Środkowy Espadonu: Ustawimy na tablicy wynik 20:20 i będziemy trenować końcówki

- Szkoda końcówek poszczególnych setów. Resovia była do "ruszenia" - mówi środkowy Espadonu Szczecin Bartosz Cedzyński. Beniaminek przegrał z wicemistrzami Polski 0:3, ale nie miał się czego wstydzić.
26-latek jest podstawowym zawodnikiem drużyny Milana Simojlovicia w tym sezonie. Wraz z Januszem Gałązką, Maciejem Wołoszem i Słowakiem Michalem Sladeckiem tworzy kwartet siatkarzy, którzy zostali w zespole po awansie do Plus Ligi.

Po meczu z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle mówiłeś: "obyśmy już nigdy nie przegrywali setów do 10". I w spotkaniu z Asseco Resovią faktycznie było już znacznie lepiej. Wszystkie partie wyrównane i gdyby nie słabsza postawa w końcówkach, można było powalczyć o korzystny wynik z potentatem.

Bartosz Cedzyński: - Tak. Chyba wszyscy zauważyli, że w tym meczu końcówki wybitnie nam nie leżały. Uważam, że decydujący był brak doświadczenia. Bardzo żałujemy, ponieważ Resovia była do "ruszenia". Wszystko idzie jednak w dobrym kierunku.

Co spowodowało tak diametralną zmianę w Waszej grze? Brak debiutanckiej tremy czy nad czymś szczególnie pracowaliście na treningach?

- Przez niecały tydzień ciężko nam było coś zmienić. Kilka treningów to zbyt mało, żeby grać inną siatkówkę. Decydująca była postawa Michala Sladecka. Jako rozgrywający inaczej pokierował naszą grą. Miał swój pomysł i słowa uznania dla niego. Dał radę. Zabrakło tylko konsekwencji w końcówkach poszczególnych setów.

W meczu z Resovią nie drżały Wam już ręce. Dobre zagrywki Sladecka i Ivana Borovnjaka, Ty kilka razy zatrzymałeś rywali blokiem. Zaczynacie zbierać doświadczenie.

- Tak i będzie to wyglądać coraz lepiej. Teraz zagramy z Politechniką Warszawą. Będziemy chcieli wygrać ten mecz za wszelką cenę. To teoretycznie słabszy rywal, ale tylko na papierze i nikogo nie będziemy szufladkować. Nieważne jak, nieważne ile, ale musimy wygrać, bo potem znowu gramy z potentatami.

"Stara gwardia" Espadonu nie odpuszcza. Poza tobą zespół napędzają też Sladecek czy Maciej Wołosz. Oni również grali w Szczecinie już wcześniej.

- Cieszę się, że trener stawia na tych "starych" zawodników. Fajnie, że nasza grupa może jeszcze coś namieszać. Drużynę oceniamy jednak jako całość i w meczu z Asseco nie mieliśmy się czego wstydzić. Było dobrze. Ktoś zobaczy wynik i powie: 3:0, to Resovia wygrała szybko i bez problemu. A tak wcale nie było. Tylko te końcówki... Może nad tym będziemy teraz pracować.

A da się?

- Oczywiście. Możemy zaaranżować końcówkę seta na treningu. Ustawimy na tablicy wynik 20:20 i będziemy ćwiczyć. To wszystko zależy już jednak od trenera.