Pogoń 04 wygrała z Clearexem, ale zwycięstwo zawdzięcza swojemu bramkarzowi

Walcząca o mistrzostwo Polski Pogoń 04 Szczecin musiała wygrać u siebie z Clearexem Chorzów i zadanie wykonała. Wygrana przyszła jednak z dużym trudem, ale szczecinianie mają na swoje usprawiedliwienie spore problemy kadrowe.
Futsaliści Pogoni 04 Szczecin byli zdecydowanymi faworytami niedzielnego starcia z dziesiątym w tabeli Clearexem Chorzów. Trener Łukasz Żebrowski przed meczem miał jednak spory ból głowy, ponieważ z powodu nadmiaru żółtych kartek nie mógł zagrać Michał Kubik, a kontuzji nadal nie wyleczył Łukasz Tubacki. W kadrze znalazło się co prawda miejsce dla Oleksandra Shamottiego, ale Ukrainiec też nie jest w pełnej dyspozycji, dlatego grał niewiele.

Instynkt trenera

Braki kadrowe w zespole Pogoni było widać od początku spotkania. Szczecinianie mieli optyczną przewagę, ale to niżej notowani rywale z Górnego Śląska potrafili konkretniej zagrozić bramce Kamila Lasika. W 3. minucie golkiper "zero-czwórki" z trudem poradził sobie ze strzałem z dystansu, a potem jeszcze kilkukrotnie był w opałach. Pogoń biła natomiast głową w mur, jednak w 9. minucie w końcu otworzyła wynik. Przytomnie zachował się trener Żebrowski, który przed rzutem wolnym poprosił o przerwę. Zasugerował swoim podopiecznym wariant rozegrania stałego fragmentu gry, a ci perfekcyjnie zrealizowali jego pomysł. Całość celnym strzałem zwieńczył Daniel Maćkiewicz i Pogoń wyszła na prowadzenie.

Wydawało się, że bramka pozwoli gospodarzom złapać właściwy rytm i dość szczelnie wypełniona hala szybko doczeka się na kolejne pozytywne emocje. W końcówce zrobiło się jednak bardzo nerwowo, ponieważ nieodpowiedzialna strata Mateusza Geprtera zmusiła go do sfaulowania rywala. Było to przewinienie numer pięć i każde kolejne w tej części meczu, skutkowałoby przedłużonym rzutem karnym dla gości. Pogoń zamiast atakować, starała się więc przede wszystkim nie stracić i minimalne prowadzenie udało się dowieźć do przerwy.

Wrócili z dalekiej podróży

Pierwsza połowa uświadomiła jednak Clearex, że może stać się pierwszym zdobywcą szczecińskiej twierdzy w tym sezonie. Dlatego rywal od początku drugiej części ruszył do ataku i zupełnie zdominował wydarzenia na parkiecie. Żebrowski cały czas nerwowo łapał się za głowę, a chorzowianie pudłowali nawet w stuprocentowych sytuacjach. Pogoń w pierwszych dziesięciu minutach odgryzła się tylko zmarnowaną przez Adama Jonczyka sytuacją sam na sam.

Kibice w Azoty Arenie zamiast cieszyć się z kolejnych trafień, co chwilę łapali głęboki oddech, a jedynym zawodnikiem, który nie zawodził był bramkarz Kamil Lasik. Wydawało się, że męczarnie będą już trwały do końcowego gwizdka, tym bardziej, że Clearex naciskał coraz bardziej i po rzucie wolnym szczecinian uratował słupek. W 36. minucie Pogoń przeprowadziła jednak kontrę, którą precyzyjnym strzałem wykończył Adam Jonczyk i cała hala w końcu odetchnęła z ulgą. W ostatnich minutach goście wycofali jeszcze bramkarza, ale niewiele się to zdało i "zero-czwórka" dowiozła to z trudem wywalczone zwycięstwo do końca.

Pogoń 04 Szczecin - Clearex Chorzów 2:0 (1:0)

9' Daniel Maćkiewicz, 36' Adam Jonczyk

Pogoń 04: Lasik - Jonczyk, Bugański, Jurczak, Jakubiak, Shamotii, Maćkiewicz, Gepert, Krzyżanowicz.