Sport.pl

Amerykanie za mocni

Tenis ziemny: 6:4, 6:4 bracia Bryanowie pokonali w półfinale Marcina Matkowskiego i Mariusza Fyrstenberga, pozbawiając Polaków szans na finał prestiżowego Masters Cup w Szanghaju
Polacy zarobili w Chinach po 40 tys. dolarów na głowę. Równie ważny dla nich jest prestiż - byli w czwórce najlepszych na świecie.

- Za nami świetny tydzień. Czujemy się mocni, jesteśmy zadowoleni z postępów, które zrobiliśmy w ostatnich tygodniach - napisał Fyrstenberg na blogu naszego debla. - Jeżeli będziemy dalej rozwijać się w tym tempie, to przyszły sezon zakończymy wśród 3 najlepszych par na świecie!

O losach półfinału zadecydowały niuanse. Podstawowym była skuteczność pierwszego serwisu. I nie chodzi tu nawet o zdobywanie punktów, ale o liczbę akcji rozgrywanych z pierwszej piłki. Nasi z 57 akcji, które rozpoczynali własnym serwem, tylko 25 razy wprowadzali piłkę do gry pierwszym serwisem (44 proc.). Gdy już trafiali, za pierwszym razem najczęściej z tych akcji zdobywali punkty, jednak mała skuteczność pierwszego serwisu sprawiała, że rywale czuli się dużo pewniej w grze. Bryanowie mieli aż 83 proc. skuteczności pierwszego podania. To powodowało, że gemy serwowane przez Amerykanów trwały krócej i zwykle były mniej zacięte. Marcinowi i Mariuszowi trudniej się zdobywało punkty. Mimo to błędów z ich strony było niewiele. A, że Bryanowie grali niemal perfekcyjnie, to oni wygrali.

Początek meczu był jednak obiecujący. Piłka serwowana przez leworęcznego Boba została tak odegrana przez Mariusza, że wróciła pod nogi serwującemu, kompletnie go zaskakując i akcję otwarcia wygrali Polacy. Amerykanie pozbierali się dopiero przy remisie po 30. Wygrali gema i zaczęli "straszyć" przy podaniu Matkowskiego. To szczecinianin tego dnia serwował nieco gorzej, niż potrafi. Zapewne na większość światowych par taka dyspozycja by wystarczyła, ale nie na debel numer jeden ostatnich lat. Już w drugim gemie świetny lob Boba, a chwilę później doskonały return Mike'a dały bliźniakom dwie szanse na przełamanie Polaków. Wtedy jeszcze obronione przez naszych. Do stanu 4:5 dla rywali nic się nie zmieniało. Każdy wygrywał swoje podanie, ale w dziesiątym gemie przy serwisie "Matki" nasi nie wykorzystali trzech piłek na zakończenie gema. Amerykanie doprowadzili do piłki decydującej. Matkowski zagrał dobrze, ale return rywala był jeszcze lepszy. Długi kross odbił się tuż przed Marcinem i próba odegrania trafiła skończyła się siatką.

Amerykanie przełamali naszych w idealnym momencie. Nie dość, że Polacy już nie mieli okazji na odrobienie break pointa, to na dodatek druga partia zaczynała się znów od serwów braci i Marcin z Mariuszem przez całą partię musieli gonić wynik.

Mogło być inaczej, bo już w pierwszym gemie drugiej partii mieli dwie piłki na ich przełamanie. Para z Florydy nie pozwoliła naszym na zdobycie pierwszego w meczu break pointa, a potem okazało się, że już więcej nasi takiej okazji nie dostali.

Scenariusz dalszych gemów był identyczny jak w pierwszej partii. Znów przy stanie 4:5 serwował szczecinianin i ponownie rywale mieli "decided point". Tym razem zdecydowali, że będzie odbierał Mike. I tak jak jego brat w pierwszym secie, tym razem on popisał się rozstrzygającym returnem. Rozstrzygającym cały mecz i losy awansu do finału.

- Znów jeden mecz naszych pokazała telewizja i ponownie go przegrali - złościł się Zbigniew Matkowski, ojciec Marcina po transmisji. - To pozostawia złe wrażenie i daje argumenty malkontentom. Wydaje się, że nasi grają źle, a tak przecież nie jest.

Podobna sytuacja była dwa lata temu, gdy pod koniec Australia Open telewizja szybko wykupiła prawa do transmisji z półfinału w wykonaniu Polaków - przegranego gładko z Leanderem Paesem i Martinem Dammem. W 2006 transmitowany był też cały turniej deblowy Masters Cup z Szanghaju, gdy Polacy w debiucie przegrali wszystkie trzy mecze grupowe.

Półfinał Masters Cup w Szanghaju to największy sukces polskiego męskiego tenisa od czasów Wojciecha Fibaka. Najbardziej utytułowany polski tenisista był finalistą turnieju singlowego World Championship Tennis (poprzednik Masters Cup) w 1976 w Houston, dwa razy wygrał turniej deblowy (w 1976 i w 1978 r.), ale startował z partnerami z zagranicy z Niemcem Karlem Meilerem i Holendrem Tomem Okerem.

W przyszłym roku Masters Cup przenosi się do Londynu. A już teraz Marcin i Mariusz rozpoczynają długo wyczekiwane, ponadmiesięczne wakacje. Grę wznowią na turnieju w Dausze zaraz po Nowym Roku.

A cały turniej wygrali Kanadyjczyk Daniel Nestor i Serb Nenad Zimonjic. W finale wygrali 7:6 (3), 6:2 z Amerykanami. Przypomnijmy, że Polacy przegrali z Nestorem i Zimonjicem w trzech setach. Zwycięski duet został teraz numerem jeden w rankingu.

Więcej o: