Mówią szefowie klubów

Grzegorz Smolny, wiceprezes Pogoni

Ostatnie wyniki nie mogą zadowalać ani kibiców, ani nas, ani piłkarzy! Na postawę drużyny złożyło się kilka czynników - lekkie zmęczenie, kontuzje podstawowych graczy, m.in. Marka Kowala, Piotra Komana; ale również - błędy indywidualne, głupio tracone bramki, nonszalancja. Zawodnicy wychodzili na boisko ze świadomością, że mają znacznie większy potencjał niż przeciwnik, nie byli wystarczająco zdeterminowani. A zespoły mierzące się z Pogonią starają się grać na 120 proc.! Jedno potknięcie, drugie i drużyna wpadła w lekki dołek. Ostatni mecz z Polonią powinien przynieść trzy punkty, to byłoby "przełamanie", jednak znów przydarzyła się wpadka. Z Chemikiem nie można sobie na to pozwolić. Do końca zostało sześć kolejek i wszyscy zawodnicy mają świadomość, że wkraczamy w decydujący etap rozgrywek. Będziemy o tym rozmawiać w szatni, ale spokojnie, rzeczowo! Nie zwykliśmy podejmować żadnych "nerwowych" decyzji. Trenera nadal darzymy pełnym zaufaniem, dobrze oceniamy jego pracę!

Jeśli chodzi o poszczególnych zawodników czy zimowe transfery, z ocenami wstrzymam się do zakończenia sezonu. Cieszy mnie to, że trzech nowych graczy okazało się znaczącym wzmocnieniem. Mam na myśli Marcina Nowaka, Komana i Piotrka Petasza. Kibice widzą jego straty, ale to jest chłopak, który ciągnie grę, strzela bramki.

Liczę na to, że końcówka sezonu będzie udana i osiągniemy zakładany cel, czyli awans. Podziały w drużynie, brak zaangażowania? Gdyby tak rzeczywiście było, wychwycimy to. Jeśli komuś nie zależy na wynikach, jeśli nie gra dla klubu, nie zasługuje na to, by reprezentować Pogoń!



Krzysztof Borger, prezes Chemika Police

Przystępując do rundy wiosennej zdawaliśmy sobie sprawę, że łatwo nie będzie, ale nie mieliśmy i nie mamy zamiaru oddawać II ligi bez walki. Kilku kluczowych graczy nie udało się zatrzymać, jednak tacy jak Arkadiusz Jarymowicz czy Marek Sajewicz zostali. Po pierwszych meczach było nieźle - remisy, ponadprogramowe punkty z Zagłębiem Sosnowiec, a w perspektywie - wyjazd od Koronowa. Wydawało się, że to znakomita okazja, by zmniejszyć straty do zespołów, które są nad nami. Niestety, przyszła seria porażek, trochę pechowo straciliśmy kilka punktów i sytuacja zrobiła się bardzo trudna. Wystarczy spojrzeć na tabelę. Nadal jednak nie składamy broni. Do końca będziemy walczyć o miejsce barażowe. Dystans do Lechii Zielona Góra, zajmującej 14. lokatę, to pięć punktów. Można odrobić, tym bardziej że ostatnio zdarzało się tyle niespodziewanych wyników. I na górze, i na dole ligowej stawki.

Mecz z Pogonią? Na pewno nie odpuścimy, choć prywatnie kibicuję portowcom i życzę im awansu! Derbowe potyczki wyzwalają dodatkowe emocje, mobilizują zawodników. Liczę na sukces Chemika w sobotę. Gramy u siebie, będzie sporo kibiców, postaramy się o korzystny wynik. Może to będzie dla nas przełamanie, tak jak dla Pogoni przełomem okazało się zwycięstwo 2:1 na Twardowskiego.

Jakie plany po ewentualnym spadku? To będzie zależało przede wszystkim od możliwości finansowych Zakładów Chemicznych Police, które są głównym dobroczyńcą klubu. Staramy się o dywersyfikację sponsoringu, ale pozyskanie do współpracy firm, które mogłyby zaoferować choćby część tego, co dają Zakłady, jest trudne.

Przypomnę, że działamy jako stowarzyszenie. Sukcesem ostatnich miesięcy było pozyskanie ponad 200 nowych członków. Ich składki też są istotne dla budżetu. Nasz główny cel to szkolenie uzdolnionej sportowo młodzieży. W drugoligowej drużynie dominują wychowankowie, a doświadczenia zdobyte w tym sezonie na pewno zaprocentują, nawet jeśli spadniemy do III ligi.



Andrzej Kargul, prezes Kotwicy Kołobrzeg

Może i u nas nie ma takiego ciśnienia na awans jak w Szczecinie, ale też są ambicje i nie chcemy ich odkładać na bok. Mamy swoje marzenia. Rozpoczynając wiosnę liczyłem, że awans szybko zapewni sobie Pogoń, a drugim zespołem awansującym będzie Kotwica. Na razie rywalizacja trwa, niespodzianek jest wiele, bo słabe zespoły jesienią teraz są lepsze i sprawiają niespodzianki. Uciekł wszystkim Kluczbork, który nie miał sportowego kryzysu i jeśli nie przestanie grać - awansuje. Przewagę ma już dużą. Naszym problemem były trzy kontuzje kluczowych zawodników na początku wiosny. Straciliśmy środek boiska i gra jest gorsza niż jesienią. W dodatku słabiej spisują się doświadczeni gracze. W ostatnich meczach męczyliśmy się w lidze, ale inni też się męczą. Staramy się teraz zachować spokój, utrzymać dobrą atmosferę w zespole, bo wciąż jesteśmy w grze. Gdyby udało nam się wygrać we Wrocławiu [wczorajszy mecz z Gawinem zakończył się po zamknięciu "Gazety" - przyp. red.], a następnie u siebie z Zawiszą - to znów szanse by wzrosły. Wtedy kluczowy byłby mecz z Pogonią u nas. Przed nami trudny okres - jeśli wyjdziemy z niego zadowoleni, końcówka ligi może należeć do nas.

Nie ukrywam, że mamy coraz mocniejsze problemy finansowe. Tak się złożyło, że kłopoty koszykarskiej Kotwicy odbiły się na nas. Siostrzany klub pozostawia za sobą spaloną ziemię i kogo nie poprosimy - odmawia. Mamy też problemy z paroma naszymi sponsorami. Myślę, że sytuacja dojrzewa, by zorganizować duże spotkanie w mieście dotyczące przyszłości kołobrzeskich klubów. Miasto powinno dać sygnał - na co liczy i co może wspomóc.