Kowal ukłuł Zawiszę dwa razy

II LIGA PIŁKARSKA. Pogoń pokonała Zawiszę Bydgoszcz 3:0, udanie inaugurując sezon na własnym stadionie. Bohaterem meczu - Marek Kowal, zdobywca dwóch goli.
Szczeciński napastnik, rażący brakiem skuteczności w pierwszych spotkaniach sezonu, w sobotę na Twardowskiego zapewnił Pogoni zwycięstwo. Kilka minut po przerwie wykorzystał dwa dobre podania, nokautując bramkarza i defensywę gości. Wynik 2:0 zniechęcił piłkarzy Zawiszy. Jeśli nawet któryś z napastników doszedł do piłki w okolicach pola karnego, strzelał za lekko albo niecelnie (Mariusz Barlik w 82. min, Piotr Bajera w 90.). Bydgoszczanom brakło wiary i umiejętności, gospodarze kontrowali wydarzenia, grali w poprzek lub do tyłu, licząc upływające sekundy i mnożąc rzuty wolne albo kornery. Wyczekiwanie na końcowy gwizdek zakończyła efektowna solowa akcja obrońcy Marcina Woźniaka, który ustalił wynik w 2. min doliczonego czasu.

- Pogoń była lepsza w każdym elemencie, miała przewagę w obronie, w środku pomocy i ataku. Zgodnie z zapowiedziami, ta drużyna będzie walczyć o awans do I ligi - komplementował szczecinian trener Zawiszy Piotr Tworek.

Szkoleniowiec portowców chwalił otwartą grę rywali. - Przyjechał do nas poukładany zespół, nie było wybijanki, tylko niezłe zawody. Zadowolony jestem z 15 minut po przerwie. Oglądaliśmy ładne akcje i bramki. Taką inaugurację sobie wymarzyłem - znany rywal, jupitery i zwycięstwo Pogoni! - mówił z satysfakcją Mariusz Kuras. - Cieszy, że Kowal się odblokował. A jeszcze bardziej, że mecz oglądała z trybun moja żona, która od długiego czasu zmaga się z poważną chorobą - wyznał Mario.

Drugoligowa inauguracja w Szczecinie była ważnym dniem dla trenera, włodarzy klubu i kibiców. Obawiano się przede wszystkim niskiej frekwencji, sennej atmosfery na trybunach. Czarny scenariusz się nie sprawdził. Straszyły tylko czarne chmury i deszcz, ale mimo to na stadion przyszło 4,5 tys. widzów (około 300 z Bydgoszczy). Był niezły doping, nowe flagi (m.in. "Szczeciński Sierpień '88 - Pamiętamy") i efekty pirotechniczne. Fani granatowo-bordowych postarali się, by "drugoligowe otwarcie" na Twardowskiego wypadło okazale i pozwoliło zapomnieć o podziałach wywołanych dyskusją o fuzji z Groclinem. Wśród haseł skandowanych pod zegarem często pojawiało się zdanie "Razem śpiewamy, bo jedną Pogoń kochamy!".

Po zakończeniu spotkania piłkarze długo dziękowali za wsparcie. Odbyli rundę honorową wokół boiska, przy trybunie krytej wykonali ślizg, pod zegarem "przekrzykiwali" kibiców, a publika żegnała ich głośnym "ole!". Piłkarze z Bydgoszczy milczeli. Pogoniarze schodzili do szatni z uśmiechem. W przerwie usłyszeli tam ostrą reprymendę trenera, po meczu komplementy.



Pogoń Szczecin - Zawisza Bydgoszcz 3:0 (0:0)

Bramki: Kowal dwie (50. - asysta Przewoźniak, i 52. - dośrodkowanie Świniarka), Woźniak (90+2)



Pogoń: Wójcik - Szyszka, Tychowski Ż , Skrzypek, Woźniak, Chifon, Kołc (46. Świniarek Ż ), Parzy (68. Biliński), Przewoźniak Ż (62. Jankowski), Kosakowski, Kowal



Sędziował: Krzysztof Maciaszczyk (Drezdenko). Widzów: 4500



Mówi bohater meczu - Marek Kowal

Drużyna Zawiszy chciała grać z nami otwartą piłkę, ale to się jej nie opłaciło. Byliśmy lepsi, mieliśmy przewagę w środku pola i zasłużenie wygraliśmy. Już przed przerwą wypracowaliśmy sobie sytuacje, ale piłka nie wpadła do siatki. Po przerwie dość szybko rozstrzygnęliśmy losy meczu. Moje bramki, strzelone w odstępie dwóch minut, to kwestia idealnego dogrania. Rywale popełnili błędy, ale przede wszystkim trzeba chwalić podających [Cezarego Przewoźniaka i Mateusza Świniarka - red.].

I jeszcze kogoś chciałbym pochwalić, zupełnie serio chcę podziękować osobom, które przygotowały boisko. Nie było dziur, ubytków w murawie, dlatego dobrze się nam grało, szybko i dokładnie. Gdyby MOSRiR nie zdążył z wszystkimi pracami, nie zadbał właściwie o trawę, nie strzeliłbym dwóch goli, nie wygralibyśmy ważnego meczu.

Kotwica bije liderów

To już prawie tradycja - Kołobrzescy piłkarze tydzień temu także wygrali z Nielbą Wągrowiec, która prowadziła w tabeli. Podopieczni Tomasza Arteniuka najpierw dali się wyszaleć gościom, a potem przejęli inicjatywę. Z przewagi Kotwicy w pierwszej połowie nie wynikało nic konkretnego. Gospodarze stworzyli dwie ciekawe akcje, których bramkarz gości nie musiał się jednak obawiać.

W drugiej połowie Kotwica nie pozwoliła odebrać sobie inicjatywy, a przewagę udokumentowała bramką. Po dośrodkowaniu z lewego skrzydła piłkę głową uderzył Michał Pietroń. Trafił w słupek, a do bramki dobił Grocholski. W 77. min Arkadiusz Piech mógł wyrównać, ale przestrzelił nad bramką w sytuacji sam na sam. Kotwica znokautowała rywala w 88. min. Bramkarza gości strzałem z 30 m pokonał Pietroń.



Kotwica Kołobrzeg - Gawin Królewska Wola 2:0 (0:0)

Bramki. Paweł Grochlski (56.), Michał Pietroń (88.)

Kotwica: Ryłka - Małkowski, Stankiewicz, Grocholski, Kaciczak, Sawczuk (81. Komar), Teśman (90. Żdanow), Pietroń, Marciniak (90. Paulewicz), Rusinek, Stareckij.

Ostrożny Chemik

Być może piłkarze Chemika w meczu z Unią bali się kolejnej wysokiej porażki i nie decydowali się na ryzyko. Dlatego oba zespoły nie stworzyły w Policach ciekawego widowiska. Pierwszą okazję goście zmarnowali w 12. min. Po dobitce z kilku metrów do bramki nie trafił napastnik Unii Tarnbowski. W 27. min znakomitą sytuację dla Chemika zmarnował Leszek Muskała. Piłka po strzale pomocnika gospodarzy z 8 m minimalnie minęła poprzeczkę. Od 62. min policzanie grali w przewadze jednego zawodnika. Napastnik gości Ślifirczyk dostał żółtą kartkę za faul na bramkarzu Chemika i powrót na boisko bez zezwolenia sędziego. Policzanie nie potrafili wykorzystać przewagi. Zespół Tomasza Arteniuka naciskał Unię, ale nie stworzył stuprocentowych okazji.

Chemik Police - Unia Janikowo 0:0

Chemik: Wiśniewski - Brzeziński, J. Szałek, M. Szałek, Bouba, Muskała, Miśta, Krzyżanowski (81. Jóźwiak), Echaust (71. Jakuszczonek), Jarymowicz, Ciołek (57. Sajewicz)