski i gospodarze zbliżyli się do Górnika na jedną bramkę. To co szybko przyszło, równie szybko jednak poszło i w 37. minucie to goście prowadzili już 19:14. Zawodnicy Białego znowu musieli rzucić się do odrabiania strat i choć tym razem zajęło im to nieco więcej czasu, to po raz kolejny się udało. Pogoń zaczęła mocno pracować w defensywie (Łukasz Gierak w akcji obronnej wziął nawet rywala na plecy), a na skrzydle odpalił Wojciech Jedziniak i na kwadrans przed końcem zespół z Zabrza prowadził tylko 22:21.

Kibice zaliczyli jednak kolejne w tym meczu deja vu. Zabrzanie zachowali zimną krew, znowu wyszli na spokojne trzy, cztero bramkowe prowadzenie i nie go oddali już do końca spotkania. Pogoń nie miała sił na kolejny pościg i doznała czwartej porażki z rzędu. Tym razem 26:30.

W sobotę zespół kończy rok wyjazdowym meczem w Kielcach z Vive Tauronem (sobota). Pozytywy? Sześć goli rzucił obrotowy Patryk Walczak, który potwierdził tym samym, że zasłużył na powołanie do reprezentacji Polski na zbliżające się mistrzostwa Europy.

Pogoń Handball Szczecin - Górnik Zabrze 26:30 (11:14)

Pogoń: Morawski, Tatar - Bruna 2, Zaremba 2, Jedziniak 5, Krysiak 1, Walczak 6, Knaziew 2, Gierak 5, Krupa 3