Piotr Mandrysz: Do Szczecina mam bliżej niż kiedyś

II LIGA PIŁKARSKA. Dziś na Twardowskiego przyjeżdża Zagłębie Sosnowiec - zespół, który stawia sobie takie same cele jak Pogoń. Odbudowę marki i szybki powrót do piłkarskiej elity.
Po karnej degradacji sosnowiczanie przystąpili do drugoligowych rozgrywek z czterema ujemnymi punktami, ale z mocnym składem i dużym budżetem. W 9 kolejkach zanotowali 4 zwycięstwa, 2 remisy i 3 porażki (z liderem - Gawinem Królewska Wola oraz Chemikiem Police i Kotwicą Kołobrzeg u siebie!). Dorobek poniżej oczekiwań i klub przed tygodniem zmienił trenera. Nowym został Miroslav Copjak (niegdyś asystent Bohumila Panika w Pogoni), który debiut miał udany - wygrana z Lechią Zielona Góra. Występ w Szczecinie potraktuje zapewne bardzo prestiżowo. Podobnie jak kibice z Sosnowca, którzy na Twardowskiego chcą zjawić się w trzystuosobowej grupie.

Ciekawe, jak wypadnie debiut nowego trenera Pogoni - Piotra Mandrysza. Znakomity niegdyś pomocnik propozycję pracy otrzymał w niedzielę rano, następnego dnia podpisał kontrakt, a po południu poprowadził pierwszy trening. Zadanie ma klarowne - w 10 jesiennych meczach portowcy muszą odrobić chociaż część strat do czołówki. Teraz do lidera brakuje im 12 pkt. Czy Mandrysz zdoła natchnąć piłkarzy i już w kilku najbliższych spotkaniach poprawić bilans punktowy?

Mecz portowców z Zagłębiem miał być rozegrany w 1. kolejce, ale ze względu na renowację murawy na Stadionie im. Floriana Krygiera PZPN zgodził się przełożyć spotkanie, uważane za jedno z hitów II ligi. Początek dzisiejszego spotkania o 19.

Rozmowa z nowym trenerem Pogoni

Tomasz Maciejewski: Spodziewał się pan telefonu ze Szczecina? Były wcześniej jakieś sygnały z Pogoni?

Piotr Mandrysz: Nie. Prezesi skontaktowali się ze mną w niedzielę i musiałem szybko podjąć decyzję. Gdyby to był inny zespół niż Pogoń, pewnie miałbym wątpliwości. Ostatnio otrzymywałem różne propozycje, ale nie byłem zainteresowany. Ze Szczecinem jednak łączą mnie szczególne więzi, dobre wspomnienia! Grałem tu ponad pięć lat, przeżyłem wiele fajnych chwil na boisku i poza nim. W tym mieście urodził się mój młodszy syn, dość długo tu mieszkaliśmy całą rodziną, do dziś utrzymujemy kontakty ze znajomymi... Pozostał sentyment do miasta i ludzi.

Teraz nie sprowadzi pan rodziny. Rozłąka z najbliższymi nie będzie problemem?

- Przeprowadzka nie wchodzi w grę, bo synowie chodzą do szkoły, żona ma swoje obowiązki, więc będziemy widywać się co kilka dni. Teraz do Szczecina mam bliżej niż kiedyś, dzięki uprzejmości zachodnich sąsiadów. Korzystając z niemieckich autostrad, mogę pokonać trasę w pięć godzin. Kiedy tylko możliwe, będę jeździł do domu. Rodzina też pewnie nieraz mnie odwiedzi. Najlepszą okazją są ferie czy jakaś kilkudniowa przerwa w szkole. Wtedy można by zorganizować taką sentymentalną podróż po dobrze znanych miejscach, pojechać nad morze.

W sensie zawodowym - wraca pan "w ciemno". Nie obawia się pan, że dzisiejszej Pogoni nie uda się tak z dnia na dzień poukładać i zmotywować do walki?

- Obawy muszą być, zwłaszcza jeśli jest się z dala od drużyny. Nie widziałem jej w meczach ligowych, nie byłem w stanie nic powiedzieć na temat obecnej formy zawodników. Znam tylko pojedynczych piłkarzy - Pawła Skrzypka, Ferdżiego Chifona, Andrzeja Tychowskiego, Czarka Przewoźniaka. Mam świadomość niekomfortowej sytuacji. Wiem również, że zmian dokonuje się wtedy, kiedy jest kiepsko, a nie wtedy, kiedy jest dobrze. Szczerze powiedziawszy - wolałbym objąć Pogoń w przerwie między rundami, na spokojnie. Wtedy mógłbym w pełni odpowiadać za przygotowania, dobór zawodników, styl gry itd. Teraz trochę ryzykuję.

Nie za duże to ryzyko?

- W tej pracy zawsze trzeba je podejmować. I radzić sobie z presją. Kibice oraz media oczekują wyników, jest się cały czas ocenianym, krytykowanym. To ciężki kawałek chleba. A przecież nie ma trenera, który notuje same sukcesy albo tylko same porażki. Chcę pomóc Pogoni, jednak musimy mieć świadomość, że zmiany nie nastąpią jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Potrzeba czasu. Objąłem posadę 48 godzin przed trudnym meczem z Zagłębiem Sosnowiec - zespołem też "sfrustrowanym", zespołem o takich samych aspiracjach jak granatowo-bordowi. Pogoń odbija się od dna, Zagłębie zostało karnie zdegradowane i też chce jak najszybciej wrócić na centralny szczebel rozgrywek. Na pewno ma ogromny potencjał, który na razie nie znajduje odzwierciedlenia w wynikach.

Co pan powie w szatni, by wyzwolić potencjał portowców?

- Niech to pozostanie moją tajemnicą. Może przypomnę chłopakom, jakim byłem piłkarzem. Nie wybitnym, ale solidnym. Chciałbym, żeby oni też byli solidni, żeby zawsze grali na 100 proc. Przecież bez zaangażowania, poświęceń, nie da się nic osiągnąć. Nie tylko w sporcie, ale w życiu. Jeśli przekonam zawodników, jeśli uda się ich zmotywować, być może nasze nastroje po zakończeniu rundy jesiennej będą lepsze?